czwartek, 25 czerwca 2015

Sarah Addison Allen - Magiczny ogród




Tytuł: "Magiczny ogród" 
Autor: Sarah Addison Allen
Wydawnictwo: Świat Książki 
Liczba stron: 255

Kobiety z rodu Waverleyów od pokoleń obdarzone są niezwykłymi i wyjątkowymi magicznymi talentami. Claire, najstarsza z dwóch sióstr od początku przyjęła dar, ale Sydney nie podobało się to, że jej rodzina jest inna, więc przy pierwszej nadarzającej się uciekła z Bascom - miasteczka, w którym rozgrywa się cała akcja. Pewnego dnia jednak Sydney powraca i namiesza w dotychczas spokojnym i poukładanym życiu Claire. Dlaczego tak niespodziewanie wróciła? I co się za tym kryje?

Świat stworzony przez autorkę jest niesamowity i dosłownie magiczny. W małym miasteczku Bascom niemal każda rodzina ma jakąś specjalność, wyjątkowy talent - przykładem, rodzina Waverleyów słynie z niejakiej magii, a mężczyźni z rodu Hopkinsonów zawsze żenili się ze starszymi kobietami, ponieważ ich dusza była starsza niż ciało. To dodało tej książce niepowtarzalnego uroku i sprawiło, że każdy z pewnością wpasuje się w jej klimat. 

Claire, jedna z głównych bohaterek umiała przyrządzać takie potrawy, które, kiedy zostały zjedzone, wpływały na ludzi - niektóre połączenia kwiatów i innych roślin z rodzinnego ogrodu wspomagały miłość czy przywoływały dobre wspomnienia. A właśnie, tytułowy "magiczny ogród" oczywiście także pojawia się i jego nazwę można rozumieć dosłownie. W nim rośnie czarodziejska jabłonka, mająca wpływ na ludzi, ale jaki i jak to działa - tego już nie zdradzę w obawie przed spoilerami. 

W "Magicznym ogrodzie" pojawia się dużo wątków, sama magia, można by rzec, jest tylko dopełnieniem, małym smaczkiem, dzięki któremu całość nie jest nudna. Oto powieść o odnawianiu utraconej więzi z rodziną i poszukiwaniu własnego przeznaczeniu. Odnajdujemy także wątek romantyczny, który, mimo iż może nieco przysłania resztę historii, to wprowadzony jest jak najbardziej odpowiednio. 

Muszę przyznać, że książka ta zauroczyła mnie od pierwszej strony. Czytałam, nie mogąc się oderwać i będąc ciekawa dalszych wydarzeń. Z uwagą śledziłam losy bohaterów i kibicowałam im. Ciepła, urocza i wciągająca - tak można by ją opisać. To przede wszystkim lektura dla kobiet, które lubią jakże prawdziwe historie z magią w tle. Jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej powieści, musicie jak najszybciej to nadrobić.

sobota, 20 czerwca 2015

Nicholas Sparks - I wciąż ją kocham




Tytuł: "I wciąż ją kocham" 
Autor: Nicholas Sparks 
Wydawnictwo: Albatros 
Liczba stron: 351

Po ukończeniu szkoły średniej John Tyree zaciąga się do armii, gdzie nabiera pewności siebie i przechodzi szkołę prawdziwego, męskiego życia. Podczas przepustki spotyka Savannah - młodszą o dwa lata studentkę pedagogiki, wolontariuszkę, która wraz z grupą znajomych w ramach akcji dobroczynnej buduje domy dla ubogich. Na przekór wszystkiemu pomiędzy dwojgiem rozkwita miłość, a John uświadamia sobie, że pragnie założyć rodzinę z Savannah. Ona natomiast przyrzeka czekać na ukochanego, dopóki nie minie okres jego służby. Jednak nadchodzi 11 września i z poczucia obowiązku chłopak przedłuża pobyt w wojsku. Niestety, jego związek z Savannah nie wytrzymuje długiego rozstania. W pożegnalnym liście dziewczyna informuje go, że zakochała się w kimś innym. Ale czas nie leczy ran... Kiedy po kilku latach John wraca do domu, marzy tylko o jednym - znów trzymać ukochaną w swoich objęciach. 

