środa, 28 czerwca 2017

Vi Keeland - Walka

Autor: Vi Keeland
Tytuł: Walka
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 342

Elle pracuje w kancelarii prawniczej, ma chłopaka w tym samym zawodzie i wydawać by się mogło, że spokojne i poukładane życie. Ukrywa jednak pewien sekret z przeszłości, który chciałaby móc wymazać z pamięci. W jej nudnej, rutynowej codzienności zaczynają pojawiać się zmiany, kiedy kobieta poznaje Nica Huntera - słynnego zawodnika MMA. Nico przychodzi do jej biura w celu rozwiązania umowy o sponsoring, ale czy na pewno na tym się skończy? Elle jest nim zafascynowana od pierwszego spotkania, zresztą z wzajemnością. Czy dwójka ludzi z praktycznie innych środowisk może mieć ze sobą coś wspólnego? Ale w końcu jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają, prawda? 

Vi Keeland to popularna amerykańska autorka romansów. Jest matką trzech dzieci i prawdziwym molem książkowym. W Polsce zasłynęła z trylogii MMA Fighter, w skład której wchodzi właśnie Walka

I może już na wstępie napiszę, że jak się pewnie domyślacie, historia o Elle i Nicu to dość typowy romans. Fabuła przez większość czasu skupiona jest na naszej głównej parze, a do tego dochodzi jeszcze kilka pobocznych wątków. Podeszłam do tej lektury bez większych oczekiwań na jakieś niesamowite zwroty akcji czy też wyłamanie się ze schematu. Pomimo wszystko, Walka okazała się przyjemną książką na dwa wieczory. 

Nico to facet, na którego punkcie szaleją kobiety. Przystojny, umięśniony zawodnik MMA ma tłumy fanek, ale to Elle skrada jego serce. Ich uczucie rozwija się bardzo szybko i powiedziałabym nawet, że odrobinę za prędko. Autorka serwuje nam jednakże dobrze opisane odczucia obojgu bohaterów, sprawiając, że zaczynamy mocno kibicować tej dwójce. 

Vi Keeland pisze lekko, co sprawia, że powieść tę czyta się bardzo szybko. Rozdziały naprzemiennie są raz z perspektywy Elle, a następnie z punktu widzenia Nica. Dzięki temu zabiegowi możemy dowiedzieć się więcej o prywatnym życiu postaci, a także zdać sobie sprawę, że każde z nich skrywa jakąś ciężką tajemnicę z przeszłości. 

Zabrakło mi w tej opowieści więcej ciekawostek z prawniczego świata. W końcu główna bohaterka jest prawniczką, więc pomyślałam, że może troszeczkę tego będzie, a okazało się, że zostało to potraktowane bardzo powierzchownie i płytko. Tak samo z niekorzystną umową o sponsoring, z którą Nico przychodzi do kancelarii - nie znamy praktycznie jej szczegółów. W końcu przez to Elle i Nico się poznali, toteż liczyłam, że sprawa ta będzie miała jakieś większe znaczenie. No dobra, ale w końcu to romans, więc może za dużo wymagam? 

Podsumowując, Walka jest książką, którą polecam wielbicielom historii miłosnych. Nie jest to opowieść wybitna, ale też nie zła - idealna na odstresowanie się po ciężkim dniu. Nie brakuje też w niej wad, lecz w ostateczności można by przymknąć na nie oko. Jeśli czujecie się zainteresowani, sięgnijcie i przekonajcie się, czy ta historia przypadnie Wam do gustu. 

Za książkę dziękuję księgarni internetowej PanTomasz.pl.
PanTomasz.pl

niedziela, 25 czerwca 2017

Słowem wyjaśnienia

Dzień dobry, cześć, witajcie... 

Cóż by tu napisać na początek? Wiem, że zawiodłam. I siebie, i Was. Przez długi czas bardzo zaniedbałam bloga. Przyczyn tego było wiele, m.in. szkolne obowiązki, ale też zwykłe lenistwo. Dopadła mnie niechęć do czytania, a co za tym idzie, do pisania recenzji. Nie zrozumcie mnie źle - przecież kocham czytać - ale miałam pewnego rodzaju zastój, kryzys czytelniczy. Na szczęście, myślę, że już mi przeszło. Odzyskałam chęci do sięgania po książki i motywację do prowadzenia bloga. 
W związku z tym powracam. Mam pomysły na nowe serie, które urozmaiciłyby tego bloga. W związku z tym, że mam teraz wakacje, część swojego czasu zamierzam poświęcić właśnie mojemu miejscu w sieci. Żywię nadzieję, iż ktoś tu jeszcze z moich Czytelników został i nie będę pisać tylko dla siebie. I jeśli w tym momencie to czyta, niech wie, że jestem ogromnie wdzięczna za zajrzenie tutaj. 
Także ten, ja już więcej nie przedłużam, tylko zabieram się do nadrabiania zaległości. Naprawdę  jeszcze raz bardzo dziękuję każdemu, kto wchodzi i czyta moje wpisy :D

środa, 19 kwietnia 2017

Winston Graham - Ross Poldark

Autor: Winston Graham 
Tytuł: Ross Poldark
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 462

Ross Poldark wraca z amerykańskiej wojny do swojego domu w Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że podczas jego nieobecności wiele się zmieniło. Nie dość, że umarł mu ojciec, to jeszcze ukochana Rossa, Elizabeth, zaręczyła się z jego kuzynem. Mężczyzna usiłuje pogodzić się z tymi wydarzeniami. Zaczyna również odbudowywać majątek, który został zrujnowany podczas nieobecność Poldarka. Któregoś dnia postanawia zabrać do domu spotkaną na targu biedną dziewczynę o imieniu Demelza, co całkowicie odmienia jego życie. 

Winston Graham był brytyjskim pisarzem i autorem wielu książek, głównie historycznych. Największą popularność przyniosła mu jednak saga o rodzie Poldarków. Urodził się w Manchesterze, a w wieku 17 lat przeprowadził się do Kornwalii. Został uhonorowany Orderem Imperium Brytyjskiego oraz nagrodą Złoty Sztylet. Zmarł w 2003 roku. 

Cykl o Poldarkach chciałam przeczytać od chwili, kiedy zobaczyłam serial. Telewizyjna adaptacja bardzo przypadła mi do gustu i czułam, że wersja pisana mi się spodoba. Obawiałam się jednak, że styl pisania Winstona Grahama będzie dla mnie za ciężki, ale okazało się wręcz przeciwnie. Ostatecznie muszę przyznać, że pierwszy tom tejże sagi jak najbardziej zasługuje na uwagę. 

Akcja powieści toczy się w latach 1783-1787 w Kornwalii. Autor bardzo wyraziście opisał krajobrazy tamtejszych terenów, dzięki czemu w naszej wyobraźni powstaje obraz tych z pewnością pięknych miejsc. Oprócz tego, oczywiście zostały zachowane też wszystkie elementy świadczące o tym, że faktycznie mamy do czynienia z akcją osadzoną w XVIII wieku, m.in. stroje, obyczaje oraz język, którym posługują się bohaterowie. Te aspekty tworzą niezwykłą atmosferę otaczającą opowieść. 

Bohaterów znajdziemy tutaj dość sporo, jednakże tym głównym jest sam Ross, chociaż w dalszej można by zaliczyć do tego jeszcze Demelzę. Wszystkich wykreowano bardzo wiarygodnie i każdy z nich posiada zarówno zalety, jak i wady. Ross początkowo denerwował mnie tym, że gdy rozmowa schodziła na niewygodne dla niego tematy, zmieniał temat i mówił o czymś zupełnie innym, udając, iż wcale nie usłyszał tego, co powiedział rozmówca. Demelza natomiast przekonała mnie do siebie już przy pierwszym pojawieniu się jej osoby - ach, ta dziewczyna ma naprawdę wspaniałą osobowość i energię! 

Bardzo podoba mi się przedstawienie relacji pomiędzy Rossem a Demelzą. Dziewczyna jest zwykłą służącą, a Ross pochodzi z wyższej klasy, ale to nie przeszkadza w rozwoju uczuć pomiędzy nimi. Możemy obserwować zafascynowanie Demelzy Rossem, które potem także zostaje odwzajemnione i rodzącą się prawdziwą miłość między tą dwójką. 

Jest to powieść wielowątkowa, w której każdy może znaleźć coś dla siebie. I może jej fabuła nie stanowi jakiegoś wielkiego przełomu, ale losy Poldarków (i nie tylko) czyta się z dużym zaciekawieniem. To przejmująca historia o godzeniu się z rzeczywistością, miłości, szukaniu swojego miejsca na ziemi i sprzeciwianiu się panującym zasadom. Niewątpliwie to także bogate źródło wiedzy życiu i kulturze ludzi w XVIII wieku. 

Ross Poldark to znakomita lektura, która przenosi nas do malowniczej Kornwalii, gdzie wraz z bohaterami przeżywamy ich wzloty i upadki. Mnie osobiście książka ta ani odrobinę nie zawiodła. Chętnie sięgnę po kolejny tom z nadzieją, że będzie tak dobry jak ten. Polecam, jeśli lubicie rodzinne sagi z tłem historycznym. 

