czwartek, 24 sierpnia 2017

J.P. Monninger - Droga do ciebie

J.P. Monninger - Droga do ciebie
Autor: J.P. Monninger
Tytuł: Droga do ciebie
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 317

Po ukończeniu studiów Heather ma rozpocząć pracę w Bank of America w Nowym Jorku. Wcześniej jednak wybiera się z koleżankami w podróż po Europie, by zasmakować ostatnich chwil młodzieńczej wolności. W pociągu do Amsterdamu dziewczyna poznaje Jacka, młodego mężczyznę z Vermontu. Jak się okazuje, chłopak również zwiedza Europę i podąża tropem zapisków z dziennika swojego dziadka, który był żołnierzem podczas II wojny światowej. Pomimo wszelkich przeciwności losu, pomiędzy bohaterami szybko rodzi się prawdziwe uczucie. Czy miłość Heather i Jacka ma szansę przetrwać?

J.P. Monninger w latach 1975-77 służył jako ochotnik Korpusu Pokojowego w Burkina Faso. Jest autorem powieści dla dorosłych i nastolatków oraz trzech książek z rodzaju literatury faktu. Swoje artykuły publikował m.in. w Glamour, Sports Illustrated i Ellery Queen. Aktualnie wykłada na wydziale anglistyki na Plymouth State University w New Hampshire.

Po przeczytaniu opisu Drogi do ciebie można stwierdzić, iż jest to kolejny wakacyjny romans, w którym dwoje głównych bohaterów zakochuje się w sobie z wzajemnością, ale oczywiście pojawia się przeszkoda stawiająca to uczucie pod znakiem zapytania. Po części muszę się z tym zgodzić, jednakże jest coś takiego w tej książce, co wyróżnia ją na tle podobnych historii. Myślę, że to w dużej mierze zasługa inteligentnych dialogów pomiędzy Heather a Jackiem, które czytałam z naprawdę dużą przyjemnością.

Heather i Jack to teoretycznie całkowicie odmienne osobowości. Ich sposób postrzegania świata różni się od siebie i zupełnie inaczej wyobrażają sobie swoją przyszłość. Ale, jak to głosi słynne powiedzenie, podobno przeciwieństwa się przyciągają i tak też było w tym przypadku. Jack zasiewa w Heather niemałe wątpliwości dotyczące jej planowanej pracy w Bank Of America, zmuszając ją do zastanowienia się, czego tak naprawdę pragnie w życiu.

W podróż po Europie Heather wyrusza z dwiema przyjaciółkami - Amy i Constance. Każda z nich jest interesującą postacią i ma swój osobny wątek. Widać, że przyjaźń tych trzech dziewczyn jest szczera i jak się o siebie nawzajem troszczą. Żadna z nich nigdy nie zostawiłaby drugiej w potrzebie.

Jako że bohaterowie często się przemieszczają, akcja dzieje się w kilku różnych krajach. Dzięki temu możemy poznać nowe i faktycznie istniejące miejsca oraz dowiedzieć się co nieco o kulturze danych miejsc. Na liście odwiedzonych państw znalazła się również Polska.

Droga do ciebie to warta uwagi książka, która zmusza do refleksji i zastanowienia się nad swoimi życiowymi wyborami. Bardzo spodobało mi się zakończenie, które wszystkiego nie wyjaśniło i pozostawiło tę opowieść niedopowiedzianą. Może w innym przypadku taki koniec by się nie sprawdził, ale tutaj idealnie on pasuje. Chociaż powieść ta ma wakacyjny klimat, równie dobrze możecie po nią sięgnąć jesienią czy zimą, żeby poczuć letni klimat. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca. 
Znalezione obrazy dla zapytania czarna owca

____________
Cześć! Zdaję sobie sprawę, że przez dłuższy czas wpisy pojawiały się rzadko i nieregularnie, za co bardzo was przepraszam. To zaniedbywanie bloga było z mojej strony naprawdę okropne, no ale cóż... Obiecuję poprawę! Zamierzam wreszcie jakoś zorganizować swój czas i poświęcić go zdecydowanie więcej na prowadzenie tej strony. To zabrzmi trochę pretensjonalnie, ale dziękuję za to, że tu zaglądacie, czytacie i komentujecie ;) 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Laurence Yep, Joanne Ryder - Poradnik dla smoków. Co zrobić, by twój człowiek zmądrzał?

Autor: Laurence Yep, Joanne Ryder Tytuł: Poradnik dla smoków. Co zrobić, by twój smok zmądrzał?  Wydawnictwo: IUVI Liczba stron: 396
Autor: Laurence Yep, Joanne Ryder
Tytuł: Poradnik dla smoków. Co zrobić, by twój człowiek zmądrzał? 
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 396

Wydawać by się mogło, że po tym, jak Winnie i smoczyca panna Drake uratowały San Francisco przed ożywionymi rysunkami, nastanie wreszcie koniec niebezpiecznych przygód. Jednak jak się okazuje, to dopiero początek innych kłopotów. Winnie zaczyna uczęszczać do Akademii Spriggs - niezwykłej szkoły dla magicznych i niemagicznych dziewczynek. Poznaje tam nowe koleżanki, ale też i wrogą Nanette, która zrobiłaby wszystko, byleby tylko ją upokorzyć. W dodatku wygląda na to, że dziadek Winnie knuje plan porwania wnuczki... 

To już druga część historii o pannie Drake i jej pupilce, bo smoczyca tak właśnie określa swoją ludzką przyjaciółkę Winnie. Więź, jaka wytworzyła się pomiędzy tymi dwiema postaciami jest wyjątkowa. Obie ufają sobie nawzajem i wiedzą, że mogą na siebie liczyć. Panna Drake ponadto opowiada Winnie o rożnych niesamowitych doświadczeniach oraz zabiera ją na latanie na swoim grzbiecie, przy okazji odwiedzając zaczarowane miejsca. Kto nie chciałby mieć takiego smoka?

Winnie jest zafascynowana magią, którą odkrywa w nowej szkole. Sama jest jednak tylko człowiekiem i nie posiada żadnych nadzwyczajnych umiejętności, ale może właśnie to w jakiś sposób czyni ją wyjątkową? Zresztą, jak dziewczynka dowiaduje się od nauczycielki, każda ludzka istota ma w sobie odrobinę magii. Wystarczy tylko ją odkryć. 

O ile w pierwszy tomie świat czarów mieliśmy tylko z grubsza zarysowany, o tyle w tym bardziej w niego wkraczamy i poznajemy magiczne istoty. W Akademii Spriggs kształci się bardzo dużo wyjątkowych dzieci, na przykład krasnoludków czy też czarodziejek. Kadra nauczycielska zresztą też nie jest przeciętna, a jednym z nauczycieli jest tam nawet słynny Izaac Newton, który, jak się okazuje, wcale nie zmarł i ma się nadzwyczajnie dobrze. 

Opowieść napisano z dwóch perspektyw: Winnie i panny Drake. Fabuła specjalnie zaskakująca nie jest, ale na pewno dostarcza sporo zabawy, a w pewnym momencie odrobiny wzruszenia. Po raz kolejny główni bohaterowie udowadniają, że razem stanowią nieprześcigniony duet. Ponadto wątek magicznych nadaje opowieści niepowtarzalny klimat. 

Drugi tom Poradnika dla smoków okazał się nie gorszy od pierwszego i bardzo mi się spodobał. Ten cykl polecam przede wszystkim młodszym czytelnikom, którzy uwielbiają czytać o magicznych Myślę, że im ta historia najbardziej przypadnie do gustu. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

niedziela, 30 lipca 2017

Julie Israel - Indeks szczęścia Juniper Lemon

Julie Israel - Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 372

Równo sześćdziesiąt pięć dni minęło od wypadku samochodowego, w którym Juniper straciła starszą siostrę Camillę. Po tym tragicznym wydarzeniu jej rodzice nie mogą się pozbierać, tak jak zresztą ona sama. Teraz rozpoczyna się nowy rok szkolny i dziewczyna musi spróbować pogodzić się ze stratą Camilli. W torebce zmarłej siostry Juniper przypadkowo odkrywa list, w którym Cam zrywa z niejakim TY. Jest w szoku, ponieważ nie miała pojęcia o tym, że siostra miała chłopaka i w dodatku trzymała to w tajemnicy. Postanawia więc za wszelką cenę odkryć, kim jest tajemniczy TY i oddać mu list. 

Ale to nie koniec problemów. Juniper niespodziewanie gubi jedną karteczkę ze swojego prywatnego indeksu szczęścia. Fiszka jest bardzo ważna, gdyż zawiera sekret, o którym nikt nie może się dowiedzieć. Zdesperowana Juniper zrobi wszystko, żeby ją odzyskać - nawet, jeśli oznacza to dosłowne grzebanie w śmieciach. 

Julie Israel ukończyła studia na kierunku pisarstwo kreatywne. Nauczała języka angielskiego w Japonii, by po krótkim czasie wrócić do Stanów Zjednoczonych i zająć się pisarstwem. Uwielbia czytać i uczyć się nowych języków. Indeks szczęścia Juniper Lemon to jej debiutancka książka. 

Wszyscy bohaterowie tej opowieści są bardzo interesujący, a na temat każdego z nich można by napisać oddzielną powieść. Niektórzy mają naprawdę barwne osobowości i intrygują swoją osobą. Główna bohaterka również zalicza się do tego grona, aczkolwiek trochę bardziej skupiłam się na jej nowo poznanych przyjaciołach. Mamy tu na przykład Gąbkę - chłopaka, który ma ponadprzeciętne umiejętności i potrafi zapamiętywać nawet najmniejsze detale z przeszłości oraz zakochaną w nieżyjących artystach Angelę. 

Absolutnie uwielbiam relację, która zawiązała się pomiędzy Juniper a niejakim Bradem. Mogłabym stwierdzić, że Brad to taki trochę bad boy, ale nie właśnie nie do końca. Ma buntowniczy charakter, pali papierosy i często za karę zostaje po lekcjach, lecz kiedy Juniper bliżej go poznaje odkrywa, że w rzeczywistości jest nieco inny. I tutaj sprawdza się powiedzenie, by nie oceniać ludzi po pozorach i nie wyciągać negatywnych wniosków z niektórych zachowań, ponieważ ich motywy mogą okazać się zupełnie odmienne. 

