piątek, 30 grudnia 2016

Amanda Prowse - Świąteczna kafejka

Amanda Prowse - Świąteczna kafejka
Autor: Amanda Prowse
Tytuł: Świąteczna kafejka
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 271

Bea ma 53 lata i rok temu straciła męża, zostając wdową. Prowadzi swoją dochodową kafejkę w Sydney i próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Niedługo przed Bożym Narodzeniem kobieta otrzymuje list z zaproszeniem do grupy właścicieli podobnych knajp do takiej, jaką ona zarządza. Bea zaczyna internetowo korespondować z nadawcą listu, który, jak się okazuje, mieszka w Szkocji. Wkrótce postanawia wraz z wnuczką Florą odbyć przedświąteczną podróż do Edynburga, gdzie czeka na nich wiele zaskoczeń. 

Powieść Amandy Prowse zabiera nas najpierw do Australii, gdzie wiecznie panują wysokie temperatury, święta spędza się na plaży, a o śniegu można tylko pomarzyć. Kiedy już przyzwyczaimy się do tego dość nietypowego klimatu, akcja przenosi się do Szkocji, gdzie panują warunki pogodowe już bardziej porównywalne do tych w Polsce. Myślę, że połączenie takich skrajnych środowisk jest ze strony autorki dobrym zabiegiem. Dzięki temu możemy zaznajomić się z innymi kulturami i prawie na własnej skórze odczuć te różnice. 

Świąteczna kafejka to książka, która ma dużo wątków. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj utracona miłość Bei z przeszłości, o której nie potrafi ona zapomnieć i często ją wspomina. Mimo że ten aspekt wypada raczej schematycznie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zakończenie go napawa swego rodzaju nadzieją. A jeśli o miłości mowa, to jeszcze obserwować możemy rozwój innej relacji pomiędzy pewną dwójką, co uważam za tak zwany smaczek podczas lektury, gdyż naprawdę kibicowanie im sprawiało mi ogromną satysfakcję. Oprócz tego opowieść pełna jest rodzinnych problemów, dotyczących głównie nastoletniej Flory i relacji pomiędzy rodzicem a dzieckiem. 

Niektórzy występujący bohaterowie są naprawdę charakterystyczni i warci zapamiętania. Bea cechuje się pozytywnym nastawieniem i tym, że prawie na wszystko ma jakąś dobrą radę. Jej trzynastoletnia wnuczka, taka młoda kobietka, jeszcze z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy, ale momentami potrafi nieźle rozśmieszyć i pocieszyć. Kim i Tait, pracownicy kafejki Bei, to również ciekawe osoby. Takich postaci jest jeszcze kilka, co tylko dowodzi, że pani Prowse postarała się, kreując swoich bohaterów na realnych ludzi. 

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że temat świąt wśród wszystkich zdarzeń zszedł gdzieś na trzeci plan. Owszem, występuje trochę świątecznych akcentów, ale mimo wszystko sądziłam, że będzie to jakoś wyraźniej zaznaczone i Boże Narodzenie odegra kluczową rolę. Niestety, tak się nie wydarzyło.  Pod tym względem odrobinę się zawiodłam. 

Początkowo nie mogłam przekonać się co do stylu autorki. Miałam wrażenie, że jest zdecydowanie za ciężki, co spowalniało czytanie. Gdzieś tak po kilkunastu stronach jednak przestało mi to przeszkadzać i chyba się przyzwyczaiłam, bo bardzo szybko skończyłam całość. Myślę, że po prostu wczułam się w tę historię, zaciekawiona jej dalszym ciągiem. 

Świąteczna kafejka spodoba się wszystkim, który szukają ciepłej opowieści na zimowe wieczory. To historia o poszukiwaniach utraconej miłości, nieoczekiwanych przeszkodach, nadziei i szczęściu. Mnie osobiście zauroczyła, pomimo że faktycznie brakowało tej magicznej, świątecznej atmosfery. I teraz, chociaż już po świętach, zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Może w tę śnieżną i mroźną zimę ogrzeje Wasze serca? 

Za książkę dziękuję księgarni PanTomasz.pl. 

środa, 28 grudnia 2016

Sara Pennypacker - Pax

Autor: Sarah Pennypacker
Tytuł: Pax
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 291

Lisa Paxa z Peterem łączy niezwykła więź. Odkąd chłopiec uratował osieroconego Paxa, oboje są praktycznie nierozłączni. Żaden z nich nie wyobraża sobie, by zabrakło tego drugiego. Jednak wkrótce nadchodzi czas rozstania... Ojciec Petera idzie do wojska, a swojemu synowi nakazuje wypuszczenie lisa do lasu, gdyż chłopak ma zamieszkać ze swoim dziadkiem. Peter nie może znieść tęsknoty za małym przyjacielem i już pierwszej nocy pobytu u staruszka wymyka się na poszukiwanie Paxa. W tym czasie lis musi nauczyć się przetrwać w dziczy. Czy Peter i Pax w końcu się odnajdą?

Książka od początku urzekła mnie swoją oprawą graficzną, dzięki której jeszcze bardziej pragnęłam poznać historię, którą ukryto w środku. Ta okładka z liskiem jest naprawdę śliczna i przyciągająca wzrok, a ilustracje Jona Klassena wewnątrz, choć czarno białe, również są miłe dla oka i urozmaicają one lekturę. Sama treść nie jest gorsza - po przeczytaniu ostatniej strony żałowałam, że to już koniec, bo naprawdę bardzo miło spędziłam czas, zagłębiając się w świat wykreowany przez autorkę.

Rozdziały napisane są z dwóch perspektyw: Petera i Paxa i występują naprzemiennie: najpierw rozdział oczami liska, potem chłopca, następnie znów Paxa, itd. To daje nam możliwość dowiedzenia się o tym, co akurat któregoś z nich dręczy i poznania ich myśli. Dość interesujące są fragmenty z punktu widzenia Paxa, ponieważ jest on zwierzęciem i wiadomo, że na otoczenie patrzy inaczej niż człowiek. Lis ukazuje nam zupełnie inny stosunek do świata, czasami wręcz lekko szokujący, ale jednocześnie brutalnie prawdziwy. 

Relacja pomiędzy lisem a Peterem przedstawiona jest niezwykle intrygująco. Widać, że to, co ich łączy, to więź bardzo zażyła. Oboje są ze sobą emocjonalnie związani. Ta wyjątkowa przyjaźń pomiędzy chłopcem a Paxem może być dowodem na istnienie dużego przywiązania pomiędzy ludźmi a zwierzętami, przez które jesteśmy w stanie zdobyć się nawet na z pozoru niewykonalne czyny, tak jak Peter odważył się wyruszyć na poszukiwanie swojego przyjaciela. I chociaż miał wiele kilometrów do przebycia, a po drodze nie raz spotykały go różne przeszkody, nie poddawał się. Myśl o tym, że znowu będzie razem z lisem, dodawała mu motywacji. 

Jestem pod wrażeniem tego, jak Sara Pennypacker wykreowała fabułę. Już sam opis brzmi niezwykle, a słowa z tyłu okładki To opowieść o chłopcu i jego lisie (lub lisie i jego chłopcu) zdecydowanie zwracają uwagę. Autorka na kartach tej powieści wyczarowała fascynujący i wręcz magiczny klimat, który sprawia, iż książkę czyta się bardzo przyjemnie. W tym wszystkim zawarła także ważne wartości i sentencje. 

Pax to bez wątpienia książka, która ukazuje nam wyjątkową historię. To opowieść o pięknej przyjaźni pomiędzy chłopcem a jego lisem, o odkrywaniu swojej prawdziwej natury, ale też w pewnym sensie o poszukiwaniu szczęścia. Choć kierowana jest do dzieci, to zawiera ona w sobie rozważania na temat ludzkiej natury, skłaniające do przemyśleń. Uważam, że może spodobać się zarówno młodszym czytelnikom, jak i tym nieco starszym. Jeśli chcecie przeczytać ciepłą, wzruszającą i momentami zabawną pozycję, sięgnijcie właśnie po tę historię.

Za możliwość poznania tej wspaniałej opowieści dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt!


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkiego, co najlepsze: zdrowia, szczęścia, dużo pomyślności, miłości oraz rodzinnego ciepła. Niech ten czas będzie dla Was miłą odskocznią od codzienności. Wesołych i zaczytanych Świąt! 