Za możliwość zapoznania się z tą historią dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca. 
Znalezione obrazy dla zapytania czarna owca wydawnictwo

wtorek, 11 kwietnia 2017

Brandon Sanderson - Piasek Raszida

Brandon Sanderson - Piasek Raszida
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Piasek Raszida
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 304

Alcatraz to młody chłopak z dziwacznym imieniem i równie osobliwym talentem do psucia różnych rzeczy. Błąka się on po rodzinach zastępczych, ponieważ po jego wyczynach nikt nie chce przyjąć go na stałe. Na trzynaste urodziny otrzymuje tajemniczą paczkę od nieżyjących rodziców, w której znajduje... woreczek z piaskiem. Szybko jednak pakunek zostaje skradziony, a jednocześnie w życiu Alcatraza pojawia się staruszek przedstawiający się jako jego dziadek Smedry. Chłopiec zostaje wciągnięty w świat, o którym dotychczas niemal nie miał pojęcia, gdzie rodzina Alcatraza wraz z pozostałymi członkami grupy walczy z groźnymi Bibliotekarzami mającymi pełną władzę nad światem. Razem mobilizują siły, żeby odebrać złej stronie piasek Raszida, który może pozwolić im na wyrządzenie niewyobrażalnych szkód. 

Brandon Sanderson to amerykański pisarz fantastyczny i młodzieżowy. Dwukrotnie zdobył nagrodę Hugo. Całkiem niedawno odwiedził Polskę i uczestniczył w spotkaniu autorskim. 

Piasek Raszida zaintrygował mnie od pierwszej strony swoją narracją. Narrator już bowiem na początku próbuje nam uświadomić, iż czytana książka to jego autobiografia, uznana w tym świecie za fantastykę. W treści w bezpośredni sposób zwraca się do czytelnika, niejednokrotnie z humorem czy ironią. Skojarzyło mi się to trochę z Serią niefortunnych zdarzeń, gdzie także narracja była dość podobna. Ten aspekt w powieści jest jedną z najciekawszych rzeczy i sprawia, że odbiorca czuje się w pewien sposób zbliżony do narratora. Cieszę się, że autor postanowił na taki właśnie zabieg, który bardzo przypadł mi do gustu. 

Świat przedstawiony został wykreowany niesamowicie interesująco. Nie ukrywam, że już od kiedy tylko przeczytałam przedmowę, czułam się zachęcona do dalszej lektury. Co to są Ciszlandy albo Wolne Królestwa? O co właściwie chodzi z tymi całymi Bibliotekarzami? Na niektóre pytania nie ma takiej oczywistej odpowiedzi, ale można łatwo domyślić się tego z kontekstu. 

Główny wątek Bibliotekarzy sprawił, że z niecierpliwością przerzucałam kolejne strony, aby tylko poznać ich tajemnice i dowiedzieć się więcej o tej organizacji. Zresztą, tak samo jak ich system, ciekawi wyjątkowa rodzina Smedrych, posiadająca swoje użyteczne do walki z Bibliotekarzami zdolności. Każdy z tego rodu ma mniej lub bardziej znaczące talenty. Dla czytelników początkowo wydawać się one mogą absurdalne, ale jak się okazuje w dalszej części, są bardzo pomocne. 

Warto również poświęcić uwagę bohaterom tej lektury. Wydaje mi się, że wszystkich z nich wykreowano tak, by swoim usposobieniem przyciągały zainteresowanie. Alcatraz, mimo iż mówi o sobie, że wcale nie jest dobry (a wręcz przeciwnie), przypadł mi swoim postępowaniem do gustu. Polubiłam także Bastylię, młodziutką dziewczynę, zobowiązaną chronić dziadka Smedry'ego. Ma z pozoru dość wredny charakter, ale i tak uwielbiam jej cięte riposty. 

Piasek Raszida to książka, którą polecam wszystkim wielbicielom fantastyki i powieści młodzieżowych. Pozycja ta wciągnęła mnie w swój świat i zaciekawiła nietuzinkową fabułą oraz sposobem prowadzenia narracji. Wyczekuję kolejnego tomu z niecierpliwością i mam wrażenie, że spodoba mi się równie jak ta część. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

niedziela, 9 kwietnia 2017

Rebecca Stead - Całkiem obcy człowiek

Rebecca Stead - Całkiem obcy człowiek
Autor: Rebecca Stead 
Tytuł: Całkiem obcy człowiek
Wydawnictwo : IUVI 
Liczba stron: 323

Bridge, Tabitha i Emily są najlepszymi przyjaciółkami od kiedy tylko pamiętają. Bridge miała kiedyś wypadek, którego teoretycznie nie powinna była przeżyć, a teraz stara się zrozumieć, dlaczego wciąż żyje. Z nieznanych przyczyn zaczyna też nosić opaskę z kocimi uszami. Tab to zaciekła feministka, w każdej możliwej sytuacji walcząca o prawa kobiet. Em natomiast poznaje chłopaka, z którym zaczyna wymieniać się specyficznymi zdjęciami. Ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę, pytanie tylko, czy przetrwa? Sherm usiłuje pogodzić się z rozwodem swoich dziadków i wciąż ma żal o o odejście dziadka. Jamie z kolei zakłada się o coś z kolegą i za wszelką cenę próbuje ten zakład wygrać, a dla pewnej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu. Losy tych wszystkich bohaterów splatają się w niezwykłej historii pełnej nadziei. 

Rebecca Stead zadebiutowała powieścią First Light, która znalazła się na liście Best Books for Teens. Ma w swoim dorobku kilka innych książek dla młodzieży, m.in. When You Reach Me oraz Kłamca i szpieg (ta ma ukazać się w Polsce w maju tego roku). Pisarka zdobyła też nagrody Guardian Prize for Children's Fiction, Newberry Medal i Boston Globe-Horn Award. Razem z rodziną mieszka w Nowym Jorku. 

Całkiem obcy człowiek to książka opowiadająca przede wszystkim o problemach współczesnych nastolatków. Jej bohaterowie to młodzi ludzie, zmagający się że swoimi kłopotami i dylematami. Przeważają w niej takie motywy jak przyjaźń i miłość, które są wspólnym czynnikiem dla wszystkich historii tutaj przedstawionych. Postacie próbują uporać się ze zmartwieniami, jednocześnie dowodząc, że praktycznie z każdej sytuacji jest wyjście i nie ważne, jak wydaje nam się, że jest źle, zawsze istnieje światełko na końcu tunelu. Myślę, że naprawdę warto o tym pamiętać w trudnych sytuacjach. 

Wydaje mi się, że w treści przeważają wydarzenia z życia przyjaciółek: Bridge, Em i Tab. I każda z nich jest w jakiś sposób połączona z innym bohaterem pojawiającym się na kartach powieści. Niewątpliwie wszyscy z nich warci są uwagi, bo piszą oni osobno swoją własną historię. Mnie najbardziej zaciekawiła tajemnicza licealistka, pojawiająca się w rozdziałach pisanych w narracji drugoosobowej. Dopiero na końcu poznajemy jej tożsamość, więc przez resztę czasu możemy się tylko domyślać, kto to. 

Początkowo odniosłam wrażenie dość chaotycznie rozpisanej fabuły. Rozdziały z narracją trzecioosobową przeplatają się z drugoosobową oraz z osobnymi listami jednego z bohaterów. Odrobinę mnie to przytłoczyło, ale potem się do tego przyzwyczaiłam. Ciągle mam jednak pewne wątpliwości co do sposobu, w jakim autorka napisała tę książkę. Z jednej strony jest nawet ciekawy (a tak swoją drogą, pierwszy raz spotkałam się z drugoosobową narracją, co było dla mnie interesującym doświadczeniem), ale z drugiej natomiast coś mi w tym nie pasuje. Tak czy siak, pani Stead należy się plus za kreatywność. 

W książce znajduje się bardzo dużo dialogów. Zbędnych opisów nikt także się nie dopatrzy. To taka lekka opowieść na jeden czy dwa wieczory, ale niosąca też przesłanie, żeby nigdy się nie poddawać. 

Całkiem obcego człowieka polecam szczególnie młodzieży, która być może wyniesie coś z lektury. Obawiam się, że starszym czytelnikom mogłaby tak bardzo nie przypaść do gustu. Jeśli jednak jesteście nią zainteresowani, sięgnijcie - a nuż wam się spodoba?

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Colonia (2016)

Znalezione obrazy dla zapytania colonia movie
Tytuł: Colonia
Rok produkcji: 2016
Reżyseria: Florian Gallenberger
Gatunek: dramat 

Chile, rok 1973. Młoda stewardessa Lena przylatuje do swojego chłopaka Daniela, który jest zwolennikiem prezydenta Salvadora Allende i aktywnie bierze udział w propagowaniu jego czynów. W czasie jej pobytu wybucha zamach stanu, a Daniel zostaje porwany przez tajemniczy samochód. Zrozpaczona dziewczyna dowiaduje się, że wysłano go do Colonii Dignidad, osady, w której ludzie żyją w koszmarnych warunkach i niejednokrotnie podlegają torturom. Lena postanawia dołączyć do sekty i spróbować odnaleźć swojego ukochanego. 