Podoba mi się idea indeksu szczęścia, który jest nazwą wypisywanych codziennie fiszek. W skrócie polega na tym, że każdego dnia na osobnej karteczce wypisuje się po trzy wydarzenia, które nas spotkały z podziałem na pozytywne i negatywne. Indeks wymyśliła Camilla, a po jej śmierci Juniper dalej go kontynuowała. To właśnie jedną z tych kartek główna bohaterka gubi, co doprowadza do wielkich poszukiwań i ciągu powiązanych ze sobą wydarzeń. Szczerze mówiąc, postanowiłam, że sama zacznę tworzyć taki indeks, bo wydaje mi się to ciekawym pomysłem. 

Powieść jest napisana lekkim stylem i szybko się ją czyta, ale porusza też niewątpliwie ważne tematy. Historia Juniper to opowieść o stracie i sposobach radzenia sobie z nią, a także o tym, że dobrowolna pomoc nie zawsze jest odbierana z wdzięcznością. To także dowód na to, jak niespodziewane wydarzenia mogą zmienić nasze życie. 

Indeks szczęścia Juniper Lemon jest moim zdaniem pozycją wyróżniającą się spośród młodzieżowych książek o podobnej tematyce. Nietypowe postacie i absorbująca fabuła czynią ją dobrą lekturą. Dzięki wątkowi z tajemniczym TY w niektórych momentach trzyma również czytelników w napięciu. Jak najbardziej polecam. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI.

środa, 26 lipca 2017

Aż do kości (2017)

Znalezione obrazy dla zapytania до костей фильм
Tytuł: Aż do kości
Rok produkcji: 2017
Reżyseria: Marti Noxon
Gatunek: dramat 

Ellen jest dwudziestoletnią anorektyczką. Pomimo tego, że była już w kilku klinikach, żadne leczenie nie przyniosło skutku i dziewczyna ciągle się odchudza. Zmienić ma to kolejna, tym razem niekonwencjonalna terapia, na którą Ellen z niechęcią się zgadza i po raz kolejny rozpoczyna walkę ze swoją chorobą. Czy tym razem uda jej się wygrać?

Tym filmem zainteresowałam się przede wszystkim dlatego, że główną rolę gra w nim Lily Collins, jedna z aktorek, które bardzo lubię oglądać na ekranie. Oprócz tego zaciekawił mnie fakt, iż produkcja podejmuje temat anoreksji, więc chciałam zobaczyć, w jaki sposób zostanie przedstawiona ta straszna i niewątpliwe trudna do pokonania choroba. Po zwiastunie obraz zapowiadał się bardzo obiecująco. Czy film ostatecznie sprostał moim wymaganiom?

(źródło)

Jeśli chodzi o aktorów, moim zdaniem wszyscy dobrze odegrali swoje role. Podziwiam Lily Collins za to, że zdecydowała się zagrać Ellen i niezdrowo schudnąć do tej roli, do jej gry aktorskiej zresztą nie mam zarzutów. Spodobała mi się postać Luke'a, jednego z pacjentów ośrodka terapeutycznego, którego gra Alex Sharp. Oprócz tego na ekranie możemy zobaczyć m.in. Keanu Reevera jako lekarza Ellen oraz Lianę Liberato, którą część widzów może kojarzyć z roli w Zostań, jeśli kochasz.

Niestety, już od pierwszych kilkunastu minut film wydał mi lekko nużący i tak już pozostało do końca. Nie zrozumcie nie źle, uważam, że to mimo wszystko do końca nie jest nudna produkcja, aczkolwiek chyba liczyłam na więcej akcji. Dobrze, wiem, że to dramat, ale wszystkie wydarzenia nie do końca mnie absorbowały i momentami faktycznie troszeczkę nudziły.

Wydaje mi się, że największy problem tego filmu jest taki, iż jego twórcy przedstawili anoreksję w łagodny sposób. Kilka scen faktycznie chyba miało wstrząsnąć widzami, ale ja jakoś tego za bardzo nie odczułam. Brakuje tutaj takich bardzo mocnych zdarzeń, które mogłyby wywołać u odbiorców refleksję; brakuje wyraźnego przekazu dla młodych dziewczyn i ostrzeżenia przed zaburzeniami odżywiania. Anoreksja została potraktowana zdecydowanie za lekko.


Kiedy zobaczyłam napisy końcowe, nie chciało mi się wierzyć, że to już koniec, bo kilka ważnych dla fabuły wątków się nie wyjaśniło. No i też trochę zachciało mi się śmiać, bo po co w ogóle były one rozpoczynane, żeby ich potem jakoś racjonalnie nie wyjaśnić? Zabrakło, naprawdę zabrakło mi kilku ważnych scen. Gdzieś natrafiłam na informację, że będzie druga część - wtedy to niedokończenie wątków miałoby sens - ale myślę, że to raczej niemożliwe.

Aż do kości mnie zawiódł. Przykro, bo spodziewałam się, że obejrzę bardzo dobrze zrealizowany obraz o anoreksji, a dostałam coś przeciętnego. Z całej fabuły duże wrażenie wywarła na mnie tylko jedna scena. Pamiętajcie, że zwiastuny nie zawsze odzwierciedlają, czy film będzie dobry czy zły i nie oczekujcie czegoś interesującego tylko po wycinkach najlepszych scen z filmu.

niedziela, 23 lipca 2017

[Czytam co polskie] Monika Jagodzińska - Cykl

Monika Jagodzińska - Cykl
Autor: Monika Jagodzińska
Tytuł: Cykl
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 126

Początek nowego roku to moment, w którym na świat przybywają nowe anioły. Mają one za zadanie pomagać cierpiącym ludziom, którzy stracili już nadzieję. Na pewno nie będzie to łatwa misja, ale jeśli się powiedzie, anioły czeka nagroda - staną się pełnoprawnymi Stróżami i odtąd każdy z nich obejmie opiekę nad tylko jedną osobą. Czy uda im się wszystkim wypełnić obowiązki? 

Cykl to debiut młodej polskiej autorki Moniki Jagodzińskiej. Książka została podzielona na dwanaście opowiadań, których akcja rozgrywa się po kolei w każdym miesiącu roku. Każde opowiadanie ma innego narratora - czasem jest to anioł płci męskiej, a innym razem żeńskiej - i traktuje o próbie ratowania nieszczęśliwych ludzi. 

To, co chyba najbardziej irytowało mnie w tej powieści i zarazem utrudniało czytanie to styl autorki, a konkretniej cała masa krótkich zdań i równoważników. Rozumiem, że od czasu do czasu można ich użyć (chociażby do podkreślenia niektórych cech), ale bez przesady, żeby pojawiały się praktycznie non stop? Bardzo źle się takie coś czyta. Przez ten aspekt mój początkowy entuzjazm co do tej opowieści zdecydowanie zgasł. 

Autorka zrezygnowała z profesjonalnej korekty wydawnictwa, co niestety bardzo widać w treści. Błędy rzucają się w oczy i nie brakuje zwykłych literówek, które przecież można by poprawić po uważnym przejrzeniu tekstu. Niektóre dialogi są także niepoprawnie zapisane.

Historie zawarte w opowiadaniach raczej nie zaskakują swoją oryginalnością, aczkolwiek w jakimś stopniu ciekawią. Muszę zgodzić się z tym, iż wszystkie z nich niosą nadzieję i pokazują, że nawet z najtrudniejszych sytuacji życiowych można znaleźć jakieś wyjście. Sama koncepcja aniołów, którzy jeszcze nie są prawdziwymi Stróżami i pomagają dodawać ludziom otuchy jest interesująca.

Podsumowując, niezły pomysł na fabułę był, ale został wyparty przez fatalne wykonanie. Szkoda, bo liczyłam na udaną lekturę. Zawiodłam się, ale cóż, to też się zdarza. Autorce radzę, by mimo wszystko się nie poddawała i doskonaliła swój warsztat pisarski, ponieważ jak powszechnie wiadomo, ćwiczenie czyni mistrza.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

Książka bierze również w akcji Czytam co polskie organizowanej przez Heavy Books oraz Zamkniętą w pozytywce

środa, 19 lipca 2017

Odwieczny dylemat: najpierw książka czy film?

najpierw książka czy film?
(grafika mojego autorstwa)

Nie wiem jak wy, ale ja zawsze miałam problem z ekranizacjami. Moja trudność zaczynała się wtedy, kiedy chciałam obejrzeć jakiś film, a nie przeczytałam jeszcze książki na jego podstawie. W większości takich sytuacji musiałam najpierw znaleźć czas na przeczytanie powieści i dopiero po tej czynności zapoznać się z filmem. Cóż, nie ukrywam, że takie dość radykalne postępowanie sprawiło, że w tej chwili wciąż nie obejrzałam wielu ekranizacji, których chciałam, bo nie przeczytałam książki.

Zdarzały się jednak wyjątki. Na przykład, filmy o Harrym Potterze miałam już za sobą, gdy sięgałam po pierwszą część tej serii (swoją drogą, pewnie jestem jedną z nielicznych osób, które w dzieciństwie nie znały przygód słynnego czarodzieja). Mimo wszystko, starałam się trzymać swojej zasady. Pamiętam, że kiedyś zrezygnowałam z seansu filmu (tytułu w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć) w telewizji, bo nie przeczytałam książki. 

Na szczęście obecnie moja postawa nieco się zmieniła. Dalej wolę najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć jej ekranizację, aczkolwiek nie przykładam do tego aż takiej wielkiej wagi jak kiedyś. Oglądając film, wciąż lubię zwracać uwagę na to, co w nim zmieniono w porównaniu do wersji pisanej. Zresztą, bardzo dużo produkcji powstało na podstawie książkowych pierwowzorów, więc czasami można nawet nie mieć pojęcia, że oglądany przez nas film jest na podstawie książki. 