życzenia świąteczne
Ola Z 


czwartek, 22 grudnia 2016

Kasie West - Chłopak na zastępstwo [Book Tour]

Autor: Kasie West 
Tytuł: Chłopak na zastępstwo 
Wydawnictwo: Feeria Young 
Liczba stron: 399

Gia to typowa, pewna siebie i popularna w szkole dziewczyna, która ma kilka przyjaciółek i jest przewodniczącą samorządu szkolnego. Mogła pochwalić się też przystojnym i starszym od siebie chłopakiem... No właśnie, mogła, bo tuż przed przedstawieniem go znajomym, Bradley z nią zrywa. Gia, chcąc udowodnić koleżankom, że wcale nie zmyśliła sobie tego chłopaka, wypatruje na szkolnym parkingu innego i w akcji desperacji prosi go, by to on poszedł z nią na bal i udawał Bradleya. Nieznajomy, o dziwo, zgadza się. Okazuje się jednak, że nie wszystko w życiu da się tak precyzyjnie zaplanować. To wydarzenie pociąga za sobą kolejny stek kłamstw, a skutki mogą okazać się naprawdę tragiczne... 

Kasie West to amerykańska autorka powieści młodzieżowych. Mieszka w Kalifornii wraz z mężem i dziećmi. Uwielbia uprawiać wakeboard i słuchać rockowych ballad. W Polsce na razie ukazały się jej dwie książki: Chłopak na zastępstwo i Chłopak z sąsiedztwa

Główną bohaterką tejże opowieści jest Gia, czyli dziewczyna, którą większość osób z pewnością mogłoby nazwać typową amerykańską nastolatką. Teoretycznie dziewczyna ma wszystko, czego do szczęścia potrzeba, ale czy na pewno? Ją samą zaczynają dręczyć wątpliwości na ten temat, bo okazuje się, że bycie gwiazdą w szkole ma też swoje ciemne strony. Myślę, że Gia to taka postać, która pod wpływem pewnych wydarzeń zmienia się w lepszego człowieka. Na swojej drodze popełnia trochę błędów, ale ostatecznie i z nich wyciąga wnioski, by w przyszłości tak nie postępować. O dziwo, ani przez chwilę nie odniosłam wrażenia irytacji pod wpływem zachowania Gii. Wręcz przeciwnie, bardzo ją polubiłam i choć może nie za bardzo się z nią utożsamiam, to podczas lektury szczerze jej kibicowałam i miałam nadzieję, iż wszystko zakończy się w pozytywny dla niej sposób.

Pojawia się również wątek romantyczny pomiędzy Gią a zastępczym Bradleyem, jak na początku bohaterka nazywała w myślach chłopaka, który zgodził się udawać jej byłego. Sądzę, że można się tego domyślić, toteż o tym wspominam. Nie będę również zdradzać prawdziwego imienia tego przystojnego bruneta, bo to popsuje Wam przyjemność z czytania. Wracając jednak do więzi pomiędzy tą dwójką, muszę przyznać, że autorka przedstawiła ją bardzo dobrze. Cieszę się, że relacja pomiędzy nimi jest dość realistyczna i potrzeba trochę czasu, by odkryli, że łączy ich coś więcej. Co więcej, wydaje się, że są to osoby z dwóch różnych światów, a pomimo tego dobrze się dogadują. Kasie West najwyraźniej stara się udowodnić czytelnikom, że przeciwieństwa się przyciągają i moim zdaniem ten aspekt dobrze jej wychodzi. 

Realia przedstawione w Chłopaku na zastępstwo to przede wszystkim życie młodych ludzi uczęszczających do liceum. Mamy więc tutaj szkołę i naukę, imprezy i codzienne problemy nastolatków. Dylematy tych ludzi dla starszych osób mogą wydawać się wręcz błahe, ale taki jest już świat nastolatków. Książka więc idealnie sprawdzi się jako prezent dla nastolatków, a dorosłym przybliży nieco warunki społeczności młodych. 

Kasie West pisze lekko i przyjemnie. Jej styl jest raczej niewymagający, ale też na swój sposób interesujący. Powieść czyta się w zaskakująco szybkim tempie - nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się już na ostatniej stronie. I chociaż zakończenia całej tej historii można się raczej domyślić, to i tak nie odbiera to satysfakcji z lektury. 

Chłopak na zastępstwo zdecydowanie mi się spodobał. Nie miałam co do tej powieści jakichś większych wymagań, ale zostałam pozytywnie zaskoczona słodko-gorzką historią. Spodoba się ona szczególnie młodzieży, dla której jest zresztą rekomendowana. Jednak wszystkich zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z tą opowieścią. Sięgnijcie, może przypadnie Wam do gustu?


Książka bierze udział w Book Tour organizowanym przez Martę z bloga Wymarzona Książka

_______

Na koniec dodam jeszcze, że jest to już 100 post na tym blogu. Wow! Może nie jest to jakaś szczególnie duża liczba, ale jednak dla mnie ma znaczenie. Dziękuję, że ze mną jesteście! 

sobota, 10 grudnia 2016

Tosca Lee - Potomkowie

Autor: Tosca Lee
Tytuł: Potomkowie
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 389

Emily wybudza się po zabiegu usunięcia pamięci. Ma 21 lat i nie pamięta prawie nic ze swojej przeszłości. Zaczyna życie od nowa, w nowym miejscu i z nowymi ludźmi. Znajduje także list od siebie sprzed wymazania wspomnień, w którym wyraźnie jest napisane, by nie próbowała przypominać sobie ostatnich lat, gdyż od tego zależy życie jej i innych ludzi. Jednak przeszłość nie daje tak łatwo o sobie zapomnieć... 

Pewnego dnia dziewczyna dowiaduje się prawdy. Okazuje się, że jest potomkinią Krwawej Hrabiny, czyli Elżbiety Batory, słynnej zabójczyni. Przez to znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie, bo pewna organizacja pragnie śmierci wszystkich spokrewnionych z Elżbietą Batory. Emily musi rozpocząć szaleńczą ucieczkę przed mordercą i walkę o przetrwanie. 

Tosca Lee ujęła mnie swoim pomysłem i koncepcją na tę książkę. To z pewnością dość niezwykła i oryginalna historia, która może zaciekawić młodzież. Usuwanie pamięci, tajne stowarzyszenia i ona - Elżbieta Batory, wielokrotnie wspominana na kartach powieści, ponieważ to od niej wszystko się zaczęło - te wszystkie aspekty niebywale intrygują czytelnika. Mimo tego w tej całej opowieści czegoś mi zabrakło i mam wrażenie, że potencjał mógł być trochę lepiej wykorzystany. 

Główna bohaterka Emily (właściwie to nie jest jej prawdziwe imię, ale wolę nie psuć przyjemności z czytania) wydaje się miłą i sympatyczną dziewczyną. Na początku jest zagubiona, potem stara się poznać prawdę i odkryć swoją tożsamość. Obserwujemy, jak zamienia się w silną i zdeterminowaną postać. Reszta pojawiających się tutaj osób jest również bardzo dobrze wykreowana. Bardzo spodobało mi się to, że w przypadku kilku bohaterów tak naprawdę do końca nie wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. Kiedy byłam prawie stuprocentowo pewna, że dana postać jest tą dobrą, następował zwrot akcji i okazywało się, że było wręcz przeciwnie. 

Akcja jest bardzo ważną częścią fabuły. Niemal nieustannie coś się dzieje i ktoś jest w niebezpieczeństwie. Niektóre sprawy są pełne zawirowań i przyznam, że momentami się gubiłam. Ostatecznie jednak wszystko się wyjaśniało. Nie ma więc w tej historii nudy, ciągle pojawia się coś nowego, niezwykłego i nierzadko zaskakującego. 

Autorka pisze lekko i przyjemnie. Dużo dialogów i mało długich opisów to zdecydowanie zaleta, przynajmniej dla mnie. Lektura ponad trzystu stron powieści mija bardzo szybko i nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarłam do ostatniej strony. 

Muszę jednak jeszcze wspomnieć o tym, co mnie zawiodło i to w dużym stopniu, a chodzi wątek romantyczny pomiędzy Emily a niejakim Luką. To uczucie rozwinęło się w błyskawicznym tempie i nie potrafię nawet wskazać momentu, w którym stali się parą. Rozumiem, że przed zabiegiem usunięcia pamięci łączyły ich bardzo silne więzy, ale przecież po nim dziewczyna nawet go nie rozpoznała, a kiedy się poznali, prawie od razu rzucili się sobie w ramiona. Bardzo brakowało mi tych opisów zakochania i motyli w brzuchu. Właściwie gdyby nie pewne gesty, nie domyśliłabym się, że przeszli w głębszą relację. Emily jako narratorka o tym milczy. 