Przerażające w tym filmie jest to, że Osada Godność faktycznie istniała. Tło wydarzeń jest rzeczywistym obrazem tego, co jeszcze całkiem niedawno, bo przecież kilkanaście lat temu, miało tam miejsce. Ta świadomość przeraża i wstrząsa. W  La Sociedad Benefactora y Educacional Dignidad (tak brzmi pełna nazwa tej osady) łamanie praw człowieka było na porządku dziennym. Przywódca sekty, Paul Schäfer, uważał się za swego rodzaju bóstwo. Aresztowany został dopiero w 2005 roku, a 5 lat później zmarł w więzieniu. 

Aktorzy według mnie spisali się bardzo dobrze. Emma Watson grająca Lenę zdecydowanie dawno wyszła już z wizerunku Hermiony z serii o Harrym Potterze. W Colonii pokazała na co ją stać i przedstawiła postać silnej i zdeterminowanej kobiety. Daniel Brühl jako Daniel również realistycznie wykreował swoją rolę. Oczywiście na uwagę zasługują też wszyscy inni pozostali, a szczególnie ci, którzy wcielili  się w ludzi blisko powiązanych z osadą. 

Podczas seansu naprawdę bardzo kibicowałam Lenie i Danielowi. W środku filmu ich wątek co prawda schodzi na drugi plan, ale wciąż jest ważny. Podziwiam dziewczynę za to, że dobrowolnie poświęciła się dla Daniela i dołączyła do Colonii Digindad. Na pewno wiedziała, co się z tym wiąże, ale pomimo tego zdecydowała się na to, żeby go odnaleźć. Ten czyn tylko dowodzi, jak bardzo kochała swojego chłopaka. 

Fabuła trzyma w napięciu od samego początku, chociaż ciągu niektórych wydarzeń się domyśliłam, ale nie stanowiło to większego problemu. Podoba mi się także klimat - jest on naprawdę niezwykły, taki niepokojący i złowrogi, stanowiący idealną aurę dla wydarzeń rozgrywających się w osadzie. Również wyjątkowa muzyka odgrywa tutaj swoją rolę. 
Znalezione obrazy dla zapytania daniel bruhl colonia gif
Colonia to trudy film, który może momentami wstrząsać brutalnością. Nie polecam go przewrażliwionym osobom. Bardzo żałuję, że obraz ten przeszedł w Polsce bez większego echa. Z tego, co mi wiadomo, nie był nawet wyświetlany w kinach. A szkoda, bo uważam, że to historia warta poświęcenia czasu. Po obejrzeniu nasuwa się wiele pytań i przemyśleń. Bardzo polecam, jeśli jesteście zainteresowani. 

czwartek, 30 marca 2017

Shane Hegarty - Miasteczko Darkmord

Shane Hegarty - Miasteczko Darkmord
Autor: Shane Hegarty
Tytuł: Miasteczko Darkmord
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Liczba stron: 382

Miasteczko Darkmord nigdy nie cieszyło się dobrą sławą. Turyści omijają to miejsce szerokim łukiem, a jeśli już się tam przez przypadek znajdą, jak najszybciej stamtąd wyjeżdżają. Darkmord charakteryzuje się jeszcze jedną, najważniejszą cechą: to do tej mieściny regularnie przedostają się potwory, a ściślej mówiąc Legendy. Przychodzą z innego świata przez portale mogące pojawić się właściwe w każdym zaułku miasta, niebezpieczne i groźne, by siać zniszczenie. Jednak nie myślcie sobie, że nikt z tym nic nie robi - co to, to nie. Od tego są Łowcy Legend.

Dwunastoletni Finn od najmłodszych lat był szkolony na przyszłego łowcę. Chłopiec należy do pradawnego rodu Łowców Legend, a jego ojciec jest w tym fachu już prawie że legendarny. Teraz on ma skończyć swoją karierę, a jego syn go zastąpić. I tak się jakoś niefortunnie składa, że ich rodzina jest ostatnim aktywnym pokoleniem łowców, gdyż w innych miejscach na świecie przestały się one już dawno pojawiać. Przypadek? A może ukryte jest za tym coś więcej? 

Finn marzy o normalnym życiu, ale nie ucieknie od swojego przeznaczenia. Musi postarać się i ukończyć szkolenie, żeby w końcu zostać oficjalnym Łowcą Legend. Niestety, ostatnio w świecie pogromców Legend zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a kreatury atakują jeszcze częściej. Chłopiec wraz ze swoją nowo poznaną koleżanką Emmie musi odkryć, co za tym stoi i spróbować uratować mieszkańców przed potworami. 

Shane Hegarty urodził się w Skerries w Irlandii. Publikował swoje teksty w gazecie The Irish Time. Popularność przyniosła mu jednak seria książek o miasteczku Darkmord. Obecnie mieszka w Skerries wraz ze swoją żoną i dziećmi. 

Czytając opis po raz pierwszy, od razu na myśl przyszedł mi serial Supernatural, gdzie również główni bohaterowie polowali na potwory. Jako że jestem fanką przygód braci Winchester, to małe podobieństwo zachęciło mnie do sięgnięcia po Miasteczko Darkmord. Jednak w świecie wykreowanym przez Shane'a Hegarty'ego mechanizm działania Łowców Legend jest zupełnie inny, a stwory odmienne. Tak więc na tym zbieżności się kończą. 

Książka ta to zdecydowanie opowieść skierowana do młodszych czytelników, napisana prostym, lecz mimo tego ciekawym językiem. Chociaż chyba już trochę wyrosłam z takich powieści, to jednak nie odebrało mi to satysfakcji z lektury. Od początku wciągnęłam się w fabułę, w związku z czym dość szybko moja przygoda z tym tomem się zakończyła, a końcowe wydarzenia sprawiły, że chętnie sięgnę po następną część, by poznać ciąg dalszy losów bohaterów. 

Autor bardzo dobrze przedstawił wątek historii Łowców Legend i ich funkcjonowania przez lata. Pomiędzy poszczególnymi rozdziałami pojawiają się co jakiś czas strony z książki opowiadającej o wszystkich łowcach, co stanowi urozmaicenie lektury. Same Legendy również niezwykle intrygują Przez powieść przewija się dużo ich nazw i szczerze powiedziawszy, chciałabym dowiedzieć o nich czegoś więcej, niż to, co zostało opisane. 

Oprawa graficzna powieści jest naprawdę godna podziwu. Bardzo podoba mi się twarda okładka oraz połączenie zielonego i czarnego koloru, dające nieco upiorne wrażenie. Duży plus także za czarne wykończenia stron, które dzięki temu wyglądają oryginalnie. Warto wspomnieć jeszcze o ilustracjach w środku książki, przewijających się co kilka lub kilkanaście stron. 

Miasteczko Darkmord to powieść młodzieżowa, która spodoba się niewymagającym czytelnikom. I chociaż teoretycznie opowiada o potworach, to uwierzcie, że nie ma w niej żadnych krwawych scen, więc spokojnie mogę polecić ją dzieciom zaczynającym swoją przygodę z czytaniem. Nietypowy klimat, nietuzinkowa fabuła i fascynujący bohaterowie czynią tę opowieść bardzo dobrą i nawet niektóre przewidywalne zdarzenia tego nie psują. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.
Znalezione obrazy dla zapytania znak emotikon

niedziela, 26 marca 2017

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa
Autor: Kirsty Moseley
Tytuł: Chłopak, który chciał zacząć od nowa 
Wydawnictwo: Harper Collins 
Liczba stron: 383

Jamie wychodzi z poprawczaka, by w końcu zacząć prowadzić w miarę normalne życie. Obiecuje sobie, że tym razem raz na zawsze zerwie z kryminalną przeszłością, ale okazuje się nie być to takie łatwe. W nocnym klubie poznaje Ellie. Między tą dwójką szybko zaczyna iskrzyć i chociaż dziewczyna początkowo nie chce angażować w poważny związek, to wkrótce uświadamia sobie, że właśnie z Jamiem chciałaby spędzić resztę życia. Wspólnie snują marzenia i plany na dalszą przyszłość. Ellie jest jednak nieświadoma tego, jakimi sprawami za jej plecami zajmuje się Jamie. Czy w końcu chłopak odważy się to wyznać? I czy kryminalna przeszłość da tak łatwo o sobie zapomnieć? 

Kirsty Moseley urodziła się w Herdfortshire w Anglii, a w 2000 roku przeniosła się do Norfolk, gdzie poznała swojego męża. Obecnie jest szczęśliwą żoną i matką syna. Swoją pierwszą powieść - Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno - wydała w 2012 roku. Od tej pory zdążyła napisać kilka książek dla młodzieży i kobiet. Była nominowana do Goodreads Choice Awards w kategorii Best Young Adult Fiction.

Historia Jamie i Elliego na pewno nie wnosi nic świeżego do literatury romansu. To kolejna schematyczna opowieść o bad boyu i dziewczynie, którzy od pierwszego wejrzenia zakochują się w sobie na zabój. Od początku można domyślić się, jak potoczą się wydarzenia, więc elementu zaskoczenia tutaj raczej brakuje. Niektóre aspekty również momentami mnie denerwowały, ale mimo tego wszystkiego w ostateczności stwierdzam, że książkę tę czytało mi się całkiem przyjemnie.