Oczywiście, są też ludzie, którym ten dylemat jest obojętny. Szczerze im zazdroszczę, ponieważ nie mają tyle wątpliwości co ja.

Zapytałam również kilka blogerek o to, co sądzą na ten temat. Zapraszam do lektury ich wypowiedzi:

Gdy mam do wyboru książkę bądź ekranizację zdecydowanie najpierw sięgam po książkę. Głównie z tego względu, że czytając tworzymy swój własny świat, wyobrażamy sobie postaci w dany sposób, nie mamy wszystkiego podanego na tacy. Ponadto szklany ekran nie jest w stanie oddać wszystkich emocji, które przeżywamy przerzucając kolejne kartki danej pozycji. Dlatego też same ekranizacje, które zazwyczaj są gorsze od książek, zostawiam na koniec. (Ver.readsver-reads.blogspot.com)

Zdecydowanie wolę najpierw czytać książkę, a potem oglądać film. W tej kolejności nie przeszkadza mi, że znam już historię. Kiedy jest odwrotnie - już tak. Kiedy czytam książkę i poznaję po raz pierwszy jakąś historię, tworzę sobie w głowie wizję, wyobrażam sobie świat, bohaterów. Kiedy oglądam film, jestem zmuszona oglądać czyjąś wizję. I jeśli czytałam wcześniej książkę, mogę się z nią zgodzić, albo nie, ale nie przeszkadza to w oglądaniu. Najwyżej obejrzę gniota ;) Kiedy jednak obejrzę najpierw film, nie czuję potrzeby czytania książki - przecież znam już tę historię. Nie wiem, dlaczego tak to działa. A najczęściej działa przy książkach obyczajowych. Jest taki film "Projektantka" - genialny! I jest też książka. Najpierw obejrzałam, a książki nie byłam w stanie przeczytać ;) (Diana Chmielbardziejlubieksiazki.pl)

Jeśli chodzi o moją osobę, to zazwyczaj w pierwszej kolejności są książki. Zdarzają się też takie sytuacje, iż nie wiem, że dany film oparty jest na powieści, wtedy przeważnie książki już nie czytam. Dlaczego tak jest? Prawdę mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ale chyba dlatego, że czytając miałabym narzucone jak dany bohater wygląda czy jak przebiegały różne sytuacje lub też trudno byłoby mi "wpiąć" zdarzenie którego nie było w filmie. I tutaj zbliżam się do odpowiedzi na pytanie dlaczego najpierw książka, a potem film. Gdy czytam książkę i dajmy na to, będą w niej smoki, trolle itd., to ja sama mogę stworzyć tą postać przy mocy opisu np. jej wyglądu, moja wyobraźnia wtedy nie ma granic. Nie widujemy codziennie na ulicy smoków, dlatego to niezłe ćwiczenie dla naszego umysłu, aby sobie wyobrazić te stworzenia. Czytając opis takiego zwierzęcia, zwracamy uwagę na każdy szczególik, który jest podany, tak samo wyobrażając sobie człowieka, dzięki temu ćwiczymy swoją koncentrację.  Oglądając film, mamy wszystko podane na tacy. Ale ja na przykład lubię sobie po lekturze obejrzeć film, może wiem co się stanie w danym momencie, ale ciekawie jest  sobie porównać moje wyobrażenia i to co stworzył mój mózg z tym co pojawiło się na ekranach kin. Nieraz można się bardzo zaskoczyć, ale to jest w tym fajne. Ale życie opiera się na wyborach i to jest jeden z nich. Każdy wybiera to co lubi. Jedni książki, drudzy filmy, ja jestem w tej pierwszej grupie. (za_book_owanawww.instagram.com/za_book_owana)

Większość książkoholików uważa, że najpierw zdecydowanie powinno sięgnąć się po książkę, a dopiero później zapoznać się z jej ekranizacją – innego wyjścia nie ma. Ja natomiast jestem zdanie, że to wszystko zależy od historii zawartej w danej produkcji. Oczywiście staram się zaczynać od tego, co było pierwsze, czyli książki, w końcu nie od dziś wiadomo, że książka przeważnie jest lepsza niż film, jednakże bardzo często zdarza mi się też tak, że gdy zapoznam się i z opisem powieści i jej ekranizacji. dochodzę do wniosku, że książka nie przekonuje mnie tak do końca i bezpieczniej będzie najpierw zapoznać się z jej ekranizacją. Już wiele razu zaoszczędziło mi to czasu, gdyż nie poświęcałam go na jakąś historię, która koniec końców w ogóle mi się nie spodobała. Czasem też to właśnie film zachęcił mnie do zapoznania z książką, chociaż prędzej nie miałam na nią najmniejszej ochoty. Jak więc mówiłam w moim przypadku to wszystko zależy od historii i choć kocham czytać książki bardziej niż oglądać filmy, to jednak tutaj moje zdanie jest całkowicie odmienne od tego popularnego przekonania. (Katherine Parkerabout-katherine.blogspot.com)

Najpierw sięgam po książkę, później dopiero może sięgam po ekranizację. Dlaczego tak? Bo zazwyczaj pierwotna wersja (czyli książka, o ile nie jest napisana na podstawie filmu) jest lepsza od ekranizacji. Nie chcę sobie zepsuć lektury oglądając film i dowiadując się, jakie będzie zakończenie przed przeczytaniem książki. O wiele większą frajdę sprawi mi dowiedzenie się tego dzięki książce. (zielone.recenzjezielonerecenzje.blogspot.com)

A wy czytacie najpierw książkę czy może najpierw oglądacie ekranizację? A może nie ma to dla was znaczenia? 

czwartek, 13 lipca 2017

Żurnalista - Miłość, po prostu

Tytuł: Miłość, po prostu
Autor: Żurnalista 
Wydawca: Żurnalista
Liczba stron: 229

O tym tomiku poezji słyszała chyba połowa polskiego bookstagrama, jeśli nie więcej. Wszyscy zachwycają się twórczością tajemniczego Żurnalisty i piszą, że jego wiersze wywarły na nich ogromne wrażenie. Ja raczej rzadko czytam poezję (chociaż ostatnio trochę się to zmienia), lecz kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania tej głośnej pozycji postanowiłam, że się zgodzę i przekonam się, czy autor trafi w mój gust. Czy zatem Miłość, po prostu jest moim zdaniem tak dobra, jak sądzą inni? 

O autorze wiemy niewiele. Używa pseudonimu Żurnalista i opisuje siebie jako osobę, która chce kochać i być kochanym. Jego wiersze nie powstałyby, gdyby nie pewna brunetka. Ich związek się zakończył, ale on wciąż kocha, tęskni i cierpi. Swoje uczucia przelał na papier i tak oto powstała ta książka - z miłości, która niestety nie zakończyła się szczęśliwie. 

Wiersze są w większości bardzo krótkie i przesłanie jest dość oczywiste, ale myślę, że to właśnie w prostocie tkwi ich urok. Co jakiś czas możemy natrafić na dłuższe teksty, aczkolwiek również opisane w iście poetycki sposób. Podobają mi się wszystkie, choć niektóre bardziej, a inne mniej. Widać, że Żurnalista napisał je prosto z głębi serca. 

Na podstawie wierszy można wywnioskować, że autor to mężczyzna jednocześnie silny, ale równocześnie wrażliwy, bo tylko ktoś taki mógłby napisać takie utwory. Podczas czytania nie sposób nie współczuć mu straty, a ze stron aż bije nostalgia i cierpienie. W prostych słowach zostały tutaj ujęte niezwykłe uczucia. 

Jestem pewna, że Miłość, po prostu to liryka, która zafascynuje dużą część kobiet. Wiersze te są wprost stworzone dla romantyczek. Mnie osobiście tak bardzo nie zachwyciły, ale muszę przyznać, że przypadły mi do gustu. Myślę, że każdy odbiera inaczej poezję, a niektórzy patrzą na nią też przez pryzmat własnych doświadczeń, dlatego też zdania mogą być podzielone (zresztą, czy w innych przypadkach też tak nie jest?). Zachęcam do sięgnięcia, jeśli chcecie się przekonać, jak będzie w waszym przypadku. 

Książkę możecie zamówić na www.żurnalista.pl

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi. 

wtorek, 11 lipca 2017

Tosca Lee - Pierworodna

Tosca Lee - Pierworodna
Autor: Tosca Lee
Tytuł: Pierworodna
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 383

Audra wreszcie odkrywa, z jakiego powodu poddała się zabiegowi pamięci. Wie też już, kogo tak naprawdę ma chronić. Teraz ma jeden cel: znaleźć Historyka i być może spróbować zakończyć trwającą od wieków wojnę pomiędzy Potomkami a Dziedzicami. Z pomocą Luki oraz swoich najbliższych przyjaciół szuka sposobu na pokonanie wrogów. Dziewczyna również odkrywa, jak potężną, ale niebezpieczną w skutkach ma moc. Czas ucieka, a ona musi wyjść z sytuacji, w której się znalazła i zapewnić lepszą przyszłość Potomkom. 

Pierworodna jest ostatnią częścią dwutomowego cyklu Piętno Krwawej Hrabiny autorstwa Toscy Lee. Potomkowie, czyli pierwszy tom z serii mnie zaciekawił, aczkolwiek do końca nie spełnił moich oczekiwań. Jak było tym razem? 

Gdzieś tak do połowy książki fabuła nie za bardzo mnie pochłaniała. To dość dziwne, bo praktycznie od początku coś się dzieje, akcja ciągle pędzi i nie ustaje aż do samego końca. Pomimo tego jednak czytanie mi się trochę dłużyło. Natomiast w drugiej połowie nagle wszystkie wydarzenia zaczęły mnie bardzo interesować, a z bohaterami przeżywałam wszystkie emocje. Myślę, że po prostu dużo faktów mnie przytłoczyło i musiałam się do tego przyzwyczaić. Ale całościowo uważam, że wszystkie wątki w powieści są interesujące. 