Podsumowując, Potomkowie to dobra i ciekawa książka. Byłaby lepsza, gdyby tylko nie ten nieszczęsny wątek romantyczny i jeszcze kilka drobnych niuansów. Jeśli przymknąć na to oko, wychodzi z tego porywająca lektura. Polecam, jeśli macie ochotę. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 
Znalezione obrazy dla zapytania iuvi wyd

wtorek, 22 listopada 2016

Muzyczny zakątek - Rhodes

Znalezione obrazy dla zapytania rhodes singer

David Rhodes, występujący pod pseudonimem Rhodes, jest muzykiem pochodzącym z Wielkiej Brytanii. Urodził się w 1990 roku w hrabstwie Herfordshire. Śpiewa, komponuje, pisze teksty i aranżuje utwory. 


Rhodes spędził młode lata, grając na gitarze lub basie w różnych zespołach. Pewnego dnia jego ojciec poprosił go, by zaśpiewał razem z nim przed gronem 20 osób. Zgodził się. To było jego pierwsze doświadczenie związane ze śpiewaniem. Okazało się, że głos ma całkiem ładny. Niedługo potem wyjechał do Londynu i zaczął nagrywać dema na swoim laptopie.


Wkrótce dziewczyna Davida, Inca, przedstawiła mu Johnny'ego LeVan-Gilroya, współwłaściciela Hometown Records, który stał się menadżerem Rhodesa. Dzięki niemu jego piosenki zaczęły być grane w BBB Radio 1. Artysta zaczął pracować także nad albumem. Debiutancki krążek Wishes ukazał się w 2015. 


Od czasu wydania swojej pierwszej płyty Rhodes staje się coraz bardziej rozpoznawalny. Wyruszył w trasę koncertową po Wielkiej Brytanii i miał okazję nawet wystąpić na słynnym muzycznym festiwalu w Glastonbury. W chwili obecnej zajmuje się już pracą nad drugim studyjnym albumem. 


Rhodesa poznałam poprzez jego duet z Birdy, w którym absolutnie się zakochałam. Dosłownie oczarował mnie swoim głosem i musiałam poznać go bliżej. Po przesłuchaniu Wishes jestem jeszcze bardziej zauroczona tymi dość spokojnymi melodiami. I może te utwory nie są niczym odkrywczym, ale David Rhodes zupełnie mnie nimi kupił. Zachwyciłam się jego wrażliwością i cudownym, czarującym głosem. 


W Polsce o Rhodesie na razie mało kto słyszał, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Uważam, że zasługuje na większe grono odbiorców. Przed nim jeszcze długa droga, ale ze swoim talentem nie ma się czego obawiać. Życzę mu, by dalej się spełniał w tym, co robi i realizował muzyczne cele. 

wtorek, 15 listopada 2016

Muzyczny zakątek - Birdy

Muzyczny zakątek powraca! Dość długo nie było postów z tej serii, ale teraz obiecuję, że będą się pojawiać już regularnie - co tydzień we wtorek :)

piosenkarka Birdy

Birdy, a właściwie Jasmine Lucilla Elizabeth Jennifer van den Bogaerde to brytyjska piosenkarka i autorka tekstów. Urodziła się 15 maja 1996 w Lymington. Umie grać na fortepianie. Ma angielskie, holenderskie, szkockie oraz belgijskie korzenie. 



W 2008 dziewczyna wygrała konkurs Open Mic UK, a następnie podpisała kontrakt z wytwórnią Warner Bros. Trzy lata później wydała swój debiutancki singiel, którym była nowa aranżacja utworu Skinny love Bona Ivera, który stał się wielkim przebojem w Wielkiej Brytanii. Tego samego roku ukazał się debiutancki album Birdy, na którym w większości znalazły się jej własne interpretacje istniejących już piosenek, ale też jeden oryginalny utwór. W kilku krajach pokrył się on platyną. 

          

Birdy ma na swoim koncie jeszcze dwa albumy: Fire Within, który swoją premierę miał w 2013, oraz Beautiful Lies wydany w styczniu tego roku. Na obu tych krążkach znajdują się już jej własne piosenki. Może pochwalić się również współpracą z Davidem Guettą i Rhodesem. Z tym ostatnim nagrała przepiękną balladę Let It All Go.


Uwielbiam Birdy przede wszystkim za to, że jej piosenki prawie zawsze mają w sobie "to coś" i często mnie inspirują. Kiedy mam ochotę posłuchać czegoś niezwykłego i wyróżniającego się na tle komercyjnych utworów - włączam sobie właśnie ją. Wyjątkowy i hipnotyzujący głos Jasmine wraz z osobliwą muzyką to dla mnie połączenie idealne. 



Ciekawe jest również to, skąd wziął się pseudonim Birdy. Otóż jeszcze we wczesnej młodości nazywali ją tak rodzice. Podobno kiedy była dzieckiem, podczas karmienia otwierała buzię bardzo szeroko, niczym ptasie pisklę czekające na pożywienie. Stąd właśnie nazwano ją ptaszkiem, czyli po angielsku birdy.



Uważam, że Birdy ma przed sobą świetlaną przyszłość. Już teraz jest popularna i rozpoznawalna, a ma dopiero 20 lat. Ciągle rozwija się muzycznie i angażuje w nowe projekty. Osobiście bardzo jej kibicuję i trzymam kciuki za jej dalszą karierę.


Znacie Birdy? A może jeszcze o niej nie słyszeliście? Podzielcie się tym ze mną w komentarzach ;) 

piątek, 11 listopada 2016

Laurence Yep, Joanne Ryder - Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi

Laurence Yep, Joanna Ryder - Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi
Autor: Laurence Yep i Joanne Ryder 
Tytuł: Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi 
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 207 

Panna Drake jest naprawdę upartym i zrzędliwym smokiem. Tak się składa, że pod jej skrzydła trafia nowy pupil, Winnie. Przed smoczycą trudne zadanie - musi wychować tę dziewczynkę z upartym charakterem na idealną towarzyszkę. O dziwo, Winnie myśli natomiast, że to ona jest właścicielką panny Drake. Razem zmierzą się ze swoimi temperamentami. Kiedy Winnie przypadkowo wypuszcza na świat magiczne i niebezpieczne szkicelungi, obie zmuszone są położyć kres chaosowi. Podczas tego zadania będą próbowały zjednoczyć się jeszcze bardziej i dać początek nowej, wspaniałej przyjaźni. 

Z literatury dziecięcej wyrosłam już dawno. Kiedy sięgnęłam jednak po tę książkę, miałam nieodparte przeczucie, że pomimo tego spodoba mi się ta historia. Nie myliłam się, ponieważ Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi okazał się naprawdę ciekawą i zajmującą pozycją, z której młode osoby mogą wynieść pozytywne wartości. Opowieść ta przeniosła mnie znów w beztroski świat dzieciństwa. 

Motyw smoków bardzo mi się spodobał, tym bardziej, że o tych stworzeniach mogłabym czytać w nieskończoność. Tutaj zostały one według mnie przedstawione w dość interesujący sposób. Ich świat i funkcjonowanie były jednym z zajmujących aspektów podczas lektury. Tak samo jest z pupilami smoków, ludźmi - ten wątek również uważam za udany. 

Winnie i Panna Drake to duet idealny, chociaż na początku można mieć co do tego duże wątpliwości. Winnie, jak na młodziutką osóbkę, ma silną osobowość. Panną Drake cechuje uporczywość i wybredność, ale okazuje się, że czasami te cechy są przydatne. Ich usposobienie i charaktery niezwykle ze sobą współgrają i sądzę, że razem mogłyby rozwiązywać nawet najtrudniejsze zagadki. Powoli poznają siebie nawzajem, a pomiędzy nimi zacieśniają się więzi i zaczyna rozwijać przyjaźń. 

Książkę napisano prostym językiem, więc jest ona z pewnością całkowicie zrozumiała dla dzieci. Nie znajdziemy w niej oczywiście jakichś nie wiadomo jak wielkich zwrotów akcji, ale fabuła i tak się broni, sprawiając, że nie można oderwać się od czytania, dopóki nie pozna się zakończenia tej historii. Poza treścią w powieści na początku każdego rozdziału znajdziemy małą ilustrację. 

Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi to wartościowa pozycja, która pobudza wyobraźnię. Polecam ją szczególnie młodszym czytelnikom, bo to właściwie do nich jest ona głównie skierowana. Dorośli także mogą sięgnąć, jeśli mają ochotę, ponieważ to niezły sposób na powrót do minionych lat. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

środa, 9 listopada 2016

The Pokémon Book Tag

The Pokemon Book Tag
(grafika mojego autorstwa) 

Zapraszam Was na The Pokémon Book Tag, do którego nominowała mnie dawno temu Majka z majkabloguje.blogspot.com :) Co prawda szał na Pokemony raczej już minął, ale nic nie szkodzi, bym zrobiła ten tag, prawda? 