Główni bohaterowie są dość dobrze wykreowani, ale jednak momentami odnosiłam wrażenie, że ich zachowanie jest nieco zbyt sztuczne, a oni sami zbyt papierowi. W szczególności miałam takie uczucie w przypadku Ellie. Z jednej strony niby ją polubiłam, ale z drugiej znów przez wgląd na niektóre zachowania wydawało mi się, że za bardzo starała się z grzecznej dziewczynki stać się tą złą. Jeśli chodzi o Jamiego, to on początkowo niemiłosiernie denerwował mnie tym, jak podniecał się (specjalnie użyłam tego słowa, powtarzanego dosłownie co kilka zdań) na widok samochodów. Dobrze, naprawdę rozumiem, że to jego pasja i tak dalej, ale przez to traci w moich oczach. Może gdyby autorka opisała jego zachwyt nad autami w inny sposób, spojrzałabym na ten element z innej strony.

Sam wątek miłosny, czyli główny temat powieści, rozwija się zdecydowanie za szybko, ale mogę przymknąć na to oko. Podoba mi się stosunek Jamiego do Ellie, który jest gotowy zrobić wszystko, byleby tylko ją chronić. Widać, że bardzo mu na niej zależy. Ellie tak samo troszczy się o Jamiego i kiedy ten opowiada o swoich traumatycznych wydarzeniach z przeszłości, wspiera go i pociesza. Nie są idealni, ich miłość tak samo nie jest idealna, ale przecież ideały nie istnieją. Oboje, pomimo przeciwności, pasują do siebie.

Powieść czyta się bardzo szybko. Pani Moseley ma lekki styl pisania. Nie umieszcza żadnych zbędnych opisów, właściwie w treści znajduje się bardzo dużo dialogów. Rozdziały pisane są z perspektywy zarówno Ellie, jak i Jamiego. Autorka dobrze odnajduje się w myślach swoich bohaterów i potrafi ładnie opisać ich uczucia, sprawiając, że czytelnik angażuje się emocjonalnie w to, co dzieje się na kartach lektury.

Chłopak, który chciał zacząć od nowa to co prawda szablonowa opowieść i nie zawierająca większych morałów, ale za to dobra na tak zwane odmóżdżenie. Sięgnijcie, jeśli chcielibyście przeczytać coś lekkiego i odpocząć od cięższych pozycji. I oczywiście, jeśli lubicie romanse, bo komuś, kto nie może znieść takich miłosnych historyjek, ta z pewnością nie przypadnie do gustu. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Harper Collins. 
Znalezione obrazy dla zapytania harpercollins polsska

czwartek, 23 marca 2017

Kimberly McCreight - Outliersi

Kimberly McCreight - Outliersi
Autor: Kimberly McCreight
Tytuł: Outliersi
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Liczba stron: 383

Wylie i Cassie przyjaźnią się, chociaż ich relacje nie zawsze idealnie się układają. Obie dziewczyny mają też niemałe problemy w życiu osobistym. Wylie popada w depresję po śmierci matki i praktycznie odgradza się od wszystkich, jej przyjaciółka zaś zbyt dużo imprezuje i obraca się w niewłaściwym towarzystwie. Pewnego dnia okazuje się, że Cassie zaginęła, a Wylie dostaje od niej SMS-a z rozpaczliwą prośbą o pomoc i prośbą, by nikomu nie mówiła o tej wiadomości. Dziewczyna decyduje się pokonać swoje lęki i pomóc koleżance. Na poszukiwanie wyrusza wraz z chłopakiem Cassie, Jasperem, do którego Wylie nie jest zbyt przychylnie nastawiona, ale oboje muszą zjednoczyć siły i spróbować odszukać Cassie, nim będzie za późno. 

Kimberly McCreight to amerykańska autorka, mieszkająca w Park Slope na Brooklynie z mężem i córkami. Była nominowana do nagród Edgard Awards i Goodreads Choice Awards. Outliersi to pierwsza część jej trylogii dla młodzieży, której kolejny tom ma ukazać się już w maju tego roku. 

Powieść już na samym początku swoim niezwykle intrygującym prologiem zaciekawia czytelnika i zachęca go do dalszego czytania. A na dalszych stronach historia coraz bardziej się rozwija, zaskakując swoimi częstymi zwrotami akcji i prowadząc ją do równie nieprzewidywalnego zakończenia, a właściwie urwania akcji w akurat najbardziej absorbującym momencie. Wszystko tutaj ma swój sens, a szczegóły, które w dalszej części mają stać się bardzo istotne, są powoli dawkowane. Trzeba tylko umieć je dostrzec i połączyć fakty, by przekonać się, że będą miały ogromny wpływ na fabułę. 

Niewątpliwie od od samego początku zaciekawiła mnie główna bohaterka. Wylie przeżywa niewyobrażalny ból po stracie matki, z którą, jak wspomina, miała zawsze lepszy kontakt niż z ojcem. Zamyka się w sobie aż tak bardzo, że potrzebna jest pomoc psychologa. Decydując się odszukać Cassie, musi przezwyciężyć swoje największe lęki. Dzięki temu, iż jest narratorką, można jeszcze bardziej się do niej zbliżyć i dowiedzieć się więcej szczegółów. Myślę, że Wylie jest dobrym przykładem na to, że chcieć to móc. Tak bardzo zależało jej na przyjaciółce, że odważyła się zmierzyć ze swoimi demonami. Myślę, że to tylko dowodzi jej lojalności i dobroduszności. 

Wątek przyjaźni w książce został przedstawiony bardzo wiarygodnie. Wylie i Cassie, mimo że są najlepszymi przyjaciółkami, nie zawsze dobrze się dogadują. Po czyjej stronie leży wina? Właściwie zaczyna się od Cassie, która coraz to bardziej zaczyna oddalać się od Wylie, zaczynając ostro imprezować i zdecydowanie z tym przesadzać. Kiedy przyjaciółka chce jej pomóc i ostrzega ją przed tym, ona nie chce tego słuchać, bagatelizując sprawę i zaczynają się częste kłótnie. Mimo to sądzę, że gdyby to role się odwróciły, gdyby Wylie była w tarapatach, Cassie postąpiła by podobnie do niej i za wszelką cenę próbowałaby pomóc. 

Jak wspominałam na początku, wydarzenia w tej książce są dość nieprzewidywalne. Kiedy wydawało mi się, że już wszystko się wyjaśniło, nagle pojawiała się jakaś sytuacja, która odwracała to do góry nogami i okazywało się, że nic nie było takie, jakie się wydawało. To tyczy się także niektórych bohaterów, najpierw wydających się tymi dobrymi, a potem wręcz przeciwnie. Ta opowieść gra na emocjach - i to dosłownie! Fundowała mi chwilami niezły emocjonalny rollercoaster. 

Tytuł powieści to Outliersi. Na pewno zastanawiać i jednocześnie intrygować może fakt, kim tak właściwie ci outliersi są. Przez długi czas pozostaje to tajemnicą, aczkolwiek ostatecznie wszystko się sensownie wyjaśnia i łączy z fabułą. Nie chcę dużo spoilerować, aczkolwiek muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawy aspekt. 

Outliersi to thriller młodzieżowy, który spodoba się czytelnikom lubiącym nagłe zwroty akcji i dreszczyk emocji podczas czytania. Lektura porusza również ważne tematy, takie jak przyjaźń, alkoholizm, umiejętność radzenia sobie ze stratą czy wreszcie akceptowanie siebie. Gorąca polecam, jeśli jesteście zainteresowani, a ja już z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
Znalezione obrazy dla zapytania czarna owca logo

niedziela, 19 marca 2017

Artur Urbanowicz - Gałęziste

Artur Urbanowicz - Gałęziste
Autor: Artur Urbanowicz 
Tytuł: Gałęziste
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 458

W związku Karoliny i Tomka, studentów z Warszawy, zaczynają pojawiać się problemy. Wyjazd tej pary na Suwalszczyznę w okresie wielkanocnym ma na celu nie tylko odpoczynek, ale też odbudowanie ich związku. Oboje liczą, że będzie to udana wycieczka. Niestety, już od początku nie wszystko idzie po ich myśli. Okazuje się, że właścicielka pensjonatu, w którym mieli się zameldować, po prostu o nich zapomniała. Udaje im się szczęśliwie znaleźć inne miejsce zakwaterowania w miejscowości tuż obok lasu... Ale czy na pewno szczęśliwie? Wkrótce Karolina i Tomek przekonają się na własnej skórze, jakie mroczne tajemnice skrywa ten las. Nie mają nawet pojęcia, jak wręcz niewiarygodne sekrety przyjdzie im poznać i jak to wpłynie na ich życie. 

Gałęziste to debiutancka powieść polskiego autora Artura Urbanowicza, będąca połączeniem horroru, sensacji i kryminału. Muszę przyznać, że opis z tyłu okładki bardzo mnie zaintrygował i zachęcił do przeczytania tej książki. Tajemnicze słowa Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz... i w co do tej pory wierzyłeś z pewnością przyciągają uwagę potencjalnych czytelników. Koniec końców, sama historia okazała się dla mnie dobrym kawałkiem literatury. 

Fabuła jest zdecydowanie bardzo dobrze przemyślana. Momentami niektóre wydarzenia są nieco przewidywalne, a inne odrobinę zaskakujące. Urzekł mnie klimat opowieści - zagadkowy i groźny. Autor umie doskonale budować napięcie, trzymając odbiorcę w niepewności i wyczekiwaniu na to, co będzie dalej.