Książka ta była i będzie jedną z moich ulubionych powieści miłosnych. Pierwszy raz przeczytałam ją jakieś dwa lub trzy lata temu i od razu się zakochałam. Zauroczyli mnie bohaterowie, jak i świat przedstawiony. Niesamowitą rzeczą jest, że uwielbiam powracać do owej powieści i jeśli mam być szczera, to ona nigdy mi się nie znudzi. 

Bohaterów polubiłam dosłownie już od pierwszej strony, wiedząc, a raczej domyślając się, w jaki sposób są wykreowani. Nie myliłam się, było to dokładnie w taki sposób, w jaki chciałam. A szczególną sympatią darzę Savannah - delikatną, drobną i czasem troszkę nieśmiałą dziewczynę, której marzeniem jest pomaganie innym. I może jest ona zbyt idealna, by móc być prawdziwa, ale mi to nie przeszkadzało.

Historia przedstawiona w "I wciąż ją kocham" może zdarzyć się każdemu. Piękna i bezinteresowna miłość, niestety, bez happy endu. Ale nie tylko, bo chociaż główny wątek książki skupia się na związku Johna i Savannah, to możemy odnaleźć w niej wiele innych, dających do myślenia spraw. W wyraźny sposób pokazuje trudności codziennego życia, przeszkody w relacjach międzyludzkich, a także trudne relacje z rodziną. 

"Typowy romans" - powie ktoś. A właśnie, że nie. Tak jak wspominałam wcześniej, porusza ważne aspekty naszego życia, skłaniając nas do refleksji i zastanawianiem się nad odpowiedzią na pytanie: "Co to znaczy naprawdę kogoś kochać?". Nie da się przeczytać tej powieści, nie wzruszając się choćby na krótką chwilę. 

Cóż mogę napisać na sam koniec? Chyba tylko to, że absolutnie musicie przeczytać "I wciąż ją kocham", jeśli do tej pory jeszcze tego nie zrobiliście. Autor stworzył doskonałą powieść, przy której nie można przejść obojętnie.  

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rachel Van Dyken - Toxic




Tytuł: "Toxic" 
Autor: Rachel Van Dyken 
Wydawnictwo: Feeria 
Liczba stron: 342 
"Toxic" to druga część z cyklu "Zatraceni", ale można ją czytać jako samodzielną powieść. 

Gabe Hyde od czterech lat ukrywa swoją prawdziwą tożsamość przed światem. Jedna chwila sprawiła, że jego życie się załamało, a kariera zakończyła. Teraz dzieli swój świat pomiędzy studia, przelotne romanse i... dom opieki. Właśnie tam chłopak spotyka Saylor. Dziewczyna uważa Gabe'a za bezmyślnego, beztroskiego gościa, ale jednocześnie coś ją do niego ciągnie. Co się stanie, gdy te dwa światy nie będą mogły przestać się spotykać?

" Życie składa się z dwóch etapów. Narodzin i śmierci. To jest to. Co robić pomiędzy? Cóż, to chyba zależy od Ciebie, prawda? ".

Kiedy przeczytałam opis, już wiedziałam że ta książka mi się spodoba, może nawet tak, jak pierwszy tom ( mimo tego, że wmawiałam sobie, że nic nie zastąpi "Utraty" ). I nie myliłam się. "Toxic" dorównuje swojej poprzedniczce, a może nawet ją wyprzedza. 

Bohaterowie nie są nudni i irytujący, wręcz przeciwnie - barwni i interesujący. Ich poznawanie to wręcz przyjemność; są stworzeni w naturalny sposób. Czytelnik od pierwszej strony próbuje rozwikłać tajemnicę, którą ukrywa Gabe, a która wychodzi na jaw stopniowo, by w końcu nieco nas zaskoczyć. To wspaniały element tej powieści. 

Czytając "Toxic" emanowały ze mnie emocje, nieraz gwałtownie się zmieniające - niekiedy uśmiechałam się z dialogów bohaterów, a zaraz potem czułam smutek z zaistniałych sytuacji. Właśnie tą rzecz uwielbiam w książkach i ona zawsze utwierdza mnie w przekonaniu, że książka, którą czytam w danym momencie, jest naprawę dobra.

Czasami trzeba uderzyć głową w ziemię, żeby uświadomić sobie, iż droga prowadzi nie w dół, ale do góry ".