1. Twój startowy Pokemon – pierwsza książka, która rozpoczęła twoją przygodę czytelnika.
Teraz już nie pamiętam, ale pewnie wszystko zaczęło się od baśni.

2. Pojawienie się legendarnego Pokemona – książka podpisana przez autora.
Niestety, nie mam takiej.

3. Magickarp ewoluował w Gyaradosa! – książka, której początek był słaby, ale okazało się, że jest bardzo dobra.
Światła pochylenie Laury Whitcomb. Na początku jakoś nie mogłam się wgryźć w lekturę, ale potem było już tylko lepiej. 

4. Jigglypuff śpiewa – książka, która sprawia, że zasypiasz.
Kelnerka na Manhattanie. Jakoś nigdy nie potrafię dokończyć jej czytania. 

5. Skitty przyciąga swoją uwagę – książka, w której ostatnio jesteś zakochany.
Nieustannie w Między życiem a życiem Jessiki Shirvington ♥ 

6. Elitarna czwórka – twoje cztery ulubione książki.
Przepraszam, ale ja naprawdę nie potrafię wybrać.

7. Twój Pokedex – zdjęcie książek, które już „złowiłeś”.


Tak to mniej więcej wygląda... A raczej wyglądało, bo to zdjęcie robiłam ze trzy miesiące temu, a w tym czasie moja kolekcja zdecydowanie się powiększyła :P 

8. Masterball – książka, którą chcesz mieć tak jak trenerzy Pokemonów Masterball.
Dużo jest takich książek, aczkolwiek ostatnio mam ogromną ochotę przeczytać Tajemną historię Donny Tartt. I swój własny egzemplarz tej powieści również chciałabym posiadać, ale chyba na razie wypożyczę go z biblioteki, bo ostatnio natknęłam się tam na tę książkę. 

czwartek, 3 listopada 2016

Space Book Tag

Space Book Tag
(grafika mojego autorstwa)

Tag znaleziony u Agnieszki :)

1. Słońce – książka z gorącym bohaterem/bohaterką.
Utrata i Wes. Dużo razy już wspominałam, że mam na punkcie tego bohatera prawdziwą obsesję :D

2. Merkury – mała, lecz dobra książka.
Magiczny ogród Sarah Addison Allen. Uwielbiam tę książkę i żałuję, że nie jest dłuższa.

3. Wenus – książka z dobrą główną bohaterką.
Savannah z I wciąż ją kocham. Pomagała budować domy dla biednych rodzin, a potem założyła farmę z końmi dla dzieci z autyzmem, które mogły tym samym korzystać z hipoterapii. 

4. Ziemia – dość duża, ale przyjemna.
Harry Potter i Zakon Feniksa . Do Harry'ego zresztą mam szczególny sentyment.

5. Mars – książka bliska Twojemu sercu.
Między życiem a życiem. Pokochałam tę opowieść i zajmuje ona szczególne miejsce w moim sercu.

6. Jowisz – największa cegła w Twojej biblioteczce.
Definitywnie Królowie przeklęci.

7. Saturn – książka nie z tej Ziemi.
W ramionach gwiazd, bo akcja toczy się nie na Ziemi. Oprócz tego jeszcze Córka dymu i kości - tam był wątek z innym światem.

8. Uran – niezła książka z niebieską okładką.
Playlist for the dead. Zdecydowanie była niezła, ale bez większego szału.

9. Neptun – najdłuższa seria z całej kolekcji.
Dary Anioła, chociaż na razie mam dopiero cztery tomy. 

Nominuję wszystkich, którzy mają ochotę zrobić ten tag :D 

niedziela, 30 października 2016

Samantha Shannon - Zakon Mimów


Autor: Samantha Shannon
Tytuł: Zakon Mimów 
Wydawnictwo: Sine Qua Non 
Liczba stron: 544


Po Czasie żniw, który absolutnie mnie zachwycił i sprawił, że poznałam inteligentną stronę fantastyki, miałam względem Zakonu Mimów bardzo wysokie oczekiwania. Autorka w pierwszej części postawiła sobie wysoką poprzeczkę, a ja żywiłam nadzieję, że jej kontynuacja będzie stała na równie wysokim poziomie. Czy Samantha Shannon sprostała moim wymaganiom? 

Paige Mahoney uciekła z brutalnej kolonii karnej, ale okazuje się, że to jeszcze nie koniec jej kłopotów. Jeszcze większe problemy zaczynają się dopiero pojawiać. Po swojej spektakularnej ucieczce staje się najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie i żeby przeżyć, musi się ukrywać. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że społeczeństwu jasnowidzów czeka zagrożenie ze strony potężnej rasy Refaitów. Ma nadzieję, że uda jej się zjednoczyć mim-lordów i mim-królowych, by razem przeciwstawić się chorym, refaickim ambicjom. Nie jest jest to jednak takie proste zadanie... 

Ostatnio przekonałam się, że z dużymi oczekiwaniami względem książek bywa różnie. Raz się sprawdzają, innym razem możemy się głęboko zawieść. Mimo tego, na Zakon Mimów nastawiłam się bardzo pozytywnie, niemal pewna, że ta lektura co najmniej przypadnie mi do gustu. Na szczęście, tym razem moje przeczucia okazały się słuszne. Znów dostałam dawkę pełnej napięcia fabuły, niemało akcji i dobrze wykreowanych bohaterów, osadzonych w interesującym świecie. 

I ponownie muszę przyznać, że uwielbiam Paige, a jej czyny i postępowania w tej części jeszcze bardziej utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Jest lojalna, uczciwa, a jej niezwykłe umiejętności nie raz uratowały ją z opresji. Podoba mi się jej postawa, to, jak potrafi stawać po dobrej stronie i walczyć w imieniu dobra. Chociaż, pewien wątek z jej udziałem zaczął mnie lekko irytować gdzieś po połowie książki (ciągle miałam nadzieję, że pomimo wszystko takie wydarzenia w tej powieści nie będą miały miejsca), ale ostatecznie przymknęłam na to oko. 

W kontynuacji Czasu żniw dowiadujemy się zdecydowanie więcej rzeczy zarówno o jasnowidzach, jak i o Reafitach. Te wszystkie informacje dostarczają nam nowej wiedzy o świecie stworzonym przez autorkę i zaczynamy postrzegać go odrobinę inaczej niż wcześniej. Pojawia się również kilka nowych, lecz ważnych postaci. Nie wszystkim z nich można ufać, bo niektórzy skrywają mroczne sekrety, które mają dopiero wyjść na jaw. 

Bardzo zaciekawiłam się organizacją i funkcjonowaniem świata jasnowidzów. To niewątpliwie jeden z ciekawszych aspektów, na które możemy w tej powieści trafić. Ich wspólnota, przywódcy i działanie gangów zostały opisane w dość zrozumiały sposób. Główna bohaterka należy do gangu Siedmiu Pieczęci, na których czele stoi Jaxon Hall, jej szef i mentor. Działania tego ugrupowania możemy śledzić na kartach książki.

Podczas czytania nie ma czasu na nudę. Ciągle dzieje się coś, co zajmuje naszych bohaterów albo wywraca wszystko do góry nogami. Akcja jest tu podstawowym elementem. Styl pani Shannon może nie należy do najlżejszych, jednakże książkę pochłania się szybko, bo fabuła bardzo wciąga. 

Zakon Mimów zaliczam do bardzo udanych kontynuacji. To intrygująca i pochłaniająca lektura, zmuszająca do myślenia, ale trochę jednak przewidywalna, bo zakończenia w pewnym sensie się domyśliłam. Nie mogę się już doczekać następnego tomu. Mam nadzieję, że zostanie on niedługo wydany w Polsce. 

środa, 26 października 2016

Anna Bellon - Uratuj mnie

Anna Bellon - Uratuj mnie

Wraz ze śmiercią brata kończy się normalne życie Mai. Dziewczyna po tej stracie zamyka się w sobie, pogrążając się w smutku i żalu. Tylko muzyka i książki potrafią przenieść ją w zupełnie inny świat, wolny od wszelkich trosk. Wkrótce Maia na swojej drodze spotyka Kylera. Jest przystojny, intrygujący i również wydaje się, że ma swoje tajemnice. I co najważniejsze, chce się z nią zaprzyjaźnić. Tylko czy dziewczyna, która wszystkich odtrąca, jest na to gotowa? Okazuje się, że Kyler pomimo przeszkód nie ma zamierza się poddać i dąży do tego, by Maia znów zaczęła cieszyć się życiem.