Bohaterowie wykreowani zostali naprawdę realistycznie i ani przez chwilę nie odniosłam wrażenia, jakoby byli oni tylko papierowymi postaciami. Mają oni zarówno pozytywne, jak i negatywne cechy, możemy ich kochać albo nienawidzić, ale to tylko potwierdza ich realizm. Oprócz grających pierwsze skrzypce pary studentów mamy tutaj kilka innych bohaterów wartych uwagi, chociażby piękną Natalię, mieszkającą w osadzie, gdzie zatrzymali się Karolina i Tomek i która wydaje się coś ukrywać.

Do gustu przypadło mi miejsce akcji powieści, czyli tereny na Suwalszczyźnie. Niesamowite opisy miejsc w tym zakątku Polski były tym, co urzekło mnie podczas lektury i może też zachęciło trochę do odwiedzenia tego rejonu. Cieszę się, że pan Urbanowicz umieścił akcję swojej książki właśnie tutaj, w Polsce, co, jak sądzę, propaguje naszą kulturę. 

W powieści mamy do czynienia ze słowiańskimi legendami i podaniami. Zdradzę, że pojawia się absorbująca postać demona, który odgrywa w tej historii ogromną rolę. Podobało mi się połączenie tych klimatów z elementami sensacji i kryminału. To według mnie bardzo udany główny wątek. 

Pan Urbanowicz ma godny podziwu styl pisania i widać, że dysponuje dużym zasobem słownictwa, ale mimo to chwilami odnosiłam wrażenie, że narracja mnie przytłacza. Zwróciłam też uwagę na niemałą liczbę przekleństw i wyrażeń wziętych ze slangu, co nieznacznie odpychało mnie od lektury. Mnie to się nie spodobało, ale sądzę, że osobom, które czytają dużo książek z podobnym językiem, wcale by to nie przeszkadzało. 

Podsumowując, Gałęziste to historia z dreszczykiem, którą powinien przeczytać każdy wielbiciel tajemnic, legend i dreszczyku emocji podczas czytania. Autor zaserwował nam naprawdę niezłą opowieść, przy której nie żałuję ani minuty spędzonego czasu. Jeśli jesteście zainteresowani, gorąco polecam, gdyż uważam, że książka ta zasługuje na większy rozgłos. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi. 

sobota, 25 lutego 2017

Wendy Mass - My, gwiazdy i reszta świata

Wendy Mass - My, gwiazdy i reszta świata
Autor: Wendy Mass
Tytuł: My, gwiazdy i reszta świata
Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 315

Ally mieszka na pustkowiu, ale nie wyobraża sobie życia gdzie indziej. Jej rodzice prowadzą kemping Moon Shadow, a sama dziewczyna interesuje się astrologią i uwielbia patrzeć w gwiazdy. Bree, mieszkająca w dużym mieście, to natomiast jej całkowite przeciwieństwo - uwielbia świat mody i przyszłość wiąże z karierą modelki. No i jest jeszcze Jack - chłopak przy kości oraz samotnik, który lubi rysować kosmitów. Tę trójkę z pozoru nic nie łączy, ale kiedy spotykają się, by obserwować niezwykłe zaćmienie Słońca, okazuje się, że czekają ich wielkie zmiany, które zbliżą nastolatków do siebie.

Wendy Mass zadebiutowała powieścią Mango, nie mów nikomu, za którą zdobyła nagrodę ALA Schneider Family Award. Jej historie to w większości opowieści kierowane do młodzieży. Autorce udało się nawet stworzyć książkę pisaną wierszem - Heaven Looks a Lot Like Mall. Prywatnie Wendy Mass mieszka w New Jersey ze swoim mężem, bliźniakami i kotem.

Sama okładka tej historii wskazuje na to, iż jest to powieść skierowana do młodszych czytelników. Potrzebowałam czegoś lekkiego na odstresowanie się, a książka swoją fabułą całkiem mnie zainteresowała, dlatego też zdecydowałam się ją przeczytać. I chociaż opowieść nie niesie ze sobą jakichś filozoficznych przesłań, to bardzo miło spędziłam czas na jej lekturze.

Bardzo podoba mi się motyw astronomii, który pojawia się w książce i właściwie jest jednym z głównych jej tematów. Ally, pomimo swojego młodego wieku, zna doskonale wszystkie konstelacje gwiazd i o wiele więcej ciekawostek na temat nieba i gwiazd. Jestem pod wrażeniem jej wiedzy, ale biorąc pod uwagę, że praktycznie od małego mieszka na kempingu z rodzicami parającymi się tymi tematami, nie wydaje się to już takie dziwne. Oczywiście, w historii większą rolę odgrywa zaćmienie Słońca, o którym również wiele informacji się tutaj pojawia. Dzięki temu dowiedziałam się dużo interesujących informacji, wprowadzonych do fabuły w absorbujący czytelnika sposób.

Tak jak wspomniałam na początku, główni bohaterzy mają całkowicie odmienne charaktery. Pomimo tego, udaje im się znaleźć nić porozumienia i zaprzyjaźnić. Możemy obserwować, jak rozwijają się ich relacje i jak bardzo stają się do siebie przywiązani. Ally, Bree i Jack to trójka naprawdę dobrze wykreowanych postaci, których nie sposób nie lubić chociaż odrobinę. Losy każdego z osobna mogłyby nadawać się na osobną historię, ale razem tworzą dopasowaną całość. 

Warto dodać, że rozdziały pisane są naprzemiennie z perspektywy Ally, Bree i Jacka. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy dowiedzieć się, co naszym postaciom siedzi w głowie i poznać więcej szczegółów na ich temat. Autorka ponadto pisze w bardzo przyjemny i nie nużący sposób, który na pewno spodoba się młodym czytelnikom. 

My, gwiazdy i reszta świata to lekka książka z humorem przede wszystkim o młodzieży i dla młodzieży. W tej opowieści można dopatrzeć się też głębszych znaczeń, takich jak trudna sztuka dojrzewania, umiejętność zaakceptowania trudnych decyzji, zawieranie przyjaźni i szukanie swojego miejsca w społeczeństwie. Polecam, szczególnie tym młodym osobom, które jeszcze nie wiedzą, kim tak naprawdę są i powoli odkrywają swoje miejsce na tym świecie. 

Za książkę bardzo dziękuję księgarni internetowej PanTomasz.pl. 
PanTomasz.pl

środa, 1 lutego 2017

Nowości wydawnictwa IUVI


Cześć! To tylko taki krótki post informacyjny z dwoma premierami od Wydawnictwa IUVI, które będę miała przyjemność recenzować. Może coś Was także zaciekawi? :)

Brandon Sanderson - Piasek Raszida

Piasek Raszida to I tom serii Alcatraz kontra Bibliotekarze. 

Bohater z talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu? Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku? Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy? Naprawdę?!

Alcatraz Smedry nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje paczkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Prezent zostaje jednak niemal natychmiast skradziony. To uruchamia lawinę zdarzeń,
które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy walczącej przeciwko Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom zdobyć władzę absolutną. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…



Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.
A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.

Całkiem obcy człowiek to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, zaufaniu i zdradzie, chłopakach i dziewczynach…
O nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć własny sposób, by przetrwać w wariackim świecie, nie łamiąc sobie serca, i nie zwariować.

Skusicie się na którąś z tych pozycji? ;) 

wtorek, 24 stycznia 2017

Miłość bez końca (2014)

Znalezione obrazy dla zapytania miłóść bez końca plakat

Tytuł: Miłość bez końca
Rok produkcji: 2014
Reżyseria: Shana Feste
Gatunek: melodramat

Jade to dziewczyna z tak zwanego dobrego domu z planami na przyszłość. Podczas wakacji poznaje ona Davida. Między nimi niemal od razu rodzi się uczucie. Kiedy ojciec dziewczyny się o tym dowiaduje, próbuje za wszelką cenę rozdzielić kochanków. Czy jednak aby na pewno będzie to takie proste, jak mu się na początku wydaje? 

Miłość bez końca to film oparty na powieści Scotta Spencer o tym samym tytule. Niestety, nie udało mi się jeszcze przeczytać tej książki, więc w recenzji skupię się wyłącznie na samej produkcji. Z tego co jednak się dowiedziałam, film zdecydowanie odbiega treścią od książki. 

Endless Love
Głównym wątkiem jest oczywiście miłość Jade i Davida. Mam co do niego duże zastrzeżenia. Zdecydowanie nie podobało mi się to, jak szybko rozwinęło się ich uczucie. Zaledwie kilka dni po poznaniu już wyznawali sobie wielką miłość i byli niemal przekonani, że będą ze sobą do końca życia. Uważam, że nic by się nie stało, gdyby przedstawiono tę relację rozwijającą się wolniej. Tymczasem widz odczuwa wrażenie wypaczonej rzeczywistości. 

Jade i Davida wiele dzieli, ale dużo też łączy. Dziewczyna jest doskonale wyedukowana i zamierza iść na medycynę, zaś David wcale nie planuje wyjazdu na studia. Oboje mają jednakże odrobinę podobne charaktery. Mimo wszystko wydaje mi się, że są to raczej nie za bardzo interesujące postacie. O wiele bardziej zaciekawili mnie drugoplanowi bohaterowie, chociażby ojciec Davida. 