W tej pozycji, podobnie jak w "Utracie" znajdziemy wiele rozważań i przemyśleń na temat życia, co skłania nas do refleksji nad swoim własnym. Bohaterowie, a szczególnie Gabe, niosą za sobą bagaż życiowych doświadczeń. 

Styl autorki również bardzo mi się podobał. Ba, uwielbiam ten sposób, jakim pisze pani Rachel Van Dyken. Jej książki czyta się lekko i szybko, co sobie cenię.

To miłość i śmierć, jako jedyne na świecie, potrafią zmienić nasze życie i przeznaczenie. Napędzają nas albo paraliżuję. Jednak ostateczny wybór zawsze należy do nas ".

Podsumowując - "Toxic" mnie zachwycił. Nie będę porównywać tej części z poprzednią, ponieważ obie są wspaniałe i warte przeczytania. Bardzo, ale to bardzo polecam i czekam na następny tom. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję: 

piątek, 12 czerwca 2015

Cynthia Hand - Anielska




Tytuł: "Anielska" 
Autor: Cynthia Hand 
Wydawnictwo: Amber 
Liczba stron: 334 
"Anielska" to druga część z cyklu "Nieziemska". 

Clara Gardner poznała już swój cel i odkryła po co została zesłana na ziemię. Stawiła czoło pożarowi ze swoich wizji. Lecz on był dopiero początkiem. Dziewczyna coraz bardziej zagłębia się w świat aniołów, w walkę dobra ze złem i doświadcza nowych, przerażających wizji. Czy to początek nowego zadania? I czy wizje podpowiedzą jej, który z chłopaków jest jej przeznaczony: Christian, którego darzy skomplikowanym uczuciem czy Tucker, dla którego miłość Clary może okazać się najstraszliwszą groźbą? 

Nie wiem dlaczego, ale kiedy zaczęłam czytać tą książkę, zaczęła mnie nudzić do tego stopnia, że odłożyłam ją na kilka dni i dopiero potem ponownie po nią sięgnęłam. Niektóre dialogi bohaterów irytowały mnie, co mogło być tego przyczyną. Jednak nie oznacza to, że powieść była zła, wręcz przeciwnie - gdy ponownie zagłębiłam się w lekturze, dostrzegłam jej urok. 

W tej części Clara, nasza główna bohaterka doświadcza nowych, źle wróżących wizji. Musi stawić temu czoło. Doświadczyłam przyjemnych chwil, śledząc z uwagą jej postępowanie. Pojawiają się także nowi, czasem dość zaskakujący bohaterowie. 

Tak jak w "Nieziemskiej", tak i tutaj pojawia się trójkąt miłosny. Clara, Tucker i Christian. I choć dziewczyna definitywnie wybrała już jednego z nich, to okazuje się, że tego drugiego wciąż darzy uczuciem. Pewna sytuacja wszystko komplikuje. Clara musi wreszcie zdecydować, którego z nich wybiera - ot, typowy wątek miłosny. 

Powieść tą czyta się szybko za sprawą wielu dialogów ( tak samo jak w "Nieziemskiej" ). Nie ma zbyt wielu opisów i chwała autorce za to. Odznacza się też lekko specyficzny styl pani Hand. 

Chociaż pozycja ta podobała mi się, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta część jest gorsza od swojej poprzedniczki ( pamiętacie, jak zachwycałam się nad "Nieziemską"? ). Czegoś mi tu brakowało , a może po prostu kolejny tom jest całkiem niepotrzebny. Mimo wszystko, jeśli jesteście zainteresowani, polecam i trochę żałuję, że wydawnictwo Amber nie ma zamiar wydać ostatniego tomu z tej serii. 

sobota, 6 czerwca 2015

Rachel Van Dyken - Utrata




Tytuł: "Utrata" 
Autor: Rachel Van Dyken 
Wydawnictwo: Feeria 
Liczba stron: 299

Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Opiekują się nią wujek i ciocia, gdyż jej rodzice tragicznie zginęli podczas jednej ze swoich wypraw, na których nurkowali pod wodą. Dziewczyna nie potrafi sobie z tym poradzić, bierze leki antydepresyjne, a niemal co noc ma koszmary. Wreszcie zaczyna studia daleko od domu, na których, już pierwszego dnia, poznaje przystojnego i bogatego chłopaka - Westona, którego ojciec jest jednym z najbogatszych ludzi świata. I tak zaczyna się ich znajomość. Weston pomaga jej wyjść na prostą, udziela jej rad. Ale czas nie jest także i jego sprzymierzeńcem. Jak potoczą się ich losy? 