Książka Anny Bellon jest promowana jako polska sensacja Wattpada. Przed wydaniem bowiem opowieść ta była publikowana na portalu do publikowania swoich opowiadań - Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon. Przyznam, że sama mam konto na tej stronie i próbuję coś tam pisać. Czasami także czytam opowiadania innych, ale żeby znaleźć te naprawdę dobre perełki, muszę przebić się przez warstwę wszechogarniającej twórczości młodziutkich nastolatek, które nie potrafią nawet poprawnie ułożyć zdania. Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź Uratuj mnie i zaznajomiłam się z opisem, pomyślałam sobie, że muszę to koniecznie przeczytać. Wydawnictwo nie wydałoby przecież jakiegoś gniotu, a opinie osób, które były już po lekturze na Wattpadzie, utwierdziły mnie w przekonaniu, że opowieść o Mai i Kylerze jest wspaniała i wyjątkowa. Postanowiłam poczekać do premiery tej powieści na papierze, a potem przekonać się, czy rzeczywiście zasługuje ona na tyle pochwał. I wiecie co? Zawiodłam się.

Od razu wyjaśniałam, że to nie tak, że powieść mi się nie podobała. Owszem, podobała mi się, ale jednak obyło się bez większych zachwytów. Po tych wychwalających tę pozycję recenzjach, których się naczytałam, oczekiwałam czegoś, co naprawdę wywrze na mnie ogromne wrażenie i sprawi, że po skończeniu nie będę mogła się pozbierać i zapomnieć o bohaterach. Tak się nie stało. Może to moja wina, że jestem dość naiwna, może nie powinnam była stawiać wysokiej poprzeczki tej historii? W każdym razie, w moim odczuciu duża ekscytacja tą książką jest nieuzasadniona.

Maia to bohaterka, która w jednej chwili jest miła i uśmiechnięta, by za moment przeistoczyć się w irytującą dziewuchę. Doskonale rozumiem to, co ją spotkało i jakie to musiało być dla niej ciężkie przeżycie, ale ludzie, ileż można! Nie mogłam znieść jej ciągle powtarzających humorków. No bo kurczę, ktoś chce jej pomóc, a ona go odrzuca, mimo że doskonale wie, iż to może być dla niej swego rodzaju szansa... Za to do Kylera większych zastrzeżeń nie mam. Wydawać by się mogło, że to taki typowy bad boy, jakich w książkach jest tysiące albo i miliony, ale jednak nie do końca. Zyskał on moją sympatię, tak samo jak jego przyjaciele.

Cenię sobie to, ze autorka wątek miłosny pomiędzy Maią a Kylerem rozwijała powoli, bez większego pośpiechu. Właściwie ten wątek jest małym spoilerem, ale myślę, że większość po przeczytaniu opisu i tak domyśli się, co będzie działo się pomiędzy głównymi bohaterami. Początkowo się poznawali, zaprzyjaźniali, a dopiero na końcu zdali sobie sprawę z tego, że pojawiło się pomiędzy nimi uczucie. To dobry zabieg, ponieważ w większości książek, które czytałam, postacie dosłownie już po pierwszym spotkaniu rzucali się sobie w ramiona i wyznawali wieczną miłość. Tutaj tak się nie działo, ale za to było bardzo realistycznie.

Ciekawym elementem Uratuj mnie jest muzyka, która zresztą odgrywa ważną rolę w życiu naszych bohaterów. Przez kolejne strony powieści przewijały się teksty i nazwy różnych piosenek, które oczywiście istnieją również w rzeczywistości. W tym momencie muszę podziękować Annie Bellon za umieszczenie tych utworów w tekście i stworzenie playlisty na Youtube, ponieważ dzięki temu odkryłam wiele wspaniałych piosenek i artystów, których cały czas słucham.

Całościowo fabuła wypada nieźle. Czasami ni z tego, ni z owego pojawiają się wątki, o których wcześniej w ogóle nie było mowy. Takie rozwiązanie sprawdza się w opowiadaniach na Wattpadzie, żeby przyciągnąć czytelników, ale w prawdziwej książce już niekoniecznie. Oprócz tego tym, co nieco mnie rozdrażniało, była ilość kuzynów przewijających się na kartach tej opowieści. Autentycznie, co rusz pojawiał się jakiś kuzyn, czy to ze strony Mai czy to Kylera. W pewnej chwili pogubiłam się w tym wszystkim, bo jak dużo można mieć kuzynów, którzy jeszcze pojawialiby się bezustannie w środku akcji?

Dużo w tej historii cytatów i złotych myśli. Niektóre z nich są wartościowe i błyskotliwe i z powodzeniem mogłyby się równać z mądrymi cytatami znanych osobistości. Odniosłam jednak wrażenie, że niektóre z nich były pisane na siłę, jakby autorka postanowiła sobie, że do każdej, nawet nic nie znaczącej sytuacji wymyśli sobie jakiś głębszy sens i podsumuje ją głębokim cytatem. Niestety, nie udało jej się to.

Podsumowując, Uratuj mnie to książka, względem której miałam wysokie wymagania, a na której ostatecznie się zawiodłam. Pomimo jednak tych wad nie jest to zła pozycja - czyta się ją w miarę szybko, a niektóre postacie i wątki są naprawdę ciekawe. Gdyby Anna Bellon postarała się bardziej dopracować całość i zmienić niektóre wydarzenia, wyszłaby z tego na pewno lepsza opowieść, niż jest teraz. Ale autorka jest jeszcze młoda i ma wszystko przed sobą, więc życzę jej, żeby dopracowała swój warsztat pisarski, bo potencjał ma duży. 

poniedziałek, 24 października 2016

Październikowe premiery wydawnictwa IUVI

Hej! 

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy październikowe nowości od wydawnictwa IUVI, które uważam za interesujące. Muszę przyznać, że to IUVI właśnie jest jednym z moich ulubionych wydawnictw - ich książki zawsze mają ładną oprawę graficzną, a treść również często dorównuje okładce. W tym miesiącu przygotowali dla nas premierę dwóch powieści dla młodszych czytelników i jednej dla młodzieży. 


 Joanne Ryder - Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi

Opis: 
„By wytresować swojego pupila, potrzebujesz trzech rzeczy: cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości”.
Panna Drake, uparty i zrzędliwy smok – czy tego chce, czy nie – ma nowego pupila: nad wiek wygadaną Winnie.
Dziwna sprawa: dziesięciolatka myśl, że to panna Drake jest jej zwierzątkiem! Co za niedorzeczny pomysł! Smoczyca ma przed sobą trudne zadanie: wychować tę pyskatą osóbkę na idealną towarzyszkę. O ile w ogóle jest to możliwe… Panna Drake otwiera przed Winnie tajemną i fantastyczną stronę San Francisco. Dziewczynka dostaje w prezencie szkicownik i rysuje w nim czarodziejskie stworzenia. Problem zaczyna się, kiedy jej szkicelungi ożywają, uciekają i swobodnie biegają po ulicach…
Czy Winnie i panna Drake położą kres chaosowi? Czy uda im się uwierzyć, że przyjaźń może wynagrodzić ból po stracie najbliższych?
To z pewnością interesująca pozycja. Lubię tematy związane ze smokami, więc myślę, że ta książka może przypaść mi do gustu. 
Sara Pennypacker - Pax 
Sara Pennypacker - Pax

Opis: 
PAX to wzruszająca i ponadczasowa opowieść o chłopcu i jego lisie (lub lisie i jego chłopcu), o stracie i miłości, dzikiej naturze i wolności oraz wojnie. Dynamiczna akcja, głębokie emocje i uniwersalne tematy czynią z tej książki nowoczesną klasykę na miarę Małego Księcia.
Odkąd Peter uratował osieroconego liska, on i Pax byli nierozłączni. Pewnego dnia dzieje się jednak coś, czego Peter nigdy by się nie spodziewał: jego ojciec idzie do wojska i chłopiec musi się przeprowadzić do dziadka, którego słabo zna i raczej nie lubi (ze wzajemnością) – a lisa wypuścić do lasu.
Jednak już pierwszej nocy Peter wymyka się z domu dziadka i wyrusza do swojego, oddalonego o 500 kilometrów, gdzie ma nadzieję zastać Paxa.
Lis w tym czasie musi się nauczyć, jak przetrwać w dzikim lesie, i na nowo odkryć świat ludzi i zwierząt. Nigdy jednak nie traci nadziei, że jego chłopiec po niego wróci.
Czy dwunastolatek dotrze sam do domu? I czy odnajdzie tam Paxa?