Na drodze głównych postaci staje ojciec Jade. To bogaty biznesmen, który chce jak najlepiej dla swojej córki. Davida, chłopaka bez większych planów, uważa za niegodnego dla dziewczyny. O dziwo, kiedy mężczyzna doprowadzić do rozstania pary, ich miłość tylko się pogłębia. Ten motyw, choć oklepany, przyciąga uwagę. 

W fabule nie brakuje romantycznych scen, z których część jest zbytnio przesłodzona, ale cóż, w końcu to melodramat. Można dopatrzyć się także kilku wzruszających momentów. Pomijając nierealność miłości Jade i Davida, ich walka o pozostanie razem jest naprawdę godna podziwu. Widać, jak bardzo im na sobie zależy i że gotów są zrobić wszystko, byleby tylko pozwolić tej miłości przetrwać. 


Miłość bez końca spodoba się wielbicielom ckliwych historii romantycznych. Mimo niektórych wad, film mi się podobał. Nie zrobił na mnie jednak takiego wrażenia, jakiego oczekiwałam. Obejrzyjcie, jeśli macie ochotę na wyidealizowaną opowieść o wielkiej miłości. Pomarzyć zawsze można, prawda? 

piątek, 20 stycznia 2017

Tarryn Fisher - Margo

Tarryn Fisher - Margo
Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Margo
Wydawnictwo: Sine Qua Non 
Liczba stron: 349

Margo żyje w ponurym miasteczku Bone, gdzie każdy ma swoje tajemnice. Wraz z matką cierpiącą na depresję mieszka w starym domu, który nazywa pożeraczem. Jej rodzicielka praktycznie się do niej nie odzywa i traktuje ją jako służącą. Dziewczynie doskwiera samotność. Wkrótce poznaje Judaha, chłopaka na wózku inwalidzkim, dzięki któremu odkrywa świat, jakiego dotąd nie znała. Kiedy w pobliżu ginie siedmioletnia dziewczynka, oboje zastanawiają się nad tym, kto mógł jej to zrobić. Margo zaczyna czuć pragnienie zemsty i ukarania mordercy. Od tego czasu rozpoczyna desperackie polowanie na zło, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów. 

Tarryn Fisher jest autorką bestsellerowych powieści dla kobiet i młodzieży. Napisała serię książek o miłosnym trójkącie: Mimo moich win, Mimo twoich łez, Mimo naszych kłamstw. W Polsce ukazała się także Never Never, którą stworzyła wraz z Collen Hoover. Ze swoją rodziną mieszka w Waszyngtonie. Uwielbia ludzi, deszcz i coca-colę. Razem z przyjaciółką prowadzi blog o modzie. 

Margo to książka, którą byłam zainteresowana natychmiast po samym przeczytaniu opisu. Czułam, że będzie to coś innego, odbiegającego od schematów i niemal poruszającego. Nie myliłam się, bo ta powieść jest naprawdę oryginalna, ale też dość szokująca. Przybliża nam sprawy, o których może boimy się myśleć, ale one istnieją i istnieć będą. Po przeczytaniu ostatniego zdania wiedziałam, że długo nie zapomnę o tej zaskakującej historii, a główna bohaterka pozostanie w mojej pamięci jako doskonale wykreowana postać. 

Margo nigdy nie miała w życiu łatwo. Od dzieciństwa musiała walczyć o przetrwanie i nauczyć się samodzielnie żyć. Dopiero Judah uświadamia jej, że może jest jeszcze dla niej szansa. Jednocześnie głęboko w niej cały czas istnieje ciemność, która nie raz wychodzi na zewnątrz. Dziewczyna postanawia bronić słabszych i zemścić się na ich prześladowcach. Jest zdolna do najbardziej radykalnych kroków, jakie tylko możemy sobie wyobrazić. Kiedy byłam pewna, że poznałam ją na tyle, by przewidzieć jej kroki, ona robiła coś zupełnie odwrotnego. To szalenie nieprzewidywalna bohaterka, próbująca dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest. 

W powieści intryguje niesamowity i jednocześnie przerażający klimat Bone, rodzinnego miasteczka Margo. Tam wszyscy mieszkańcy bardzo dobrze się znają, ale jednocześnie okazuje się, że większość z nich ma także swoje brudne sekrety. Niektórzy handlują narkotykami, a inni bezustannie piją alkohol. To wszystko sprawia, że Bone jest specyficznym miejscem, a turyści omijają je szerokim łukiem. Kto urodził się w Bone, już chyba zawsze będzie o nim pamiętać, niezależnie od miejsca na świecie, w którym się znajdzie.  

Fabuła porusza wstrząsające tematy, które niekiedy wręcz są tabu. Autorka zadziwia czytelników niespodziewanymi zwrotami akcji i trzyma w napięciu aż do końca. Tarryn Fisher przedstawia narodziny zła i serwuje odbiorcom historię na naprawdę wysokim poziomie, która nie pozwala o sobie zapomnieć. 

Margo nie należy do lektur lekkich. By zrozumieć główną bohaterkę i jej postępowanie trzeba intensywnie pomyśleć nad fabułą, wytężając swoje szare komórki. Zaraz potem pojawiają się pytania. Pytania, na które sami musimy sobie odpowiedzieć. Myślę, że cząstka tej opowieści w jakiś sposób powiązana jest z każdym z nas i żeby to dokładnie zrozumieć, trzeba porządnie przemyśleć całość. Jeśli lubicie takie psychologiczne pozycje skłaniające do refleksji, ta zdecydowanie jest dla Was.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN. 
Znalezione obrazy dla zapytania sqn wydawnictwo

wtorek, 17 stycznia 2017

Kiera Cass - Rywalki

Kiera Cass - Rywalki
Autor: Kiera Cass
Tytuł: Rywalki
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 336

America Singer jest młodą dziewczyną, która żyje w Illei - państwie powstałym na terenach dawnej Ameryki. W społeczeństwie panuje rygorystyczny podział, który określa, kto należy do jakiej warstwy. Dziewczyna należy do Piątek i chociaż w jej rodzinie czasami jest ciężko, to i tak ma lepsze warunki niż chociażby Szóstki. Z Szóstek właśnie pochodzi jej ukochany Aspen, z którym potajemnie się spotyka i przynosi mu jedzenie. Ich uczucie jest szczere i niezależne od podziałów. America próbuje jakoś poukładać sobie życie, wierząc w lepszą przyszłość. 

I wkrótce pojawia się taka szansa w postaci Eliminacji. To coś w rodzaju konkursu, którego celem jest wyłonienie żony dla księcia Maxona z trzydziestu pięciu kandydatek. Dla wszystkich innych dziewczyn zawody te są ucieczką od codziennej szarej rzeczywistości, w której niektórzy głodują, wprost do pięknego pałacu, gdzie wszystkie ich życzenia natychmiast się spełnią. America jednak ma duże opory przed zgłoszeniem się, gdyż to oznacza rozłąkę z Aspenem. Mimo tego, zostaje przekonana przez jego samego i decyduje się wziąć udział w rywalizacji. Kiedy wreszcie spotyka księcia Maxona, zaczyna zastanawiać się, czy życie w pałacu nie byłoby lepsze od tego, które sobie wyobrażała u boku Aspena... 

Rywalki to opowieść w iście królewskim i wytwornym stylu. Mamy tutaj bowiem rodzinę królewską, sprawującą najwyższe rządy w kraju, pałac jak z bajki i... trzydzieści pięć niedoszłych księżniczek z wielkimi marzeniami. Wszystkie mają duże ambicje i nadzieje, ale tylko jedna z nich może zostać wybrana. Dla większości dziewczyn Eliminacje to również szansa. Nawet jeśli odpadną wcześniej z rywalizacji, ich status społeczny się podwyższy. Między innymi właśnie dlatego w całym kraju młode kobiety zgłaszają się i pragną zostać wybrane do elitarnej trzydziestki piątki. Na pewno mają nadzieję na poprawę sytuacji materialnej swojej rodziny. 

Główna bohaterka, America, na początku myśli jednak trochę inaczej. Nie chce brać udziału w Eliminacjach, a zostać z Aspenem. America to silna dziewczyna z charakterem. Nie brak jej odwagi, bo nie raz umie sprzeciwić się wyznaczonym regułom, mimo iż wydają się one nie do złamania. Kocha swojego chłopaka i to uczucie sprawia wrażenie naprawdę silnego pomimo młodego wieku bohaterów. Przyznam, że kiedy tylko pierwszy raz oboje pojawili się na kartach tej powieści, myślałam, że będę trzymać za nich kciuki do samego końca. Niestety, niedługo potem przez pewno wydarzenie mój zachwyt co do tej pary gdzieś przepadł. A potem pojawił się Maxon... 

Maxon. Książę Illei. Nie ma doświadczenia w kontaktach z płcią piękną. To dla niego zorganizowano Eliminacje i to on musi dokonać selekcji, decydując ostatecznie, która zostanie jego żoną. Przystojny, znający zasady etykiety i zachowujący się nienagannie. America, jeszcze go nie znając, ma do niego raczej negatywne podejście. Ale kiedy wreszcie go poznaje, przekonuje się, jaki chłopak jest naprawdę. Ich znajomość się pogłębia i choć utrzymują, że to tylko przyjaźń, nie da się nie zauważyć tej chemii pomiędzy nimi. No cóż, nie ukrywam, że do Maxona również zapałałam sympatią. W tej chwili nie mam pojęcia, którego wolę u boku głównej bohaterki, ale mam nadzieję, że rozstrzygną to dalsze tomy. 