"Życie nie jest sprawiedliwe, ale to, jak je przeżyjemy - to właśnie jest cudowne. To dar".

Nie ukrywam, że już od początku premiery tej książki byłam jej bardzo ciekawa. Mój apetyt zaostrzyły też pozytywne recenzje na temat "Utraty", z którymi się spotkałam. Dlatego, gdy tylko pojawiła się możliwość jej przeczytania, nie zastanawiałam się ani chwili dłużej. 

Przyznam, że historia wydaje się być banalna, powtarza się w niej schemat, który występuje w większości tego typu powieści. Mnie to jednak nie przeszkadzało i kiedy coraz bardziej zanurzałam się w lekturze, dostrzegłam pewne cechy, małe elementy, które odróżniają tą pozycję od innych. Opowieść zaczyna się schematycznie, ale cudownie kończy. 

" Słabość to tylko ból, który opuszcza nasze ciało".

Autorka stworzyła niesamowitych bohaterów, którzy byli bardzo realistyczni. Szczególnie upodobałam sobie postać Westona i jego mądre słowa oraz rady, które wygłaszał pomimo młodego wieku. Dzięki temu w powieści znajdziemy piękne cytaty. 

"Utrata" zawiera rozważania na temat samego życia. Uczy nas, że trzeba spełniać swoje marzenia, póki mamy czas. Pokazuje, jak ważna jest miłość, nie tylko ta rodzicielska, ale także drugiej połówki. Głosi, żeby żyć pełną piersią i cieszyć się z każdego przeżytego dnia. 

Byłam i nadal jestem pod wrażeniem emocji, jakie wywołała u mnie ta książka, od której wręcz nie mogłam się oderwać, czytając ją błyskawicznie. Dużo razy śmiałam się z sytuacji i dialogów, by zaraz potem głęboko się wzruszyć. Niesamowite jest to, jak bardzo to dzieło mnie poruszyło i na mnie wpłynęło, co trudno u mnie wywołać i co dowodzi na doskonałość tej pozycji. 

" Czasami musisz przejść przez piekło, żeby znaleźć swoje niebo".

Podsumowując: dosłownie zakochałam się w tej książce. Jedyne, na co zwrócę uwagę i co będzie małym, naprawdę małym minusikiem, na który spokojnie przymykam oko to pewna dość dziwna i specyficzna sytuacja. Nie zważając na to, "Utrata" jest obowiązkową lekturą dla miłośników YA, ale nie tylko, bowiem sądzę, że innym także może się spodobać. Powieść ta jest warta uwagi i przeczytania, dlatego, kto jeszcze nie zdecydował się na jej przeczytanie, niech szybko to nadrobi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Książki mojego dzieciństwa


Dzisiaj, zamiast recenzji, mam dla Was nietypowy post. Z okazji Dnia Dziecka, który mamy dzisiaj, postanowiłam zrobić wpis z moimi książkami dzieciństwa.
Chcę również z racji dzisiejszego święta złożyć życzenia wszystkim dzieciom, zarówno tym młodszym, jak i starszym. Wszystkiego najlepszego i oby magia dzieciństwa trwała jak najdłużej.

A więc... zaczynamy! 
( kolejność przypadkowa ) 

1. Kubuś Puchatek. 
Nie mogłam go ominąć. Przygody Kubusia Puchatka i jego przyjaciół śledziłam z dużą ciekawością. Stumilowy Las był po prostu niesamowity. 


2. Dzieci z Bullerbyn. 
Pamiętam, że miałam tą książkę jako lekturę w młodszej klasie podstawówki. Tak mi się spodobała, że pochłonęłam ją bardzo szybko, a potem jeszcze nie raz do niej wracałam. 


3. Plastusiowy pamiętnik. 
Książka ta jak najbardziej zasługuje na znalezienie się w tym gronie.


4. Karolcia. 
O, tak. Uwielbiałam tą książeczkę. Dla mnie była ona naprawdę intrygująca. 


5. Baśnie. 
Któż z nas nie czytał w dzieciństwie baśni? Ja wprost je kochałam. Baśnie autorstwa braci Grimm czy Andersena - do nich wciąż powracam. 


A jakie są Wasze książki dzieciństwa?