Sara Pennypacker oddaje w nasze ręce pięknie napisaną, wprost urzekającą opowieść o dorastaniu i najistotniejszych prawdach, które decydują o tym, kim jesteśmy.
Przeczuwam, że ta lektura będzie zawierała w sobie dużo życiowych prawd. Oby tylko nie była kopią Małego księcia. Mam nadzieję, że zaskoczy mnie pozytywnie. 
Tosca Lee - Potomkowie
Tosca Lee - Potomkowie

Opis: 
Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz twarzy ludzi, których kiedyś znałaś. Masz tylko ostrzeżenie, które napisałaś do siebie samej, zanim wymazałaś z pamięci całą przeszłość:
„Emily, to ja. Ty.
Nie pytaj o dwa minione lata… Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości.
Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również.
Tak przy okazji, nie masz na imię Emily…”

Masz 21 lat i zaczynasz wszystko od początku w obcym miejscu, z nowym imieniem i nowym życiem. Aż nadchodzi dzień, w którym nieznajomy mówi ci, że jesteś potomkinią „Krwawej Hrabiny” Elżbiety Batory, największej morderczymi wszech czasów. I jesteś ścigana.
Nie wierzysz mu, dopóki zabójca naprawdę się nie pojawia. Uciekasz.
Wszystkie odpowiedzi leżą w przeszłości, którą postanowiłaś pogrzebać. Tylko jedno wiesz na pewno: twoi bliscy zginą, jeśli nie odzyskasz utraconych wspomnień.

Jednak by ocalić innych, musisz najpierw sama nie dać się zabić…
„Potomkowie” to wypełniona adrenaliną i nagłymi zwrotami akcji opowieść o poszukiwaniu siebie i miłości pośród wielowiekowych intryg w podziemnej scenerii Europy… i o determinacji pewnej dziewczyny, aby przeżyć.
Premiery tej powieści chyba najbardziej nie mogę się doczekać. Liczę na to, że bardzo mi się spodoba i wciągnie mnie w wir akcji. 
Premiera tych trzech książek już 26 października, czyli za dwa dni. 
Czy któraś z tych pozycji szczególnie Was zainteresowała? A  może wcześniej już o nich słyszeliście? Podzielcie się swoim zdaniem :D 

sobota, 22 października 2016

Jakub Małecki - Ślady

Jakub Małecki - Ślady
Autor: Jakub Małecki
Tytuł: Ślady
Wydawnictwo: SQN 
Liczba stron: 296

Ślady to zbiór opowiadań, które choć z pozoru wydają się od siebie różne, to jednak każde z nich coś ze sobą łączy. Są to na przykład więzy pokrewieństwa pomiędzy poszczególnymi bohaterami, a także miejscowości, w których rozgrywa się akcja, bo tych tutaj mamy kilka. Wszystkie te historie opowiadają o życiu ludzi, ich problemach i codziennych troskach oraz o najważniejszym - o przemijaniu. 

Jakub Małecki jest polskim pisarzem i tłumaczem, który w swoim dorobku ma już osiem książek. Szczególnie głośno zrobiło się o nim, kiedy wydał Dygot, teraz zaliczany do bestsellerów. Urodził się w miejscowości Koło, mieszka i pracuje w Warszawie. Został laureatem kilku nagród, m.in. nagrody Śląkfa i Książki Miesiąca "Magazynu Literackiego KSIĄŻKI". 

Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z twórczością pana Małeckiego, ale przyznam, że słyszałam o nim wiele dobrego. W tym momencie, po skończonej lekturze tego zbioru opowiadań, mam ochotę przeczytać inne jego powieści. Jestem absolutnie zachwycona Śladami i tym, że ta książka tak mi się spodobała, ponieważ nie za często sięgam po taki rodzaj literatury. 

Opowieści zawarte w tej pozycji to życiowe i realistyczne historie. Nigdy nie sądziłam, że życiorysy zwykłych ludzi mogłyby mnie tak bardzo zaciekawić, ale najwyraźniej się myliłam, bo podczas ich poznawania byłam bardzo zainteresowana i zaciekawiona tym, co wydarzy się dalej. A działo się, i to dużo. 

Autor pisze takim językiem, który niewątpliwie zachęca do dalszego poznawania losów bohaterów. Każda z postaci ma swoje osobne, przeżycia, lęki i wewnętrzne demony. Każda z nich pragnie też spokojnego i beztroskiego życia, co niestety nie zawsze się sprawdza. Wiadomo, że życie to nie bajka i jakoś trzeba sobie radzić, przezwyciężając kłopoty. Niektórzy bohaterowie wzbudzili moją sympatię, innych nie polubiłam wcale, lecz mimo tego wszystkim życzyłam dobrze.

Ważnym motywem, bezustannie przewijającym się na kartach książki, jest przemijanie. Rodzimy się, żyjemy i w końcu, bez wyjątków, umieramy. Nikt jeszcze nie wymyślił sposobu na długowieczność i musimy pogodzić się z tym, że kiedyś i nas spotka śmierć. Po ludziach pozostają jednak tytułowe ślady - czy to materialne przedmioty, czy to też chociażby pamięć o nich w sercu bliskich. Małecki tym sposobem skłania nas do refleksji i zastanowienia się nad sensem ludzkiej egzystencji. 

Ślady to nie publikacja dla wszystkich. Zawiedziecie się, jeśli oczekujecie radosnych historii ze szczęśliwym zakończeniem. Sięgnijcie, jeżeli macie ochotę na coś, co porusza trudne tematy i powoduje u czytelnika swego rodzaju zamyślenie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni internetowej PanTomasz.pl.
www.pantomasz.pl

wtorek, 18 października 2016

Jasmine Warga - Moje serce i inne czarne dziury [Book Tour]

Jasmine Warga - Moje serce i inne czarne dziury
Autor: Jasmine Warga 
Tytuł: Moje serce i inne czarne dziury
Wydawnictwo: Burda Książki
Liczba stron: 321

Aysel ma szesnaście lat i tragiczny plan na przyszłość. Dziewczyna po tym, co zrobił jej ojciec, nie radzi sobie z otaczającym ją światem, a obwiniający ją ludzie dookoła tylko pogłębiają jej depresję. Postanawia popełnić samobójstwo. Na stronie dla osób, które chcą umrzeć, w dziale Partnerzy do samobójstwa, natrafia na ogłoszenie rok starszego od niej i mieszkającego niedaleko Romana. Dziewczyna mu odpisuje, a wkrótce oboje się spotykają, zawierając pakt. Jednak im bardziej przybliża się planowany dzień śmierci, tym bardziej Aysel chce się żyć. 

Jasmine Warga to młoda autorka, która mieszka w Ohio w USA. Uwielbia muzykę, zwierzęta i deszczowe poranki. Przepada za piciem lemoniady i mrożonej kawy. Nie lubi mówić o rzeczach, które nie lubi. Moje serce i inne czarne dziury jest jej debiutem literackim. 

Samobójstwo to bardzo trudny temat do przedstawienia w powieści. Trzeba być dobrze obeznanym z tym tematem, znać różne motywy, którymi mogą kierować się samobójcy. Uważam, że autorka bardzo dobrze poradziła sobie z tym zagadnieniem. Myśli i motywy głównej bohaterki wydają się rzeczywiście realne. Podobało mi się to, że mimo iż mamy tutaj do czynienia z przygnębiającym i tragicznym wątkiem, to podczas niektórych fragmentów można się uśmiechnąć ze względu na ich komiczność. Dobrze, że pani Warga tak to zaplanowała - smutek przeważa, ale czasami pojawiają się też chwile radości. Chwile, które dają nadzieję. 

Roman sam w sobie jest dość intrygującym bohaterem. Nawet Aysel zauważyła, że nie pasuje on do typowego samobójcy. Dziewczyna spodziewała się spotkać kogoś osamotnionego, nieatrakcyjnego, bez zainteresowań, a tymczasem okazało się, że chłopak jest zupełną tego odwrotnością. Dlaczego więc chce się zabić, skoro mogłoby się zdawać, że ma wszystko, czego potrzebuje do szczęścia? Odpowiedź na to pytanie zostaje nam wkrótce wyjawiona. I ta postać dowodzi również, że nawet człowiek z pozoru wyglądający na spełnionego życiowego może mieć swoje ukryte demony, które go prześladują i czają się w jego wnętrzu. 