Początkowo gdzieś w tle pojawia się wątek polityczny, który z czasem coraz bardziej wysuwa się na przód. Okazuje się, że nie wszyscy w państwie są zadowoleni z panującego systemu i pragną go obalić. Co rusz słyszymy informacje o rebeliantach, którzy zaatakowali kolejne tereny. Myślę, że ta sprawa odegra jeszcze kluczową rolę w fabule. 

Jeśli już o fabule mowa, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobna ona jest do Igrzysk śmierci, a więc uwielbianej przeze mnie trylogii. Nowy kraj, podział społeczeństwa, Eliminacje, a nawet sama America, która odrobinę przypomina Katniss, to elementy znajome z serii  Suzanne Collins. Zarówno Rywalki, jak i Igrzyska śmierci można zaliczyć do powieści dystopijnych, w których występują podobne schematy. Kiera Cass bardzo dobrze poprowadziła jednak tę historię i pod koniec czytania przestałam wreszcie porównywać do siebie obie serie. 

Rywalki to lektura, która częściowo przenosi nas w luksusowy świat wygód, by momentami zmierzyć się z brutalną rzeczywistością życia w niższych klasach społecznych. Spodoba się nastolatkom, które fantazjują o swoim własnym księciu z bajki. Ta opowieść nie jest może szczególnie wybitna, ale niesie ze sobą kilka ważnych przesłań. Mnie oczarowała i zamierzam sięgnąć po kolejne części, by dowiedzieć się, jak potoczą się losy Americi. 

sobota, 14 stycznia 2017

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Zemsta

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Zemsta
Autor: Michelle Hodkin 
Tytuł: Mara Dyer. Zemsta 
Wydawnictwo: YA! 
Liczba stron: 412
Mara Dyer. Zemsta to trzecia i ostatnia część cyklu o Marze Dyer. 


Mara Dyer budzi się, nie pamiętając gdzie się znajduje. Odkrywa, że jest przetrzymywana w lustrzanym pokoju i powoli zaczyna zapominać swojego ukochanego. Leki podawane przez doktor Kells pozbawiają jej szczególnej umiejętności, a głos w głowie nakazuje ucieczkę z tego miejsca. Nie jest to jednak takie proste. Mara mimo wszystko podejmuje wyzwanie, obiecując sobie, że w końcu nadeszła pora na zemstę... 

To już ostatnia część trylogii o Marze Dyer. Po zachwycającym drugim tomie z niecierpliwością wyczekiwałam na finał tej historii, która tak mnie zainteresowała. Moje oczekiwania co do niego były bardzo wysokie. Czy pani Michelle Hodkin sprostała tym wymaganiom? 

I już na początku odpowiem, że tak. Mara Dyer. Zemsta okazała się bardzo pasjonującą i zapierająca dech w piersiach lekturą, podobnie jak jej poprzedniczki. Po tylu domysłach mogłam wreszcie poznać zakończenie opowieści i odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Przykro mi, że to już koniec, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. 

Mara Dyer w tym tomie jest jeszcze bardziej zdecydowana i gotowa na zemstę. Dziewczyna przeszła wiele, ale to tylko ją zdeterminowało do dalszego działania. Wie, że musi pomścić to, co spotkało ją i jej przyjaciół i odważy się posunąć nawet do najbardziej radykalnych celów. Bardzo lubię tę postać i niejednokrotnie zdarzały się momenty, w których byłam co do niej pełna podziwu.

Wątek romantyczny zepchnięty został na jeszcze dalszy plan niż w Przebudzeniu. Tym razem bohaterowie mają inne priorytety. Na końcu jednak się pojawia - i to w jakim stylu! Uczucia Mary i Noaha opisane są naprawdę wzorowo, tak że podczas lektury możemy na własnej skórze doświadczyć ekscytacji, jaką niosą za sobą niektóre miłosne sceny. Mara i Noah pozostają jedną z moich ulubionych par literackich, które zawsze będę miło wspominać.

Zapamiętam także innych bohaterów, a szczególnie Jamiego, przyjaciela Mary, który tak jak ona posiada pewne nadnaturalne umiejętności. To świetnie skonstruowana postać, a przede wszystkim wnosząca do historii dużo humoru. Inni występujący w powieści nie są gorsi. Każdy ma w sobie coś interesującego lub skrywa jakąś tajemnicę, dzięki czemu staje się obiektem domysłów czytelników.

Mara Dyer. Zemsta to mrożące krew w żyłach finałowe zakończenie trylogii, które zdecydowanie sprostało moim wymaganiom. Cała seria o Marze Dyer jest trzyma zresztą dość wysoki poziom i na długo zostanie ona w mojej pamięci. 

niedziela, 8 stycznia 2017

Kerstin Gier - Silver. Pierwsza księga snów

Kerstin Gier - Silver. Pierwsza księga snów
Autor: Kerstin Gier 
Tytuł: Silver. Pierwsza księga snów
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 408

Liv wraz z młodszą siostrą i mamą przeprowadza się do Londynu. Tam w szkole spotyka grupę czterech tajemniczych i w dodatku przystojnych chłopaków, którzy, jak się niedługo okazuje, odegrają kluczową rolę w jej życiu. Dziewczyna pewnej nocy ma sen, w którym spotyka owych właśnie chłopaków, odprawiających dziwny rytuał na cmentarzu w środku nocy. Kiedy ponownie spotyka ich na jawie, zaczyna podejrzewać, że śnili ten sam, co ona. Ale czy to w ogóle możliwe? Liv odnosi wrażenie, że ta czwórka coś przed nią ukrywa. A jako że ona sama kocha tajemnice, nie spocznie, póki nie dowie się, o co w tym wszystkim chodzi. 

Kerstin Gier to niemiecka autorka książek dla kobiet i młodzieży. Studiowała edukację biznesową oraz psychologię komunikacji. Podejmowała się różnych prac, by w końcu w 1995 roku zacząć pisać powieści. W 2005 otrzymała nagrodę Delia dla najlepszej powieści kobiecej roku. Jednak to Trylogia Czasu sprawiła, że pisarka stała się jedną z najlepiej sprzedających się autorów niemieckojęzycznych. 

Silver. Pierwsza księga snów opowiada historię piętnastoletniej Liv, która zostaje zamieszana w dziwną sprawę związaną ze snami. A nie, wróć. Nie tyle zostaje zamieszana, co po części sama się w to pakuje. Dziewczyna jest bowiem wielką pasjonatką wszelkich zagadek i uwielbia rozwiązywać tajemnice. Dostrzega wiązek pomiędzy jej dziwacznym snem a grupą chłopaków i postanawia rozwiązać to zagadnienie. Mimo że jeden z nich ostrzega ją przed mieszaniem się w tę kwestię, ona podchodzi do tego trochę lekkomyślnie, nie zdając sobie sprawy z tego, że być może jest to niebezpieczne. 

Samą Liv niemal od początku bardzo polubiłam. Przypadł mi do gustu jej styl bycia. To miła, ale też zadziorna dziewczyna z poczuciem humoru. Podobały mi się fragmenty, w których główna bohaterka docinała niektórym ludziom, oczywiście żartobliwie. Pozostałe postacie również są dość charakterystyczne. Siostra Liv, Mia, tak samo jak ona kocha zagadki. Ciekawą osobą wydała mi się niania dziewczynek, Lottie, która w stosunku do nich wykazywała się dużą opiekuńczością. 

Powieść napisano bardzo przyjemnym stylem, ułatwiającym czytanie. W fabule znajdziemy kilka istotnych wątków, na których przedzie znajduje się ten ze snami. To opowieść wciągająca w swe sidła i absorbująca czytelników. Satysfakcja z czytania jest niezwykła. I chociaż niektóre motywy mogą być odrobinę przewidywalne, to jednak mi wcale to nie przeszkadzało. Bardzo zatraciłam się w tej interesującej lekturze. 

Moją szczególną uwagę przykuł wątek o snach, który właściwie napędzał całą fabułę. Sny w tej książce to jakiś rodzaj świadomego śnienia, czyli takiego, w którym wiemy, że śnimy i możemy kontrolować przebieg wydarzeń. Autorka jednak posunęła się o krok dalej i sprawiła, że w tej historii bohaterowie mogą spotykać się w swoich snach i pamiętać o tym na jawie. Uważam, że to wspaniałe posunięcie z jej strony, tym bardziej, że wcześniej nie miałam jeszcze do czynienia z powieścią, w której występowałby jakikolwiek motyw śnienia, mający wpływ na wydarzenia. 

Oprawa graficzna książki jest naprawdę zachwycająca. Twarda okładka, na której znajdują się piękne, głównie srebrne symbole związane ze snami Liv prezentuje się cudownie. Nawet grzbiet został zaprojektowany bardzo ładnie. W środku nie jest gorzej; kartki są z dobrej jakości papieru, a gdzieniegdzie na stronach przewijają się różne kwieciste zawijasy. Muszę przyznać, że pod tym względem wydawnictwo się postarało. 