Podoba mi się relacja pomiędzy Audrą a Luką. W recenzji pierwszej części na nią narzekałam, aczkolwiek tutaj została ładnie przedstawiona. Oboje troszczą się o siebie nawzajem i byliby gotowi oddać życie za drugiego. Chociaż nie pamiętała, że go kochała, Audra zakochała się w Luce na nowo. Jej uczucia do niego jeszcze bardziej umacnia pewien sekret, o którym dziewczyna się dowiaduje. 

W Pierworodnej nie brakuje niesamowitych pościgów niczym z prawdziwych filmów akcji. Bohaterka jest zmuszona do ciągłej ucieczki przed Dziedzicami, którzy tylko czekają na to, aż ona popełni błąd i dostanie się w ich ręce. To wszystko nie udałoby się, gdyby nie nadzwyczajne zdolności Audry do przekonywania ludzi. Skłonni do pomocy przyjaciele bohaterki także muszą nieustannie zmieniać miejsce pobytu, by nie zostać złapanym. 

Nie byłoby tej opowieści, gdyby nie legendy krążące o Elżbiecie Batory, którą nazywa się także Krwawą Hrabiną. Ponoć wielokrotnie torturowała ona i zabijała swoje służące oraz kąpała się we krwi dziewic wierząc, że pomoże to zachować jej wieczną młodość. Krąży o niej wiele pogłosek, ale nikt do końca nie wie, czy są prawdziwe. Ostatecznie przeciwko hrabinie wytoczono proces sądowy i została zamurowana żywcem w zamku w Čachticach, gdzie zmarła. Jej historia zainspirowała Toscę Lee do napisania tejże powieści. Potomkowie tacy jak Audra są właśnie z linii rodu Elżbiety Batory. 

Nie jestem jednak usatysfakcjonowana zakończeniem. Uważam, że rozegrało się za szybko. Ponadto autorka zostawiła kilka wątków niewyjaśnionych, co mnie akurat irytuje, bo chciałabym dowiedzieć się, co dalej się wydarzyło. Miało wyjść spektakularnie, wyszło... zwyczajnie. Jeden aspekt mnie zaskoczył, ale ostatecznie został potraktowany zupełnie po macoszemu. Rozstrzygnięciem tej historii jestem chyba najbardziej zawiedziona. Brakowało mi w nim wyjaśnień i przede wszystkim spójności oraz logiki. Niektórzy może powiedzą: ale hej, przecież to miało być częściowo otwarte zakończenie! Przykro mi, ale dla mnie i tak jest słabe. 

Potomkowie i Pierworodna to książki z ciekawą fabułą i równie interesującymi postaciami. Osoby, które lubią czytać pozycje fantastyczne i zarazem przygodowe na pewno znajdą w nich coś dla siebie. Największą wadą jest jednak sam koniec, gdyż dla mnie wydaje się trochę za bardzo absurdalny, no ale cóż. Nie jest tak tragicznie, ale dobrze też nie. W każdym razie, jeśli nie zraża Was to nieszczęsne zakończenie, polecam oba tomy, bo pomimo tych wad to nieźle skonstruowana powieść młodzieżowa. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

środa, 5 lipca 2017

Brandon Sanderson - Kości Skryby

Brandon Sanderson - Kości Skryby
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Kości Skryby
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 316

Tym razem Alcatraz znowu pakuje się w kłopoty. Chłopak kontaktuje się ze swoim dziadkiem, który mówi mu, iż znajduje się w Bibliotece Aleksandryjskiej i poszukuje ojca Alcatraza. Główny bohater bez zastanowienia postanawia udać się tam, by pomóc swojemu dziadkowi. W tej wyprawie towarzyszy mu Bastylia, jej matka oraz dwóch nowo poznanych kuzynów. Nie będzie to łatwa wyprawa, gdyż w Bibliotece Aleksandryjskiej znajdują się przerażający kustosze, należący do sekty Kości Skryby i będący najstraszniejszymi wśród Bibliotekarzy. Nic jednak nie cofnie Alcatraza przed uratowaniem dziadka oraz być może odnalezieniu ojca... 

Kości Skryby to druga część serii Alcatraz kontra Bibliotekarze. Pierwszy tom był według mnie niebanalny i dostarczył mi niemało rozrywki z czytania. Podobnie jest z tym, który śmiało dorównuje swojej poprzedniczce. Przygody Alcatraza, a głównie jego walka z podstępnymi Bibliotekarzami, są intrygujące. W tym miejscu muszę również pogratulować autorowi wyobraźni, bo to, co zawarł on w tej książce, jest z pewnością bardzo oryginalne. 

Właściwie to Brandon Sanderson wcale nie napisał tej powieści. Jej autorem tak naprawdę jest sam główny bohater, Alcatraz Smedry. I to on przestrzega nas przed Bibliotekarzami, którzy rządzą światem. Nie dajcie się zwieść ich sztuczkom! Fałszują historię i naukę, ukrywają prawdziwe fakty. To przez nich książka ta musiała być wydana jako fantastyczna, podczas gdy przecież w rzeczywistości jest autobiografią. Alcatraz chce nam uświadomić, byśmy nie wierzyli we wszystko, co słyszymy. 

Alcatraz to przykuwający uwagę narrator. Na początku każdego rozdziału zwraca się do czytelników, wyjaśniając niektóre sprawy lub podejmując zupełnie nieistotne tematy. Nazywa siebie kłamcą i całkiem przypadkowo ma tendencję do przerywania akcji w najbardziej emocjonującym momencie. Ale to przecież dzięki niemu ta opowieść jest taka niezwykła. 

Poznajemy także kilku nowych bohaterów, na przykład matkę Bastylii. Jej relacje z córką nie są dość dziwne i zdecydowanie nie najlepsze, ale mam nadzieję, że to się jakoś zmieni, a ten wątek zostanie rozwinięty. W fabule pojawiają się także inni członkowie rodziny Smedrych, co z kolei owocuje nowymi dziwacznymi talentami, które dla zwykłych ludzi mogłyby być przekleństwem, a dla nich to prawdziwy dar. 

Jeśli już o talentach mowa, muszę wspomnieć o Alcatrazie i jego skłonności do psucia różnych rzeczy. Chłopak teoretycznie nauczył się, jak kontrolować tę umiejętność, jednak wciąż w niektórych sytuacjach nie umie nad nią zapanować. Ten dar odgrywa także swoją większą rolę w książce. 

Kontynuacja Piasku Raszida przypadła mi do gustu tak samo pierwszy tom. Teraz tylko czekam, aż pojawi się trzecia część i mam nadzieję, że będzie równie dobra jak jej poprzedniczki. Historia o Alcatrazie bawi i przynosi niezłą rozrywkę. Polecam ją absolutnie wszystkim, którzy są zainteresowani. Warto przecież sięgnąć po coś, co wyjawia prawdę o świecie i ostrzega przed Bibliotekarzami, czyż nie? ;) 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

niedziela, 2 lipca 2017

A.J. Banner - Mroczna toń

Autor: A.J. Banner
Tytuł: Mroczna toń
Wydawnictwo: HarperCollins 
Liczba stron: 302

Kyra, z zawodu biolog morski, po wypadku podczas nurkowania traci pamięć. Zapomina kilka ostatnich lat swojego życia, ale też zdarza jej się nie pamiętać tego, co robiła dziesięć minut temu. Wraz z mężem Jacobem przeprowadza się na odizolowaną od świata wyspę, by powoli dojść do siebie. Kobieta w kwestii zapomnianej przeszłości musi zaufać Jacobowi, który cierpliwie odpowiada na jej wszystkie pytania. Szybko jednak Kyra zaczyna mieć wątpliwości i postanawia na własną rękę dowiedzieć się prawdy o wspomnieniach. Tym samym odkrywa, że wersja jej męża w znacznym stopniu różni się od rzeczywistości...

A.J. Banner to powieściopisarka, która urodziła się w Indiach, a wychowała w Ameryce Północnej. Zanim zaczęła na poważnie pisać, pracowała w różnych miejscach, m.in. w szkole prawniczej. Jej debiutancka książka psychologiczna The Good Neighbor trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów Kindle'a na 34 dni. Jest fanką Agaty Christie. Obecnie mieszka z mężem i pięcioma kotami na Wybrzeżu Północno-Zachodnim. 

Mroczna toń jest thrillerem psychologicznym, skupiającym się na Kyrze Whintrop i jej drodze do poznania prawdy o przeszłości. Chociaż jej mąż określa ich związek jako bardzo dobry, a wręcz idealny, kobiecie nie chce się wierzyć, że było jak w bajce. Jacob próbuje rozwiać wątpliwości Kyry, ale ona wciąż jest nieprzekonana. Momentami powracają jej urywki wspomnień stawiające pod znakiem zapytania opowieści własnego męża. Do tego jeszcze Kyra miewa nawracający koszmar z wypadku, który może być użyteczny w poznaniu prawdziwej wersji wydarzeń. 

Ciągle do końca nie wiem, co mam myśleć o Jacobie. Przez większą część książki wydawał się raczej nudną postacią (i to pomimo tego, że zdaniem Kyry coś ukrywał). Dopiero pod koniec jego charakter zdecydowanie bardziej mnie zaciekawił. Myślę jednak, że ten bohater w zamyśle autorki już taki miał być, a jego zachowania, jeśli się nad tym zastanowić, mają głębokie podłoże psychologiczne. 

Pojawiają się tutaj również inne postacie, które mniej lub bardziej przyczyniają się do odkrywania prawdy przez Kyrę. Każda z nich na swój sposób przyciąga uwagę i sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czy główną bohaterkę łączyły z nimi w przeszłości silne więzy emocjonalne, gdyż niektóre wypowiedzi mogą na to wskazywać. Mnie osobiście najbardziej zaciekawił Doug, starszy mężczyzna mający na wyspie status dziwaka, któremu Kyra przypominała pewną ważną osobę z jego życia. 

Z powieści dowiadujemy się także kilku interesujących faktów, szczególnie na temat biologii morskiej, bo w końcu taką specjalnością zawodowo zajmuje się Kyra. Pojawia się kilka łacińskich nazw roślin czy zwierząt oraz ciekawostek z ich życia. Może nie ma tego tak dużo, ale dodaje to całej historii smaczków. 