Resztę bohaterów także polubiłam. Każdy z nich jest warty uwagi i zapamiętania, każdy jest z krwi i kości. Moją sympatią szczególnie obdarzyłam mamę Romana. To pełna ciepła i życzliwości kobieta oraz niezwykle troskliwa matka, szczerze martwiąca się o swojego syna. Bardzo spodobała mi się jej postawa w różnych sytuacjach i to, jak ogromnie cieszyła się na wieść, że Roman w końcu kogoś poznał. Potem było mi jej żal ze względu na jej niewiedzę o tym, co planują Aysel i Roman. 

Wątek miłosny oczywiście pojawia się pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Według mnie nie jest ani trochę przerysowany. Oboje powoli się poznają, żeby na końcu zdać sobie sprawą z łączącego ich uczucia. Ich relacja jest niezwykła. To właśnie dzięki chłopakowi Aysel na nowo zdaje sobie sprawę z tego, że chce jej się żyć. A Roman... Cóż, on to troszkę inna bajka. W każdym razie, miłość ma niezwykłą siłę i potrafi przezwyciężyć różne przeszkody. Czy tak będzie i w tym przypadku? 

Myślę, że ta książka zawiera swego rodzaju przestrogę, by nie podejmować pochopnych decyzji, szczególnie w sprawach życia i śmierci. Ta opowieść daję nadzieję na lepsze jutro. Oprócz tego zwraca też uwagę na problemy samobójstwa i depresji wśród młodzieży. Ważne jest, by w porę zauważyć problem, bo potem może być już za późno. I nie być obojętnym na krzywdę innych. 

Moje serce i inne czarne dziury polecam wszystkim nastolatkom, ponieważ to z pewnością wartościowa lektura, która porusza społeczne udręczenia. Wszyscy, którzy są zainteresowani tematem samobójstwa, również powinni sięgnąć po tę pozycję. Przeczytajcie i doświadczcie na własnej skórze uczuć, które zapewnia ta historia.

Książka bierze udział w Book Tour organizowanym przez Raven Stark

sobota, 15 października 2016

Samantha Shannon - Czas żniw

Samantha Shannon - Czas żniw
Autor: Samantha Shannon 
Tytuł: Czas żniw 
Wydawnictwo: Sine Qua Non 
Liczba stron: 512 

Jest rok 2059. Paige Mahoney, zaledwie dziewiętnastoletnia dziewczyna, pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn, włamując się do ludzkich umysłów na zlecenie swojego szefa. Paige należy bowiem do podkategorii jasnowidzów, którzy muszą się ukrywać, by przeżyć. Któregoś dnia wydarza się pewien zbieg okoliczności, który powoduje, że dziewczyna zostaje przetransportowana do tajemniczej kolonii karnej, którą rządzą Refaici - rasa pochodząca z innego świata. Paigie staje się więźniem i podwładną Naczelnika. Żeby się stąd wydostać, musi dostosować się do okrutnych reguł panujących w tym miejscu. 

Samantha Shannon urodziła się w 1991 roku w Londynie. Pisać zaczęła już od wczesnej młodości. W 2013 roku ukończyła literaturoznawstwo na uniwersytecie w Oksfordzie. Czas żniw to jej literacki debiut. Prawa do tej książki zostały sprzedane do 21 krajów, a The Imaginarium Studios uzyskało prawa do sfilmowania jeszcze przed jej premierą. 

Czas żniw jest zdecydowanie powieścią, przy której trzeba trochę myśleć i wytężyć swoje szare komórki. Autorka stworzyła bardzo dopracowany świat i jestem pod wrażeniem jej kreatywności, mimo że właśnie podczas lektury często nie za bardzo rozumiałam te wszystkie pojawiające się w tekście terminy. Mamy tutaj całkiem inną rzeczywistość, stworzoną właściwie od samych podstaw, masę różnych nowych pojęć i nazw dotyczących tego świata. Z pomocą przychodzi nam rozpiska i mapka na początku książki, różne przypisy oraz słowniczek z tyłu. 

Paigie bardzo przypadła do gustu i polubiłam ją już na samym początku. To bohaterka silna i odważna, która nie boi się wyrażać swojego zdania. Nie użala się długo nad sobą, tylko postanawia działać. Taka jej postawa mi się podoba. Ma też chwile załamania, ale ostatecznie dzielnie je przezwycięża, dążąc do ostatecznego celu. Mogłabym czytać o takich postaciach więcej - mam dość szarych myszek, które uważają to, co je w życiu spotkało, za największą tragedię świata. Chcę poznawać dziewczyny takie jak Paigie - pewne siebie, nieugięte, wytrwałe i zdeterminowane.

Wszystkie wątki tej powieści uważam za naprawdę udane. Niektóre są subtelne, inne mniej, ale nie było takiego, który uważałabym za całkowicie zbędny. Fabuła jest poprowadzona dobrze i chociaż momentami staje się ona odrobinę za bardzo przewidywalna, to jednak znajdą się takie wydarzenia, które całkowicie zaskakują. Jeśli ktoś chciałby, mógłby przeczytać tę książkę bardzo szybko, lecz ja jednak radziłabym bardziej uważnie wczytywać się w historię, by potem się w niej nie pogubić. 

Zaintrygowały mnie nadprzyrodzone istoty występujące w tej opowieści. Większość z występujących bohaterów to jasnowidze stojący w hierarchii wyżej lub niżej. To, kim są i co robią, to niezwykle interesujące aspekty. Moją uwagę przykuli również Refaici, o których jednak dowiadujemy się mało. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach cyklu będzie można bardziej zagłębić się w ich pochodzenie. 

Czas żniw to naprawdę inteligentna lektura, z której można wynieść wiele dobrego. Nie spotkałam się jeszcze z tak dobrze wykreowaną fantastyką. Tym bardziej, że to debiutancka powieść młodej autorki, a swoim poziomem dorównuje starszym twórcom. Polecam ją wszystkim, którzy jeszcze mają co do niej wątpliwości - sięgnijcie, przekonajcie się i zobaczcie, że warto. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę czytać drugą część. 

sobota, 8 października 2016

Polski Book Tag


(grafika mojego autorstwa) 

Do tego tagu nominowała mnie jego autorka - Julka z http://coffeethebook.blogspot.com/ :)

1. Ulubiona polska książka. 
Jedna z bardziej lubianych przeze mnie polskich książek to Plan Patrycji Gryciuk.

2. Ulubiony polski autor. 

Na chwilę obecną nie mam.


3. Ulubione wydawnictwo.
Och, to dość ciężki wybór. Uwielbiam wiele polskich wydawnictw, np. Otwarte, Feeria, IUVI i SQN. 

4. Lubiany przez ciebie klasyk napisany przez Polaka/Polkę. 
Nawet lubię W pustyni i w puszczy Henryka Sienkiewicza, czego nie mogę powiedzieć o Krzyżakach tego samego autora. 

5. Polski gniot. 

Z przykrością stwierdzam, że jest to Miles Mileny Wiktorii Jaworskiej.

6. Która polska okładka podoba ci się bardziej niż jej zagraniczny pierwowzór? 

Chyba polska okładka Wszystkich jasnych miejsc Jennifer Niven bardziej przypadła mi do gustu niż zagraniczna. 

7. Jaka książka według ciebie powinna pozostać w oryginalnej okładce? 

Zdecydowanie Linia serc Rainbow Rowell. 

8. Na jaką polską premierę najbardziej wyczekujesz? 

Ostatnio czekałam na Uratuj mnie Anny Bellon, teraz właściwie na żadną.

9. Wolisz krakowskie czy warszawskie targi książki? 

Na żadnych jeszcze nie miałam okazji być, czego ogromnie żałuję. I mam nadzieję, że kiedyś uda mi się jednak wybrać na któreś targi. 

10. Wymień swoich ulubionych polskich booktuberów/blogerów książkowych.
Chętnie oglądam Anitę z Book reviews by Anita, Olgę z Wielkiego Buka i Martę z kanału Secret Books. A, no i Darię z Więcej książków. Jeśli chodzi o blogerów, to nie mam jakichś ulubieńców, czytam bardzo dużo książkowych blogów.  