Silver. Pierwsza księga snów to doskonała pozycja dla nastolatek uwielbiających czytanie. Im chyba najbardziej spodoba się ta lektura. Ale starsi też mogą po nią sięgnąć, może im także przypadnie do gustu? Każdego zainteresowanego zachęcam do zapoznania się z historią Liv i wkroczenia do niesamowitej krainy snów, gdzie wszystko jest możliwe. 

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (2016)

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć plakat

Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Rok produkcji: 2016
Reżyseria: David Yates
Gatunek: fantasy, przygodowy

Newt Scamander przybywa do Nowego Jorku wraz ze swoją walizką pełną niezwykłych stworzeń. Na swojej drodze spotyka mugola Jacoba Kowalskiego, przez którego to z walizki ucieka kilka magicznych zwierząt, tym samym wplątując nieświadomego niczego na początku mężczyznę w świat czarodziejów. Newt, wraz z nową poznaną czarownicą Tiną, jej siostrą Quennie oraz Jacobem wyruszają na poszukiwanie stworzeń, które uciekły. Po drodze będą musieli zmierzyć się jeszcze z kilkoma innymi problemami... 

Akcja filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć rozgrywa się siedemdziesiąt lat przed narodzinami Harry'ego Pottera w Nowym Jorku, a więc już nie w Anglii, którą znamy z serii o Harrym Potterze właśnie. Warto także wspomnieć, że jest to dopiero pierwszy z pięciu zaplanowanych części cyklu o przygodach Newta, opartych na książce o tym samym tytule. 

Znalezione obrazy dla zapytania fantastic beast gif
W produkcji główną rolę Newta Scamandera zagrał Eddie Redmayne, mający na swoim koncie Oskara za rolę w Teorii wszystkiego. Jego gra bardzo mi się podoba, chociaż momentami może jest odrobinę przerysowana. Ogólnie jednak uważam, że Eddie dobrze wcielił się w swoją postać. Newt to taki uroczy, odrobinę nieśmiały chłopak, ale kiedy chodzi o sprawy jego zwierząt, robi się bardziej stanowczy i pewny siebie. Widać, jak bardzo jest do nich przywiązany.  i to właśnie mnie ujęło w tym filmie - więź łącząca głównego bohatera z magicznymi stworzeniami. Myślę, że on naprawdę byłby w stanie zrobić dla nich wszystko. Było kilka takich scen, podczas których Newt patrzył z zachwytem w oczach na zwierzęta, a ja również się tym zachwycałam, bo Eddie niesamowicie oddał tę szczególną relację. 

Pozostali bohaterowie zostali wykreowani dość charakterystycznie. Jacob Kowalski (tak, to polskie nazwisko) jest zwykłym niemagiem, bo tak amerykańscy czarodzieje określają osoby niemające żądnych powiązań z czarami, który znienacka zostaje wciągnięty do nieznanego dotychczas świata. Na początku czuje się trochę zagubiony, szybko jednak wszystko zaczyna mu się podobać. Większość scen z nim zawiera w sobie dużo humoru. Muszę przyznać, że praktycznie od pierwszej chwili polubiłam tę postać. 

Na scenę wkraczają również dwie siostry, różne od siebie jak ogień z wodą - starsza Tina, była aurorka oraz młodsza Quennie, która potrafi doskonale czytać w myślach i nic się przed nią nie ukryje. Ta pierwsza to raczej spokojna osoba, druga zaś ma bardzo uwodzicielski charakterek i nierzadko zachowuje się słodko oraz kokieteryjnie. Pomimo tych różnic, obie są ze sobą mocno związane. 

Jako że jednym z głównych motywów filmu jest łapanie zwierząt z walizki, te niezwykłe stworzenia pojawiają się tutaj często. Niektóre znane mogły być widzom już wcześniej, inne gatunki występują po raz pierwszy. Wszystkie one są dość ciekawe i absorbujące, jednak moje serce najbardziej skradł niuchacz. To takie fascynujące, czarne stworzenie z długim ryjkiem, które od razu skojarzyło mi się z kretem. Lubi wykradać różne ozdoby i błyskotki oraz podobno jest niewskazane do trzymania w domu, ale pomarzyć można, prawda? 

Mamy do czynienia tutaj także ze społecznością czarodziejów w Ameryce. Możemy obserwować, jak działają magowie i zauważyć różnice w porównaniu z Anglią. To na pewno interesujące doświadczenie, ponieważ nigdy wcześniej nie mogliśmy dokładnie śledzić populacji czarodziejów w innym kraju. 

W filmie występuje jeszcze kilka innych ważnych wątków. Niektóre zostają bardziej rozwinięte, inne dopiero czekają na swoją kolej w następnych częściach. Większość z nich jest naprawdę ciekawa. Przykładem rozwiniętego wątku jest poszukiwanie obskurusa, czyli tajemniczej siły zła, która sieje spustoszenie w mieście. Zaraz po pogoni za zwierzętami to zagadnienie przeważa w fabule. 

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to z pewnością duża gratka dla fanów Harry'ego Pottera i świata stworzonego przez J.K Rowling. Sądzę, że oni najbardziej odnajdą się w treści filmu, ponieważ osoba, która nie zna podstawowego uniwersum może mieć trudności ze zrozumieniem niektórych faktów. Mnie osobiście bardzo się spodobał. Miło było powrócić znów do tej magicznej rzeczywistości i razem z bohaterami przeżywać wszystkie wydarzenia. 

__________________________

Postanowiłam, że na blogu często będą pojawiały się także recenzje filmów i seriali. Właściwie ta recenzja jest moją pierwszą recenzją filmu, więc bądźcie wyrozumiali ;) 
PS. Dajcie znać, czy dodawanie gifów do recenzji filmów i seriali Wam odpowiada :D 

czwartek, 5 stycznia 2017

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Przemiana

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Przemiana

Autor: Michelle Hodkin
Tytuł: Mara Dyer. Przemiana
Wydawnictwo: YA! 
Liczba stron: 477
Mara Dyer. Przemiana to kontynuacja książki Mara Dyer. Tajemnica.

Mara Dyer próbuje robić wszystko, aby powrócić do normalnego i wymazać tragiczne wydarzenia z przeszłości. Wszyscy dookoła niej, włącznie z lekarzami, ciągle są przekonani, że jej wizje to efekt tramy, jakiej doznała po wypadku w ruinach zakładu psychiatrycznego. Dziewczyna jednak wie, że jest zupełnie inaczej... Tylko jej chłopak, Noah, który jej wierzy, może być dla niej oparciem. Kiedy dookoła zaczynają dziać się dziwne rzeczy, Mara jest zmuszona poznać prawdę o sobie i o tym, kim naprawdę jest. 

O ile pierwsza część serii o Marze Dyer uznałam za bardzo udaną, o tyle ta jest jeszcze bardziej dopracowana i muszę przyznać, że jestem nią dosłownie zachwycona. Michelle Hodkin tym tomem podniosła sobie poprzeczkę zdecydowanie wysoko. To pełna napięcie książka z mieszanką thrilleru i horroru, której nie da się tak łatwo zapomnieć. 

Uwielbiam kreację głównej bohaterki w tej części. Zagubiona dziewczyna z nadprzyrodzonymi mocami próbuje dowiedzieć się prawdy o sobie. I owszem, może to brzmi trochę schematycznie, ale jest w tym coś takiego, co odróżnia tę historię od pozostałych. Mara, pomimo wszystko, dzielnie podchodzi do czekających ją wyzwań. Nie brakuje jej determinacji i zawsze może liczyć na pomoc Noaha, który również wydaje się interesującą postacią. 

Jeśli chodzi o wątek miłosny pomiędzy Marą a Noahem, to nie jest on aż tak bardzo wysunięty na pierwszy plan jak w Tajemnicy, ale to nie znaczy, że pojawia się rzadko. Przeciwnie, ta para na kartach powieści występuje często i my, czytelnicy, możemy obserwować rozwój tego uczucia. Noah wie, że nigdy już nie opuści dziewczyny, z kolei ona, że nie zostawi Noaha. Z jednej strony to sprawia wrażenie przereklamowanego kiczu miłosnego, z drugiej jest bardzo, ale to bardzo... romantyczne, chwilami wzruszające. Ja osobiście z całego serca im kibicuję, uwielbiam tę dwójkę. 

Fabuła przez cały czas trzyma w napięciu i to aż do ostatniego zdania. Momentami naprawdę nie można rozróżnić, co jest rzeczywistością, a co tylko wymysłem i halucynacjami Mary. Pełno tutaj nieco mrocznej atmosfery i tajemnic. Na niektóre sekrety poznajemy odpowiedź, na inne wciąż jeszcze nie. Rozdziały są pisane w taki sposób, że kończąc jeden, natychmiast chcemy przeczytać drugi, gdyż albo jakaś sytuacja jest urywana, albo dowiadujemy się czegoś szokującego. 

Mara Dyer. Przemiana to wspaniała kontynuacja. Zostałam nią ogromnie pozytywnie zaskoczona. Jeśli jesteście po lekturze pierwszego tomu, nie wahajcie się i sięgajcie po ten, gdyż jest tego wart.