Fabuła chwilami faktycznie trzyma w napięciu, jednak nie odczuwałam tego przez cały czas. Kyra ma przebłyski wspomnień, które często wplecione są w środek teraźniejszych wydarzeń, przez co sami musimy się domyślić, że to retrospekcje. Na końcu książki następują prawdziwe sceny akcji, co sprawia, że nie można oderwać się od lektury. Nie powiem, żebym niektórych spraw się nie domyśliła, ale muszę przyznać, że kilka innych rzeczy mnie zaskoczyło. 

Mroczna toń bardzo mi się spodobała. Na pewno nie jest to wybitna książka, ale już sam fakt, że opowiada o amnezji powypadkowej, czyni z niej ciekawą pozycję dla czytelników. Zwykle nie czytam takiego rodzaju literatury, aczkolwiek po lekturze tej powieści chciałabym sięgnąć po więcej książek o tematyce psychologicznej połączonej z thrillerem. Polecam fanom tego gatunku, ale też osobom, które chcą po prostu sięgnąć po odmienną pozycję z innego rodzaju  niż ten, który dotychczas czytali. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska. 
Znalezione obrazy dla zapytania harpercollins polsska

środa, 28 czerwca 2017

Vi Keeland - Walka

Autor: Vi Keeland
Tytuł: Walka
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 342

Elle pracuje w kancelarii prawniczej, ma chłopaka w tym samym zawodzie i wydawać by się mogło, że spokojne i poukładane życie. Ukrywa jednak pewien sekret z przeszłości, który chciałaby móc wymazać z pamięci. W jej nudnej, rutynowej codzienności zaczynają pojawiać się zmiany, kiedy kobieta poznaje Nica Huntera - słynnego zawodnika MMA. Nico przychodzi do jej biura w celu rozwiązania umowy o sponsoring, ale czy na pewno na tym się skończy? Elle jest nim zafascynowana od pierwszego spotkania, zresztą z wzajemnością. Czy dwójka ludzi z praktycznie innych środowisk może mieć ze sobą coś wspólnego? Ale w końcu jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają, prawda? 

Vi Keeland to popularna amerykańska autorka romansów. Jest matką trzech dzieci i prawdziwym molem książkowym. W Polsce zasłynęła z trylogii MMA Fighter, w skład której wchodzi właśnie Walka

I może już na wstępie napiszę, że jak się pewnie domyślacie, historia o Elle i Nicu to dość typowy romans. Fabuła przez większość czasu skupiona jest na naszej głównej parze, a do tego dochodzi jeszcze kilka pobocznych wątków. Podeszłam do tej lektury bez większych oczekiwań na jakieś niesamowite zwroty akcji czy też wyłamanie się ze schematu. Pomimo wszystko, Walka okazała się przyjemną książką na dwa wieczory. 

Nico to facet, na którego punkcie szaleją kobiety. Przystojny, umięśniony zawodnik MMA ma tłumy fanek, ale to Elle skrada jego serce. Ich uczucie rozwija się bardzo szybko i powiedziałabym nawet, że odrobinę za prędko. Autorka serwuje nam jednakże dobrze opisane odczucia obojgu bohaterów, sprawiając, że zaczynamy mocno kibicować tej dwójce. 

Vi Keeland pisze lekko, co sprawia, że powieść tę czyta się bardzo szybko. Rozdziały naprzemiennie są raz z perspektywy Elle, a następnie z punktu widzenia Nica. Dzięki temu zabiegowi możemy dowiedzieć się więcej o prywatnym życiu postaci, a także zdać sobie sprawę, że każde z nich skrywa jakąś ciężką tajemnicę z przeszłości. 

Zabrakło mi w tej opowieści więcej ciekawostek z prawniczego świata. W końcu główna bohaterka jest prawniczką, więc pomyślałam, że może troszeczkę tego będzie, a okazało się, że zostało to potraktowane bardzo powierzchownie i płytko. Tak samo z niekorzystną umową o sponsoring, z którą Nico przychodzi do kancelarii - nie znamy praktycznie jej szczegółów. W końcu przez to Elle i Nico się poznali, toteż liczyłam, że sprawa ta będzie miała jakieś większe znaczenie. No dobra, ale w końcu to romans, więc może za dużo wymagam? 

Podsumowując, Walka jest książką, którą polecam wielbicielom historii miłosnych. Nie jest to opowieść wybitna, ale też nie zła - idealna na odstresowanie się po ciężkim dniu. Nie brakuje też w niej wad, lecz w ostateczności można by przymknąć na nie oko. Jeśli czujecie się zainteresowani, sięgnijcie i przekonajcie się, czy ta historia przypadnie Wam do gustu. 

Za książkę dziękuję księgarni internetowej PanTomasz.pl.
PanTomasz.pl

niedziela, 25 czerwca 2017

Słowem wyjaśnienia

Dzień dobry, cześć, witajcie... 

Cóż by tu napisać na początek? Wiem, że zawiodłam. I siebie, i Was. Przez długi czas bardzo zaniedbałam bloga. Przyczyn tego było wiele, m.in. szkolne obowiązki, ale też zwykłe lenistwo. Dopadła mnie niechęć do czytania, a co za tym idzie, do pisania recenzji. Nie zrozumcie mnie źle - przecież kocham czytać - ale miałam pewnego rodzaju zastój, kryzys czytelniczy. Na szczęście, myślę, że już mi przeszło. Odzyskałam chęci do sięgania po książki i motywację do prowadzenia bloga. 
W związku z tym powracam. Mam pomysły na nowe serie, które urozmaiciłyby tego bloga. W związku z tym, że mam teraz wakacje, część swojego czasu zamierzam poświęcić właśnie mojemu miejscu w sieci. Żywię nadzieję, iż ktoś tu jeszcze z moich Czytelników został i nie będę pisać tylko dla siebie. I jeśli w tym momencie to czyta, niech wie, że jestem ogromnie wdzięczna za zajrzenie tutaj. 
Także ten, ja już więcej nie przedłużam, tylko zabieram się do nadrabiania zaległości. Naprawdę  jeszcze raz bardzo dziękuję każdemu, kto wchodzi i czyta moje wpisy :D

środa, 19 kwietnia 2017

Winston Graham - Ross Poldark

Autor: Winston Graham 
Tytuł: Ross Poldark
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 462

Ross Poldark wraca z amerykańskiej wojny do swojego domu w Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że podczas jego nieobecności wiele się zmieniło. Nie dość, że umarł mu ojciec, to jeszcze ukochana Rossa, Elizabeth, zaręczyła się z jego kuzynem. Mężczyzna usiłuje pogodzić się z tymi wydarzeniami. Zaczyna również odbudowywać majątek, który został zrujnowany podczas nieobecność Poldarka. Któregoś dnia postanawia zabrać do domu spotkaną na targu biedną dziewczynę o imieniu Demelza, co całkowicie odmienia jego życie. 

Winston Graham był brytyjskim pisarzem i autorem wielu książek, głównie historycznych. Największą popularność przyniosła mu jednak saga o rodzie Poldarków. Urodził się w Manchesterze, a w wieku 17 lat przeprowadził się do Kornwalii. Został uhonorowany Orderem Imperium Brytyjskiego oraz nagrodą Złoty Sztylet. Zmarł w 2003 roku. 

Cykl o Poldarkach chciałam przeczytać od chwili, kiedy zobaczyłam serial. Telewizyjna adaptacja bardzo przypadła mi do gustu i czułam, że wersja pisana mi się spodoba. Obawiałam się jednak, że styl pisania Winstona Grahama będzie dla mnie za ciężki, ale okazało się wręcz przeciwnie. Ostatecznie muszę przyznać, że pierwszy tom tejże sagi jak najbardziej zasługuje na uwagę. 

Akcja powieści toczy się w latach 1783-1787 w Kornwalii. Autor bardzo wyraziście opisał krajobrazy tamtejszych terenów, dzięki czemu w naszej wyobraźni powstaje obraz tych z pewnością pięknych miejsc. Oprócz tego, oczywiście zostały zachowane też wszystkie elementy świadczące o tym, że faktycznie mamy do czynienia z akcją osadzoną w XVIII wieku, m.in. stroje, obyczaje oraz język, którym posługują się bohaterowie. Te aspekty tworzą niezwykłą atmosferę otaczającą opowieść. 

Bohaterów znajdziemy tutaj dość sporo, jednakże tym głównym jest sam Ross, chociaż w dalszej można by zaliczyć do tego jeszcze Demelzę. Wszystkich wykreowano bardzo wiarygodnie i każdy z nich posiada zarówno zalety, jak i wady. Ross początkowo denerwował mnie tym, że gdy rozmowa schodziła na niewygodne dla niego tematy, zmieniał temat i mówił o czymś zupełnie innym, udając, iż wcale nie usłyszał tego, co powiedział rozmówca. Demelza natomiast przekonała mnie do siebie już przy pierwszym pojawieniu się jej osoby - ach, ta dziewczyna ma naprawdę wspaniałą osobowość i energię! 

Bardzo podoba mi się przedstawienie relacji pomiędzy Rossem a Demelzą. Dziewczyna jest zwykłą służącą, a Ross pochodzi z wyższej klasy, ale to nie przeszkadza w rozwoju uczuć pomiędzy nimi. Możemy obserwować zafascynowanie Demelzy Rossem, które potem także zostaje odwzajemnione i rodzącą się prawdziwą miłość między tą dwójką. 

Jest to powieść wielowątkowa, w której każdy może znaleźć coś dla siebie. I może jej fabuła nie stanowi jakiegoś wielkiego przełomu, ale losy Poldarków (i nie tylko) czyta się z dużym zaciekawieniem. To przejmująca historia o godzeniu się z rzeczywistością, miłości, szukaniu swojego miejsca na ziemi i sprzeciwianiu się panującym zasadom. Niewątpliwie to także bogate źródło wiedzy życiu i kulturze ludzi w XVIII wieku. 

Ross Poldark to znakomita lektura, która przenosi nas do malowniczej Kornwalii, gdzie wraz z bohaterami przeżywamy ich wzloty i upadki. Mnie osobiście książka ta ani odrobinę nie zawiodła. Chętnie sięgnę po kolejny tom z nadzieją, że będzie tak dobry jak ten. Polecam, jeśli lubicie rodzinne sagi z tłem historycznym. 