Nominuję: 
http://zksiazkadolozka.blogspot.com/
http://zksiazkawkieszeni.blogspot.com/
http://olalive-blog.blogspot.com/
http://biblioteczkaciekawychksiazek.blogspot.com/
http://www.blaskksiazek.pl/
http://moje-spojrzenie-na-kulture.blogspot.com/

niedziela, 2 października 2016

Przedpremierowo: Amy Harmon - Pieśń Dawida

Amy Harmon - Pieśń Dawida
Tytuł: Pieśń Dawida 
Autor: Amy Harmon 
Wydawnictwo: Editio 
Liczba stron: 309

Są takie książki, które wywierają duży wpływ na nasz życie, pozostając w pamięci przez długi okres czasu. Nawet po skończonej lekturze wciąż o nich myślimy i nie możemy wyrzucić z głowy bohaterów i wątków. Myślę, że Pieśń Dawida jest właśnie taką książką.

Od kiedy Dawid, zwany Tagiem, poznał Mojżesza, zmienił swoje życie. Poznał siłę przyjaźni i miał świadomość, że jego przyjaciel będzie przy nim nawet w najgorszych chwilach. Tag spotkał również niewidomą Millie, którą szybko pokochał z wzajemnością. Miłość ta dawała im obojgu poczucie troski i akceptacji. Wszystko zaczęło się układać i zmierzać w odpowiednią stronę.

I nagle Tag zniknął. Sprzedał samochód oraz mieszkanie i wyjechał bez słowa pożegnania. Nikt z jego otoczenia nie miał pojęcia, gdzie mógł się udać. Pozostawił po sobie jedynie taśmy z nagraniami. Tylko one być może mogą być wskazówką do tego, co stało się z chłopakiem. Millie i Mojżesz próbują rozwiązać tę zagadkę i dowiedzieć się, co stało się z Dawidem. Zagłębiając się we wspomnienia Taga, krok po kroku przybliżają się do odkrycia prawdy.

Fascynująca. Niesamowita. Wspaniała. Takimi słowami mogę opisać tę powieść. Wywarła ona na mnie ogromne wrażenie, podobnie jak jej poprzedniczka, czyli Prawo Mojżesza. A może nawet większe? No tak, w końcu to Amy Harmon. Po dwóch jej dziełach jestem w stanie stwierdzić, że uwielbiam tę autorkę. Mam chrapkę na jej pozostałe publikacje.

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są naprawdę realistyczni i tacy, którzy wiele w życiu przeszli, jednak mimo tego nie załamali się. Właściwie to nie było takiej postaci, której bym nie polubiła - większość z nich cały czas darzę wielką sympatią. Pojawiają się oczywiście Mojżesz i Georgia, których losy mogliśmy poznać w poprzednim tomie. Oni także odgrywają w tej opowieści niemałą rolę.

Tag zwrócił moją uwagę już w Prawie Mojżesza, dlatego niezmiernie cieszę się, że to on jest tutaj głównym protagonistą i narratorem. To bardzo ciekawy człowiek z burzliwą przeszłością. Moje serce jednak najbardziej skradła Millie. Jestem pełna podziwu dla tej dziewczyny. Nawet nie wyobrażam sobie, jak trudno jest być niewidomą. Ona się w tym odnalazła i doskonale radzi sobie w codziennych czynnościach, a jakby tego było mało, opiekuje się jeszcze swoim młodszym bratem. Doceniam ją także za charakter.

Historia Taga i Millie to dowód na to, że miłość może pokonać wszystkie przeszkody, nawet te najgorsze. Chociaż wątek miłosny wysuwa się na pierwszy plan, to ta książka nie opowiada tylko o tym. Znajdziemy w niej niezwykłe refleksje na temat życia, przyjaźni czy też nadziei. Bo nadzieja jest bardzo ważna - jakkolwiek źle by się nie działo, warto mieć choć najmniejszy jej promyk, gdyż nigdy przecież nie wiadomo, jak ostatecznie potoczą się sprawy.

Styl pani Harmon jest wyrafinowany i barwny. Autorka ciągle trzyma nas w niepewności, a my podejmujemy próby domyślenia się, gdzie wyjechał Tag. Bardzo dobrze radzi sobie z męską narracją i czaruje opisami.

Czytanie tej książki to jak podróż do innego miejsca, miejsca w którym doświadczamy świeżości, emocji i soczystego smaku zakochania. Każda strona Pieśni Dawida dostarczała mi coraz to nowych przeżyć i z każdą coraz bardziej doceniałam urok opowieści. Po epilogu byłam zdruzgotana na myśl o tym, że to już koniec, a o losach Taga i Millie wciąż mogę myśleć w nieskończoność.

Pieśń Dawida polecam wszystkim, którzy pragną przeczytać coś, co zniszczy ich emocjonalnie i nie pozwoli o sobie zapomnieć. A dla tych, którzy sięgnęli po Prawo Mojżesza i zostali pozytywnie zaskoczeni, ta pozycja powinna być obowiązkowa. Zachęcam, ponieważ naprawdę warto zaznajomić się z tą niezwykłą historią.


Premiera już 14 października!

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Helion.

sobota, 24 września 2016

Milena Wiktoria Jaworska - Miles

Autor: Milena Wiktoria Jaworska 
Tytuł: Miles
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba stron: 223

Millie to córka znanego polityka. Wydawać by się mogło, że dzięki temu dziewczyna ma dużo przyjaciół, ale wcale tak nie jest. Wręcz przeciwnie - Millie trzyma się na uboczu, ubiera się w swoim stylu i pasjonuje się astronomią. Ma swoje własne poglądy na każdy temat i stara się, aby medialna popularność jej nie zmieniła. 

Pewnego dnia Millie spostrzega dziwne zmiany w swoim wyglądzie. Wkrótce potem poznaje Ariesa i wszystko się zmienia. Okazuje się bowiem, że pochodzi on z innego świata, do którego podobno też należy Millie. 

Milena Wiktoria Jaworska to młoda polska autorka, która prowadzi również recenzenckiego bloga i nagrywa filmiki na Youtube. Miles to jej debiut pisarski. Byłam ciekawa, jak w moich oczach wypadnie książka tej szesnastoletniej pisarki i czy w ogóle mi się spodoba, więc postanowiłam po tę lekturę sięgnąć. 

Zdecydowanie nie spodobał mi się styl, jakim została napisana ta opowieść. Już na początku zauważyłam, że niektóre zdania są za bardzo przedłużone, co momentami mi przeszkadzało i irytowało. Autorka czasami również opisywała zupełnie moim zdaniem niepotrzebne rzeczy, zamiast skupić się na głównej, ważnej akcji. Sama zresztą fabuła rozgrywa się zaskakująco szybko, stanowczo za szybko. 

Co mogę powiedzieć o bohaterach? Millie jest do zniesienia, ale pewnych jej zachowań dalej nie mogę zrozumieć. Gdybym ja zauważyła na sobie takie zmiany, jakie zobaczyła ona, z pewnością przez dłuższy czas nie mogłabym wyjść z szoku i nieustannie zastanawiałabym się, jak do tego doszło, bo to niemożliwe do pojęcia na zwykły ludzki rozum. Tymczasem nasza główna bohaterka dziwi się tylko przez chwilę, a potem wraca do (prawie) normalnego trybu życia. I nie poświęca większej uwagi na rozmyślania nad powodem zajścia tych metamorfoz. 

Co do reszty postaci, zostały one wykreowane poprawnie. Chociaż zdziwiła mnie także postawa rodziców Millie, ale nie będę się nad tym więcej rozwodzić. Pojawia się jeszcze oczywiście ON, czyli pan idealny nie z tego świata, który nosi imię Aries. Nie trzeba długo się zastanawiać, by odkryć, że między nim a Millie pojawia się uczucie. 

A teraz skupię się na wątku miłosnym. To jeden z głównych motywów tej powieści i chyba najbardziej nierealistyczny. Tak prędko, jak w życiu bohaterki pojawia się Aries, tak szybko wie ona, że chce być z nim do końca swoich dni. Nie mówię, że nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia - definitywnie wierzę, ale ludzie, są przecież jakieś granice! Millie już po kilku spotkaniach wierzy, że Aries przeznaczony jest jej na wieczność. Relacje i więzi między nimi rozwijają się w błyskawicznym tempie. Bardzo przepraszam, ale nie tak to działa. 

Wymuszone dialogi to także minus. Nie wszystkie, ale większość, a przynajmniej w moim odczuciu. Wygląda to mniej więcej tak: bohaterowie rozmawiają ze sobą na jakiś temat, a nagle ni stąd, ni zowąd któreś z nich zaczyna sypać mądrościami i życiowymi prawdami. 

Podsumowując, Miles mnie nie zachwycił. Pomysł na tę historię miał potencjał, ale niestety przez jego rozwinięcie dużo traci w moich oczach. To pierwsza powieść Mileny Wiktorii Jaworskiej, więc mimo wszystko mam nadzieję, że jej kolejne będą lepsze.