Za możliwość zapoznania się z tą historią dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca. 
Znalezione obrazy dla zapytania czarna owca wydawnictwo

wtorek, 11 kwietnia 2017

Brandon Sanderson - Piasek Raszida

Brandon Sanderson - Piasek Raszida
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Piasek Raszida
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 304

Alcatraz to młody chłopak z dziwacznym imieniem i równie osobliwym talentem do psucia różnych rzeczy. Błąka się on po rodzinach zastępczych, ponieważ po jego wyczynach nikt nie chce przyjąć go na stałe. Na trzynaste urodziny otrzymuje tajemniczą paczkę od nieżyjących rodziców, w której znajduje... woreczek z piaskiem. Szybko jednak pakunek zostaje skradziony, a jednocześnie w życiu Alcatraza pojawia się staruszek przedstawiający się jako jego dziadek Smedry. Chłopiec zostaje wciągnięty w świat, o którym dotychczas niemal nie miał pojęcia, gdzie rodzina Alcatraza wraz z pozostałymi członkami grupy walczy z groźnymi Bibliotekarzami mającymi pełną władzę nad światem. Razem mobilizują siły, żeby odebrać złej stronie piasek Raszida, który może pozwolić im na wyrządzenie niewyobrażalnych szkód. 

Brandon Sanderson to amerykański pisarz fantastyczny i młodzieżowy. Dwukrotnie zdobył nagrodę Hugo. Całkiem niedawno odwiedził Polskę i uczestniczył w spotkaniu autorskim. 

Piasek Raszida zaintrygował mnie od pierwszej strony swoją narracją. Narrator już bowiem na początku próbuje nam uświadomić, iż czytana książka to jego autobiografia, uznana w tym świecie za fantastykę. W treści w bezpośredni sposób zwraca się do czytelnika, niejednokrotnie z humorem czy ironią. Skojarzyło mi się to trochę z Serią niefortunnych zdarzeń, gdzie także narracja była dość podobna. Ten aspekt w powieści jest jedną z najciekawszych rzeczy i sprawia, że odbiorca czuje się w pewien sposób zbliżony do narratora. Cieszę się, że autor postanowił na taki właśnie zabieg, który bardzo przypadł mi do gustu. 

Świat przedstawiony został wykreowany niesamowicie interesująco. Nie ukrywam, że już od kiedy tylko przeczytałam przedmowę, czułam się zachęcona do dalszej lektury. Co to są Ciszlandy albo Wolne Królestwa? O co właściwie chodzi z tymi całymi Bibliotekarzami? Na niektóre pytania nie ma takiej oczywistej odpowiedzi, ale można łatwo domyślić się tego z kontekstu. 

Główny wątek Bibliotekarzy sprawił, że z niecierpliwością przerzucałam kolejne strony, aby tylko poznać ich tajemnice i dowiedzieć się więcej o tej organizacji. Zresztą, tak samo jak ich system, ciekawi wyjątkowa rodzina Smedrych, posiadająca swoje użyteczne do walki z Bibliotekarzami zdolności. Każdy z tego rodu ma mniej lub bardziej znaczące talenty. Dla czytelników początkowo wydawać się one mogą absurdalne, ale jak się okazuje w dalszej części, są bardzo pomocne. 

Warto również poświęcić uwagę bohaterom tej lektury. Wydaje mi się, że wszystkich z nich wykreowano tak, by swoim usposobieniem przyciągały zainteresowanie. Alcatraz, mimo iż mówi o sobie, że wcale nie jest dobry (a wręcz przeciwnie), przypadł mi swoim postępowaniem do gustu. Polubiłam także Bastylię, młodziutką dziewczynę, zobowiązaną chronić dziadka Smedry'ego. Ma z pozoru dość wredny charakter, ale i tak uwielbiam jej cięte riposty. 

Piasek Raszida to książka, którą polecam wszystkim wielbicielom fantastyki i powieści młodzieżowych. Pozycja ta wciągnęła mnie w swój świat i zaciekawiła nietuzinkową fabułą oraz sposobem prowadzenia narracji. Wyczekuję kolejnego tomu z niecierpliwością i mam wrażenie, że spodoba mi się równie jak ta część. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

niedziela, 9 kwietnia 2017

Rebecca Stead - Całkiem obcy człowiek

Rebecca Stead - Całkiem obcy człowiek
Autor: Rebecca Stead 
Tytuł: Całkiem obcy człowiek
Wydawnictwo : IUVI 
Liczba stron: 323

Bridge, Tabitha i Emily są najlepszymi przyjaciółkami od kiedy tylko pamiętają. Bridge miała kiedyś wypadek, którego teoretycznie nie powinna była przeżyć, a teraz stara się zrozumieć, dlaczego wciąż żyje. Z nieznanych przyczyn zaczyna też nosić opaskę z kocimi uszami. Tab to zaciekła feministka, w każdej możliwej sytuacji walcząca o prawa kobiet. Em natomiast poznaje chłopaka, z którym zaczyna wymieniać się specyficznymi zdjęciami. Ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę, pytanie tylko, czy przetrwa? Sherm usiłuje pogodzić się z rozwodem swoich dziadków i wciąż ma żal o o odejście dziadka. Jamie z kolei zakłada się o coś z kolegą i za wszelką cenę próbuje ten zakład wygrać, a dla pewnej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu. Losy tych wszystkich bohaterów splatają się w niezwykłej historii pełnej nadziei. 

Rebecca Stead zadebiutowała powieścią First Light, która znalazła się na liście Best Books for Teens. Ma w swoim dorobku kilka innych książek dla młodzieży, m.in. When You Reach Me oraz Kłamca i szpieg (ta ma ukazać się w Polsce w maju tego roku). Pisarka zdobyła też nagrody Guardian Prize for Children's Fiction, Newberry Medal i Boston Globe-Horn Award. Razem z rodziną mieszka w Nowym Jorku. 

Całkiem obcy człowiek to książka opowiadająca przede wszystkim o problemach współczesnych nastolatków. Jej bohaterowie to młodzi ludzie, zmagający się że swoimi kłopotami i dylematami. Przeważają w niej takie motywy jak przyjaźń i miłość, które są wspólnym czynnikiem dla wszystkich historii tutaj przedstawionych. Postacie próbują uporać się ze zmartwieniami, jednocześnie dowodząc, że praktycznie z każdej sytuacji jest wyjście i nie ważne, jak wydaje nam się, że jest źle, zawsze istnieje światełko na końcu tunelu. Myślę, że naprawdę warto o tym pamiętać w trudnych sytuacjach. 

Wydaje mi się, że w treści przeważają wydarzenia z życia przyjaciółek: Bridge, Em i Tab. I każda z nich jest w jakiś sposób połączona z innym bohaterem pojawiającym się na kartach powieści. Niewątpliwie wszyscy z nich warci są uwagi, bo piszą oni osobno swoją własną historię. Mnie najbardziej zaciekawiła tajemnicza licealistka, pojawiająca się w rozdziałach pisanych w narracji drugoosobowej. Dopiero na końcu poznajemy jej tożsamość, więc przez resztę czasu możemy się tylko domyślać, kto to. 

Początkowo odniosłam wrażenie dość chaotycznie rozpisanej fabuły. Rozdziały z narracją trzecioosobową przeplatają się z drugoosobową oraz z osobnymi listami jednego z bohaterów. Odrobinę mnie to przytłoczyło, ale potem się do tego przyzwyczaiłam. Ciągle mam jednak pewne wątpliwości co do sposobu, w jakim autorka napisała tę książkę. Z jednej strony jest nawet ciekawy (a tak swoją drogą, pierwszy raz spotkałam się z drugoosobową narracją, co było dla mnie interesującym doświadczeniem), ale z drugiej natomiast coś mi w tym nie pasuje. Tak czy siak, pani Stead należy się plus za kreatywność. 

W książce znajduje się bardzo dużo dialogów. Zbędnych opisów nikt także się nie dopatrzy. To taka lekka opowieść na jeden czy dwa wieczory, ale niosąca też przesłanie, żeby nigdy się nie poddawać. 

Całkiem obcego człowieka polecam szczególnie młodzieży, która być może wyniesie coś z lektury. Obawiam się, że starszym czytelnikom mogłaby tak bardzo nie przypaść do gustu. Jeśli jednak jesteście nią zainteresowani, sięgnijcie - a nuż wam się spodoba?

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Colonia (2016)

Znalezione obrazy dla zapytania colonia movie
Tytuł: Colonia
Rok produkcji: 2016
Reżyseria: Florian Gallenberger
Gatunek: dramat 

Chile, rok 1973. Młoda stewardessa Lena przylatuje do swojego chłopaka Daniela, który jest zwolennikiem prezydenta Salvadora Allende i aktywnie bierze udział w propagowaniu jego czynów. W czasie jej pobytu wybucha zamach stanu, a Daniel zostaje porwany przez tajemniczy samochód. Zrozpaczona dziewczyna dowiaduje się, że wysłano go do Colonii Dignidad, osady, w której ludzie żyją w koszmarnych warunkach i niejednokrotnie podlegają torturom. Lena postanawia dołączyć do sekty i spróbować odnaleźć swojego ukochanego. 

Przerażające w tym filmie jest to, że Osada Godność faktycznie istniała. Tło wydarzeń jest rzeczywistym obrazem tego, co jeszcze całkiem niedawno, bo przecież kilkanaście lat temu, miało tam miejsce. Ta świadomość przeraża i wstrząsa. W  La Sociedad Benefactora y Educacional Dignidad (tak brzmi pełna nazwa tej osady) łamanie praw człowieka było na porządku dziennym. Przywódca sekty, Paul Schäfer, uważał się za swego rodzaju bóstwo. Aresztowany został dopiero w 2005 roku, a 5 lat później zmarł w więzieniu. 

Aktorzy według mnie spisali się bardzo dobrze. Emma Watson grająca Lenę zdecydowanie dawno wyszła już z wizerunku Hermiony z serii o Harrym Potterze. W Colonii pokazała na co ją stać i przedstawiła postać silnej i zdeterminowanej kobiety. Daniel Brühl jako Daniel również realistycznie wykreował swoją rolę. Oczywiście na uwagę zasługują też wszyscy inni pozostali, a szczególnie ci, którzy wcielili  się w ludzi blisko powiązanych z osadą. 

Podczas seansu naprawdę bardzo kibicowałam Lenie i Danielowi. W środku filmu ich wątek co prawda schodzi na drugi plan, ale wciąż jest ważny. Podziwiam dziewczynę za to, że dobrowolnie poświęciła się dla Daniela i dołączyła do Colonii Digindad. Na pewno wiedziała, co się z tym wiąże, ale pomimo tego zdecydowała się na to, żeby go odnaleźć. Ten czyn tylko dowodzi, jak bardzo kochała swojego chłopaka. 

Fabuła trzyma w napięciu od samego początku, chociaż ciągu niektórych wydarzeń się domyśliłam, ale nie stanowiło to większego problemu. Podoba mi się także klimat - jest on naprawdę niezwykły, taki niepokojący i złowrogi, stanowiący idealną aurę dla wydarzeń rozgrywających się w osadzie. Również wyjątkowa muzyka odgrywa tutaj swoją rolę.

Znalezione obrazy dla zapytania daniel bruhl colonia gif
Colonia to trudy film, który może momentami wstrząsać brutalnością. Nie polecam go przewrażliwionym osobom. Bardzo żałuję, że obraz ten przeszedł w Polsce bez większego echa. Z tego, co mi wiadomo, nie był nawet wyświetlany w kinach. A szkoda, bo uważam, że to historia warta poświęcenia czasu. Po obejrzeniu nasuwa się wiele pytań i przemyśleń. Bardzo polecam, jeśli jesteście zainteresowani. 

czwartek, 30 marca 2017

Shane Hegarty - Miasteczko Darkmord

Shane Hegarty - Miasteczko Darkmord
Autor: Shane Hegarty
Tytuł: Miasteczko Darkmord
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Liczba stron: 382

Miasteczko Darkmord nigdy nie cieszyło się dobrą sławą. Turyści omijają to miejsce szerokim łukiem, a jeśli już się tam przez przypadek znajdą, jak najszybciej stamtąd wyjeżdżają. Darkmord charakteryzuje się jeszcze jedną, najważniejszą cechą: to do tej mieściny regularnie przedostają się potwory, a ściślej mówiąc Legendy. Przychodzą z innego świata przez portale mogące pojawić się właściwe w każdym zaułku miasta, niebezpieczne i groźne, by siać zniszczenie. Jednak nie myślcie sobie, że nikt z tym nic nie robi - co to, to nie. Od tego są Łowcy Legend.

Dwunastoletni Finn od najmłodszych lat był szkolony na przyszłego łowcę. Chłopiec należy do pradawnego rodu Łowców Legend, a jego ojciec jest w tym fachu już prawie że legendarny. Teraz on ma skończyć swoją karierę, a jego syn go zastąpić. I tak się jakoś niefortunnie składa, że ich rodzina jest ostatnim aktywnym pokoleniem łowców, gdyż w innych miejscach na świecie przestały się one już dawno pojawiać. Przypadek? A może ukryte jest za tym coś więcej? 

Finn marzy o normalnym życiu, ale nie ucieknie od swojego przeznaczenia. Musi postarać się i ukończyć szkolenie, żeby w końcu zostać oficjalnym Łowcą Legend. Niestety, ostatnio w świecie pogromców Legend zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a kreatury atakują jeszcze częściej. Chłopiec wraz ze swoją nowo poznaną koleżanką Emmie musi odkryć, co za tym stoi i spróbować uratować mieszkańców przed potworami. 

Shane Hegarty urodził się w Skerries w Irlandii. Publikował swoje teksty w gazecie The Irish Time. Popularność przyniosła mu jednak seria książek o miasteczku Darkmord. Obecnie mieszka w Skerries wraz ze swoją żoną i dziećmi. 

Czytając opis po raz pierwszy, od razu na myśl przyszedł mi serial Supernatural, gdzie również główni bohaterowie polowali na potwory. Jako że jestem fanką przygód braci Winchester, to małe podobieństwo zachęciło mnie do sięgnięcia po Miasteczko Darkmord. Jednak w świecie wykreowanym przez Shane'a Hegarty'ego mechanizm działania Łowców Legend jest zupełnie inny, a stwory odmienne. Tak więc na tym zbieżności się kończą. 

Książka ta to zdecydowanie opowieść skierowana do młodszych czytelników, napisana prostym, lecz mimo tego ciekawym językiem. Chociaż chyba już trochę wyrosłam z takich powieści, to jednak nie odebrało mi to satysfakcji z lektury. Od początku wciągnęłam się w fabułę, w związku z czym dość szybko moja przygoda z tym tomem się zakończyła, a końcowe wydarzenia sprawiły, że chętnie sięgnę po następną część, by poznać ciąg dalszy losów bohaterów. 

Autor bardzo dobrze przedstawił wątek historii Łowców Legend i ich funkcjonowania przez lata. Pomiędzy poszczególnymi rozdziałami pojawiają się co jakiś czas strony z książki opowiadającej o wszystkich łowcach, co stanowi urozmaicenie lektury. Same Legendy również niezwykle intrygują Przez powieść przewija się dużo ich nazw i szczerze powiedziawszy, chciałabym dowiedzieć o nich czegoś więcej, niż to, co zostało opisane. 

Oprawa graficzna powieści jest naprawdę godna podziwu. Bardzo podoba mi się twarda okładka oraz połączenie zielonego i czarnego koloru, dające nieco upiorne wrażenie. Duży plus także za czarne wykończenia stron, które dzięki temu wyglądają oryginalnie. Warto wspomnieć jeszcze o ilustracjach w środku książki, przewijających się co kilka lub kilkanaście stron. 

Miasteczko Darkmord to powieść młodzieżowa, która spodoba się niewymagającym czytelnikom. I chociaż teoretycznie opowiada o potworach, to uwierzcie, że nie ma w niej żadnych krwawych scen, więc spokojnie mogę polecić ją dzieciom zaczynającym swoją przygodę z czytaniem. Nietypowy klimat, nietuzinkowa fabuła i fascynujący bohaterowie czynią tę opowieść bardzo dobrą i nawet niektóre przewidywalne zdarzenia tego nie psują. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.
Znalezione obrazy dla zapytania znak emotikon

niedziela, 26 marca 2017

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa
Autor: Kirsty Moseley
Tytuł: Chłopak, który chciał zacząć od nowa 
Wydawnictwo: Harper Collins 
Liczba stron: 383

Jamie wychodzi z poprawczaka, by w końcu zacząć prowadzić w miarę normalne życie. Obiecuje sobie, że tym razem raz na zawsze zerwie z kryminalną przeszłością, ale okazuje się nie być to takie łatwe. W nocnym klubie poznaje Ellie. Między tą dwójką szybko zaczyna iskrzyć i chociaż dziewczyna początkowo nie chce angażować w poważny związek, to wkrótce uświadamia sobie, że właśnie z Jamiem chciałaby spędzić resztę życia. Wspólnie snują marzenia i plany na dalszą przyszłość. Ellie jest jednak nieświadoma tego, jakimi sprawami za jej plecami zajmuje się Jamie. Czy w końcu chłopak odważy się to wyznać? I czy kryminalna przeszłość da tak łatwo o sobie zapomnieć? 

Kirsty Moseley urodziła się w Herdfortshire w Anglii, a w 2000 roku przeniosła się do Norfolk, gdzie poznała swojego męża. Obecnie jest szczęśliwą żoną i matką syna. Swoją pierwszą powieść - Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno - wydała w 2012 roku. Od tej pory zdążyła napisać kilka książek dla młodzieży i kobiet. Była nominowana do Goodreads Choice Awards w kategorii Best Young Adult Fiction.

Historia Jamie i Elliego na pewno nie wnosi nic świeżego do literatury romansu. To kolejna schematyczna opowieść o bad boyu i dziewczynie, którzy od pierwszego wejrzenia zakochują się w sobie na zabój. Od początku można domyślić się, jak potoczą się wydarzenia, więc elementu zaskoczenia tutaj raczej brakuje. Niektóre aspekty również momentami mnie denerwowały, ale mimo tego wszystkiego w ostateczności stwierdzam, że książkę tę czytało mi się całkiem przyjemnie.

Główni bohaterowie są dość dobrze wykreowani, ale jednak momentami odnosiłam wrażenie, że ich zachowanie jest nieco zbyt sztuczne, a oni sami zbyt papierowi. W szczególności miałam takie uczucie w przypadku Ellie. Z jednej strony niby ją polubiłam, ale z drugiej znów przez wgląd na niektóre zachowania wydawało mi się, że za bardzo starała się z grzecznej dziewczynki stać się tą złą. Jeśli chodzi o Jamiego, to on początkowo niemiłosiernie denerwował mnie tym, jak podniecał się (specjalnie użyłam tego słowa, powtarzanego dosłownie co kilka zdań) na widok samochodów. Dobrze, naprawdę rozumiem, że to jego pasja i tak dalej, ale przez to traci w moich oczach. Może gdyby autorka opisała jego zachwyt nad autami w inny sposób, spojrzałabym na ten element z innej strony.

Sam wątek miłosny, czyli główny temat powieści, rozwija się zdecydowanie za szybko, ale mogę przymknąć na to oko. Podoba mi się stosunek Jamiego do Ellie, który jest gotowy zrobić wszystko, byleby tylko ją chronić. Widać, że bardzo mu na niej zależy. Ellie tak samo troszczy się o Jamiego i kiedy ten opowiada o swoich traumatycznych wydarzeniach z przeszłości, wspiera go i pociesza. Nie są idealni, ich miłość tak samo nie jest idealna, ale przecież ideały nie istnieją. Oboje, pomimo przeciwności, pasują do siebie.

Powieść czyta się bardzo szybko. Pani Moseley ma lekki styl pisania. Nie umieszcza żadnych zbędnych opisów, właściwie w treści znajduje się bardzo dużo dialogów. Rozdziały pisane są z perspektywy zarówno Ellie, jak i Jamiego. Autorka dobrze odnajduje się w myślach swoich bohaterów i potrafi ładnie opisać ich uczucia, sprawiając, że czytelnik angażuje się emocjonalnie w to, co dzieje się na kartach lektury.

Chłopak, który chciał zacząć od nowa to co prawda szablonowa opowieść i nie zawierająca większych morałów, ale za to dobra na tak zwane odmóżdżenie. Sięgnijcie, jeśli chcielibyście przeczytać coś lekkiego i odpocząć od cięższych pozycji. I oczywiście, jeśli lubicie romanse, bo komuś, kto nie może znieść takich miłosnych historyjek, ta z pewnością nie przypadnie do gustu. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Harper Collins. 
Znalezione obrazy dla zapytania harpercollins polsska

czwartek, 23 marca 2017

Kimberly McCreight - Outliersi

Kimberly McCreight - Outliersi
Autor: Kimberly McCreight
Tytuł: Outliersi
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Liczba stron: 383

Wylie i Cassie przyjaźnią się, chociaż ich relacje nie zawsze idealnie się układają. Obie dziewczyny mają też niemałe problemy w życiu osobistym. Wylie popada w depresję po śmierci matki i praktycznie odgradza się od wszystkich, jej przyjaciółka zaś zbyt dużo imprezuje i obraca się w niewłaściwym towarzystwie. Pewnego dnia okazuje się, że Cassie zaginęła, a Wylie dostaje od niej SMS-a z rozpaczliwą prośbą o pomoc i prośbą, by nikomu nie mówiła o tej wiadomości. Dziewczyna decyduje się pokonać swoje lęki i pomóc koleżance. Na poszukiwanie wyrusza wraz z chłopakiem Cassie, Jasperem, do którego Wylie nie jest zbyt przychylnie nastawiona, ale oboje muszą zjednoczyć siły i spróbować odszukać Cassie, nim będzie za późno. 

Kimberly McCreight to amerykańska autorka, mieszkająca w Park Slope na Brooklynie z mężem i córkami. Była nominowana do nagród Edgard Awards i Goodreads Choice Awards. Outliersi to pierwsza część jej trylogii dla młodzieży, której kolejny tom ma ukazać się już w maju tego roku. 

Powieść już na samym początku swoim niezwykle intrygującym prologiem zaciekawia czytelnika i zachęca go do dalszego czytania. A na dalszych stronach historia coraz bardziej się rozwija, zaskakując swoimi częstymi zwrotami akcji i prowadząc ją do równie nieprzewidywalnego zakończenia, a właściwie urwania akcji w akurat najbardziej absorbującym momencie. Wszystko tutaj ma swój sens, a szczegóły, które w dalszej części mają stać się bardzo istotne, są powoli dawkowane. Trzeba tylko umieć je dostrzec i połączyć fakty, by przekonać się, że będą miały ogromny wpływ na fabułę. 

Niewątpliwie od od samego początku zaciekawiła mnie główna bohaterka. Wylie przeżywa niewyobrażalny ból po stracie matki, z którą, jak wspomina, miała zawsze lepszy kontakt niż z ojcem. Zamyka się w sobie aż tak bardzo, że potrzebna jest pomoc psychologa. Decydując się odszukać Cassie, musi przezwyciężyć swoje największe lęki. Dzięki temu, iż jest narratorką, można jeszcze bardziej się do niej zbliżyć i dowiedzieć się więcej szczegółów. Myślę, że Wylie jest dobrym przykładem na to, że chcieć to móc. Tak bardzo zależało jej na przyjaciółce, że odważyła się zmierzyć ze swoimi demonami. Myślę, że to tylko dowodzi jej lojalności i dobroduszności. 

Wątek przyjaźni w książce został przedstawiony bardzo wiarygodnie. Wylie i Cassie, mimo że są najlepszymi przyjaciółkami, nie zawsze dobrze się dogadują. Po czyjej stronie leży wina? Właściwie zaczyna się od Cassie, która coraz to bardziej zaczyna oddalać się od Wylie, zaczynając ostro imprezować i zdecydowanie z tym przesadzać. Kiedy przyjaciółka chce jej pomóc i ostrzega ją przed tym, ona nie chce tego słuchać, bagatelizując sprawę i zaczynają się częste kłótnie. Mimo to sądzę, że gdyby to role się odwróciły, gdyby Wylie była w tarapatach, Cassie postąpiła by podobnie do niej i za wszelką cenę próbowałaby pomóc. 

Jak wspominałam na początku, wydarzenia w tej książce są dość nieprzewidywalne. Kiedy wydawało mi się, że już wszystko się wyjaśniło, nagle pojawiała się jakaś sytuacja, która odwracała to do góry nogami i okazywało się, że nic nie było takie, jakie się wydawało. To tyczy się także niektórych bohaterów, najpierw wydających się tymi dobrymi, a potem wręcz przeciwnie. Ta opowieść gra na emocjach - i to dosłownie! Fundowała mi chwilami niezły emocjonalny rollercoaster. 

Tytuł powieści to Outliersi. Na pewno zastanawiać i jednocześnie intrygować może fakt, kim tak właściwie ci outliersi są. Przez długi czas pozostaje to tajemnicą, aczkolwiek ostatecznie wszystko się sensownie wyjaśnia i łączy z fabułą. Nie chcę dużo spoilerować, aczkolwiek muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawy aspekt. 

Outliersi to thriller młodzieżowy, który spodoba się czytelnikom lubiącym nagłe zwroty akcji i dreszczyk emocji podczas czytania. Lektura porusza również ważne tematy, takie jak przyjaźń, alkoholizm, umiejętność radzenia sobie ze stratą czy wreszcie akceptowanie siebie. Gorąca polecam, jeśli jesteście zainteresowani, a ja już z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
Znalezione obrazy dla zapytania czarna owca logo

niedziela, 19 marca 2017

Artur Urbanowicz - Gałęziste

Artur Urbanowicz - Gałęziste
Autor: Artur Urbanowicz 
Tytuł: Gałęziste
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 458

W związku Karoliny i Tomka, studentów z Warszawy, zaczynają pojawiać się problemy. Wyjazd tej pary na Suwalszczyznę w okresie wielkanocnym ma na celu nie tylko odpoczynek, ale też odbudowanie ich związku. Oboje liczą, że będzie to udana wycieczka. Niestety, już od początku nie wszystko idzie po ich myśli. Okazuje się, że właścicielka pensjonatu, w którym mieli się zameldować, po prostu o nich zapomniała. Udaje im się szczęśliwie znaleźć inne miejsce zakwaterowania w miejscowości tuż obok lasu... Ale czy na pewno szczęśliwie? Wkrótce Karolina i Tomek przekonają się na własnej skórze, jakie mroczne tajemnice skrywa ten las. Nie mają nawet pojęcia, jak wręcz niewiarygodne sekrety przyjdzie im poznać i jak to wpłynie na ich życie. 

Gałęziste to debiutancka powieść polskiego autora Artura Urbanowicza, będąca połączeniem horroru, sensacji i kryminału. Muszę przyznać, że opis z tyłu okładki bardzo mnie zaintrygował i zachęcił do przeczytania tej książki. Tajemnicze słowa Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz... i w co do tej pory wierzyłeś z pewnością przyciągają uwagę potencjalnych czytelników. Koniec końców, sama historia okazała się dla mnie dobrym kawałkiem literatury. 

Fabuła jest zdecydowanie bardzo dobrze przemyślana. Momentami niektóre wydarzenia są nieco przewidywalne, a inne odrobinę zaskakujące. Urzekł mnie klimat opowieści - zagadkowy i groźny. Autor umie doskonale budować napięcie, trzymając odbiorcę w niepewności i wyczekiwaniu na to, co będzie dalej.

Bohaterowie wykreowani zostali naprawdę realistycznie i ani przez chwilę nie odniosłam wrażenia, jakoby byli oni tylko papierowymi postaciami. Mają oni zarówno pozytywne, jak i negatywne cechy, możemy ich kochać albo nienawidzić, ale to tylko potwierdza ich realizm. Oprócz grających pierwsze skrzypce pary studentów mamy tutaj kilka innych bohaterów wartych uwagi, chociażby piękną Natalię, mieszkającą w osadzie, gdzie zatrzymali się Karolina i Tomek i która wydaje się coś ukrywać.

Do gustu przypadło mi miejsce akcji powieści, czyli tereny na Suwalszczyźnie. Niesamowite opisy miejsc w tym zakątku Polski były tym, co urzekło mnie podczas lektury i może też zachęciło trochę do odwiedzenia tego rejonu. Cieszę się, że pan Urbanowicz umieścił akcję swojej książki właśnie tutaj, w Polsce, co, jak sądzę, propaguje naszą kulturę. 

W powieści mamy do czynienia ze słowiańskimi legendami i podaniami. Zdradzę, że pojawia się absorbująca postać demona, który odgrywa w tej historii ogromną rolę. Podobało mi się połączenie tych klimatów z elementami sensacji i kryminału. To według mnie bardzo udany główny wątek. 

Pan Urbanowicz ma godny podziwu styl pisania i widać, że dysponuje dużym zasobem słownictwa, ale mimo to chwilami odnosiłam wrażenie, że narracja mnie przytłacza. Zwróciłam też uwagę na niemałą liczbę przekleństw i wyrażeń wziętych ze slangu, co nieznacznie odpychało mnie od lektury. Mnie to się nie spodobało, ale sądzę, że osobom, które czytają dużo książek z podobnym językiem, wcale by to nie przeszkadzało. 

Podsumowując, Gałęziste to historia z dreszczykiem, którą powinien przeczytać każdy wielbiciel tajemnic, legend i dreszczyku emocji podczas czytania. Autor zaserwował nam naprawdę niezłą opowieść, przy której nie żałuję ani minuty spędzonego czasu. Jeśli jesteście zainteresowani, gorąco polecam, gdyż uważam, że książka ta zasługuje na większy rozgłos. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi.