niedziela, 3 lipca 2016

Wendelin Van Draanen - Dziewczyna i chłopak: wszystko na opak




Autor: Wendelin Van Draanen
Tytuł: Dziewczyna i chłopak: wszystko na opak
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 222

Bryce po raz pierwszy spotkał Juli, kiedy ta przeprowadziła się razem z rodziną do nowego domu, stając się jednocześnie jego sąsiadką. Już wtedy przeczuwał, że ta dziewczyna oznacza tylko jedno - kłopoty. Juli natomiast od tamtego czasu oszalała na jego punkcie. Chłopak za wszelką cenę stara się jej unikać. Pod wpływem pewnego zdarzenia Bryce jednak zdaje sobie sprawę ze swoich prawdziwych uczuć do niej, ale czy nie jest już za późno? 

Każdy z nas przeżył swoje pierwsze zauroczenie. Książka ta opowiada właśnie o nim, o uczuciu, które rodzi się pomiędzy dwojgiem młodych ludzi. Juli od początku spodobał się Bryce, natomiast musiało minąć trochę czasu, by sam chłopak uświadomił sobie, że ta uprzejma sąsiadka wiele dla niego znaczy. Czytając te perypetie bohaterów możemy przypomnieć sobie i powspominać nasze miłosne rozterki w młodości. 

Oprócz głównego wątku lektura ta zwraca uwagę również na inne problemy. Pokazuje, jak łatwo osądzamy innych, mimo że praktycznie wcale ich nie znamy. Opowiada o tym, jak jedno wydarzenie może wpłynąć na dalsze życie i zwraca uwagę na to, że w rodzinie najważniejsza jest miłość i troska. 

Powieść napisana jest z dwóch perspektyw - Bryce'a i Juli. Na początku obawiałam się, że przez ten zabieg informacje mogą się mieszać i tak dalej, ale na szczęście tak nie było. Dzięki temu poznajemy różnice w poglądach postaci. Koniec końców, uważam zastosowanie takiego sposobu narracji przez autorkę za udany. 

Lekka i przyjemna - takimi przymiotnikami mogę opisać tę lekturę. Bardzo często pojawiały się w niej zabawne sytuacje, przy których uśmiech automatycznie pojawiał się na moich ustach. Historia, którą przedstawiła pisarka teoretycznie wpasowuje się w przedział wiekowy dla nastolatków, ale kto powiedział, że także dorośli nie mogą po nią sięgnąć? 

Jeśli szukacie książki na wakacje, to Dziewczyna i chłopak: wszystko na opak zdecydowanie wpasowuje się w te klimaty. I chociaż jest to obyczajówka bez większego przesłania, to jednak sprawia ona przyjemność. Z pewnością nie zawiedziecie się, sięgając po tę pozycję, która dostarczy Wam odrobiny humoru i optymizmu na letnie dni. 


sobota, 4 czerwca 2016

Victoria Scott - Tytany



Autor: Victoria Scott
Tytuł: Tytany
Wydawnictwo: IUVI 
Liczba stron: 335

Astrid Sullivan od młodego wieku jest zafascynowana wyścigami tytanów, które odbywają się w jej rodzinnym mieście Detroit. W tych zawodach niezwykłe jest to, że biorą w nich udział pół konie, pół maszyny, które zwane są właśnie tytanami. Można powiedzieć, że jest ich prawdziwą fanką, ponieważ wie o nich praktycznie wszystko. Kiedy pojawia się szansa wystartowania Astrid w wyścigu na jednym z tytanów, dziewczyna postanawia zaryzykować. To nie tylko spełnienie jej marzeń i szansa na sławę i pieniądze, ale też walka o lepszą przyszłość. 

Tytany to dla mnie trzecia książka Victorii Scott, po Ogniu i wodzie oraz Kamieniu i soli, które wywarły na mnie niemal same pozytywne wrażenia. Tak więc, sięgając po tę pozycję, miałam co do niej dość wysokie wymagania. Liczyłam, że znów będę zachwycona fabułą stworzoną przez autorkę. I wiecie co? Nie pomyliłam się. 

Motyw wyścigu od razu skojarzył mi się z Igrzyskami śmierci, tak jak w poprzednim przypadku. Doszukałam się nawet wielu podobieństw do tej trylogii, a także do poprzednich powieści pani Scott. Nie uważam tego jednak za minus, wręcz przeciwnie - dla mnie to plus. Bo pomimo niektórych wspólnych mianowników, historia ta jest zupełnie inna. 

Astrid to bohaterka, której nie sposób nie polubić. Dziewczyna ta miała wiele pozytywnych cech. Zaimponowała mi przede wszystkim swoją odwagą. Sympatią zapałałam również do jej najlepszej przyjaciółki, Magnolii (oryginalne imię, nie sądzicie?). Szczególnie razem tworzyły świetny duet.

Bardzo spodobał mi się motyw z wyścigiem. Same tytany wzbudziły we mnie duże zainteresowanie. Z jednej strony były przecież niby tylko maszynami, ale z drugiej wydawały mi się tajemnicze i niebezpieczne. Tytan Astrid z kolei sprawił, że popatrzyłam na te pół zwierzęta, pół maszyny odrobinę inaczej. 

Styl autorki nadal pozostał lekki i prosty. Nie znajdziecie tutaj długich i nudnych opisów, co to, to nie. Dzięki temu lekturę tę czyta się szybko i przyjemnie. 

Tytany to jednotomowa powieść, która zdecydowanie zasługuje na polecenie. To opowieść, która niesie ze sobą dużo różnych wartości i mówi o tym, jak ważne jest zaufanie. Jeśli spodobały Wam się poprzednie książki Victorii Scott, gwarantuję, że ta tak samo przypadnie Wam do gustu. A jeśli ich nie czytaliście, to i tak zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję - naprawdę warto! 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI.

poniedziałek, 30 maja 2016

Stephenie Meyer - Zmierzch




Autor: Stephenie Meyer
Tytuł: Zmierzch
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 416

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o głośnej serii Stephenie Meyer pod tytułem Zmierzch. Szczególnie ostatnio posypała się na nią fala krytyki, a ludzi ponoć dzielą się na tych, którzy nienawidzą albo kochają tę sagę. Spotkałam się także z wieloma opiniami, że właśnie od tych książek wielu książkoholików rozpoczęło swoją przygodę z czytaniem. Jako że wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z owymi powieściami, postanowiłam zacząć swoją przygodę ze Zmierzchem i przekonać się, jaką wyrobię sobie na ten temat opinię. 

Siedemnastoletnia Izabella Swan przeprowadza się do ponurego miasteczka Forks w stanie Waszyngton, gdzie mieszka jej ojciec. Tam poznaje tajemniczego Edwarda Cullena, który szybko zawraca jej w głowie, bowiem dziewczyna dosłownie nie może mu się oprzeć. Nieświadoma niczego nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak wielkie niebezpieczeństwo sprowadza na siebie i swoich najbliższych. Wkrótce Bella dowiaduje się, że chłopak jest wampirem...

Od początku byłam nastawiona nieco sceptycznie do tej lektury, tzn. nie spodziewałam się większych fajerwerków, głównie przez negatywne recenzje innych, których się naczytałam. Mimo to miałam jednocześnie nadzieję, że przypadnie mi ona do gustu, wbrew wszystkim. Niestety, tak się nie stało. Ogólna całość wypadła w moim odczuciu bardzo przeciętnie i nijako. 

Bella to taka bohaterka, którą momentami miałam ochotę potrząsnąć, poszarpać, cokolwiek, żeby tylko się w końcu opamiętała. Denerwowała i irytowała mnie niemiłosiernie, a czasami wzbudzała litość. Ja naprawdę rozumiem, że była nastolatką i miała prawo zachowywać się jak typowa dziewczyna w tym wieku, ale ona przekroczyła wszelką granicę. A fakt, że Bella stała się narratorką powieści, dobija mnie całkowicie.

Edward, jako postać, w moim odczuciu jest za idealny, zbyt wyidealizowany, co tyczy się także samego wątku miłości naszych głównych bohaterów. Zresztą, prawie cała wampirza rodzinka wydaje się dla mnie zbyt mdła. Prawie, bo jedna osoba z klanu Cullenów przypadła mi do gustu. Mowa tu o Alice, którą chyba jako jedyną w całej książce obdarzyłam sympatią. To specyficzna i dziwna dziewczyna, ale ja polubiłam ją dosłownie od pierwszej chwili, w której się pojawiła.

Styl, którym posłużyła się autorka do napisania tej opowieści, jest w mojej opinii, niestety, słaby. Wprawdzie nie znajdziemy tutaj nudnych opisów, ale jednak podczas czytania wciąż byłam znużona, niezależnie od tego, co się działo. Doprowadziło to nawet do tego, że musiałam odłożyć tę pozycję na kilka dni - definitywny kac książkowy, tylko że w negatywnym znaczeniu. Dopiero potem, wróciwszy do niej, wreszcie ją skończyłam.

Zmierzch pozostawił we mnie negatywne odczucia. Niby nie zawiodłam się tak bardzo, ale jednak liczyłam, że może mi spodoba. Nie ocenię tej książki jako bardzo złej, bo ma ona również swoje plusy, ale nad nimi zdecydowanie przeważają minusy. Pomimo też swojego niezadowolenia z tej części, sięgnę po kolejne, ponieważ nie lubię zostawiać niezakończonych serii. Sądzę, że niektóre nastolatki, które lubują się w takich klimatach, Zmierzch może usatysfakcjonować. W końcu wszystko zależy od gustu. 

piątek, 27 maja 2016

Gayle Forman - Ten jeden rok



Autor: Gayle Forman 
Tytuł: Ten jeden rok
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Liczba stron: 359

Willem, boleśnie zraniony stratą ojca, obawia się kolejnej miłości. Nie może jednak zapomnieć jednego dnia spędzonego w Paryżu z pewną niezwykłą dziewczyną. Mimo wszystko będzie próbował ją odnaleźć, chociaż nie zna nawet jej prawdziwego imienia. Czeka go także kilka poważnych decyzji. Czy otrzyma dar od losu i ponownie spotka Allyson?

Ten jeden rok to kontynuacja powieści Ten jeden dzień autorstwa Gayle Forman. Tym razem narratorem jest Williem i to z jego perspektywy dowiadujemy się, jak minął mu rok bez Allyson. Mamy okazję lepiej poznać go i jego otoczenie. Przyznam, że ze strony autorki taki krok wydaje się dobrym rozwiązaniem. Męska narracja wypadła bardzo dobrze, powiedziałabym nawet, że lepiej niż ta w poprzedniej części.

Podobnie jak przy Tym jednym dniu, tak i tutaj jestem absolutnie zauroczona historią przedstawioną na kartach tej lektury. Gayle Forman niewątpliwie potrafi wyczarować niepowtarzalną atmosferę wokół bohaterów, która sprawia, że czytelnik z niecierpliwością wyczekuje punktu kulminacyjnego. Tło wydarzeń również jest świetnie wykreowane.

Willem to zdecydowanie postać warta uwagi. Swoim charakterem i usposobieniem szczególnie na długo pozostanie w mojej pamięci. Jego historia jest w pewien sposób intrygująca, bo kiedy wreszcie ją poznajemy, kawałek po kawałku, to pojawiają się odpowiedzi na wszystkie pytania, które nas nurtują. To także bohater odznaczający się dość dużą determinacją - robi wszystko, by ponownie móc porozmawiać z Allyson.

Książka ta została napisana lekkim piórem. Nie znajdziemy w niej zbyt dużo długich, nudnawych opisów - kiedy już się pojawiają, są niezwykle barwne. Styl autorki jest prosty, ale mimo tego właśnie tym urzeka - swoją prostotą i wyrafinowaniem.

Ten jeden rok to kontynuacja godna uwagi. Polecam wszystkim, którzy wciąż jeszcze wahają się, czy po nią sięgnąć. Mam nadzieję, że Was również ta opowieść oczaruje, tak jak mnie.

---

Długo mnie tutaj nie było, ale już powracam z nowymi pomysłami dotyczącymi bloga. Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko jakoś rozplanować i rozwiązać wieczny brak wolnego czasu. Dziękuję, że jesteście :) 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Lauren Oliver - 7 razy dziś



Autor: Lauren Oliver 
Tytuł: 7 razy dziś 
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte 
Liczba stron: 381

Sam Kingston to popularna, dość przebojowa, uczęszczająca do liceum nastolatka. Ma chłopaka, przyjaciółki bez których nie wyobraża sobie życia. Czuje się lepsza od innych osób i nie zadaje się z osobami z niższych sfer. Pewnego dnia, wracając z imprezy wraz z koleżankami, zdarza jej się wypadek samochodowy. Sam spada w niekończącą się pustkę i myśli, że umarła. Jednak ponownie budzi się w piątek 12 lutego, rankiem przed wypadkiem i przeżywa od nowe ten sam dzień. Czy jest to kolejna szansa? Dziewczyna bowiem nie marzy o niczym innym, jak tylko odzyskać swoje idealne życie. Ale czy na pewno było ono takie idealne, jak jej się wydaje? 

Lauren Oliver jest amerykańską autorką powieści dla młodzieży. Ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago. Aktualnie mieszka w Nowym Jorku. W Polsce stała się znana głównie za sprawą trylogii Delirium. Ostatnio w naszym kraju została wydana Panika jej autorstwa. 7 razy dziś jest debiutem tej autorki. 

Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki pani Oliver. Ciągle mam w planach przeczytać pierwszy tom Delirium, jednak jakoś nie jest mi z tym po drodze. O 7 razy dziś słyszałam bardzo dużo pozytywnych, jak i negatywnych opinii, dlatego postanowiłam po nią sięgnąć, by przekonać się na własnej skórze, jakie odczucia pozostaną we mnie po lekturze. Nie ukrywam, że miałam wysokie wymagania i żywiłam nadzieję, że jednak pozycja ta wywrze na mnie pozytywne wrażenie. Niestety, nie stało się tak, jak chciałam. 

Od samego początku coś mi nie grało. Bardzo wolno pochłaniałam kolejne strony, a zbyt długie opisy z pewnością nie ułatwiały szybkiego czytania. Uważam, że autorka zdecydowanie przesadziła z tym aspektem. Czasami wydawało mi się, że opisów jest nawet więcej niż samej akcji. I to właśnie spowodowało we mnie dziwne uczucie ciężkości, do tego stopnia, że zatrzymałam się gdzieś tak bliżej połowy książki i nie potrafiłam jej dokończyć. Odłożyłam ją na mniej więcej tydzień i już myślałam o tym, by po prostu nie dokańczać tej lektury, ale wewnętrzne sumienie mi na to nie pozwoliło (cóż, nie umiem zostawiać nieprzeczytanej powieści, chociażby nie wiem jak bardzo była nudna). Zmusiłam się do dokończenia. 

Muszę powiedzieć, że o ile 7 razy dziś do pierwszej połowy mnie nudziło, to ta druga połowa wypadła odrobinę lepiej. Nie wiem, czy to skutek odłożenia książki na jakiś czas, a potem wrócenia do niej, ale sądzę, że od drugiej połowy do końca powieść stała się dla mnie do zniesienia, co i tak nie zmienia faktu, że nie tego oczekiwałam. 

Bohaterki momentami naprawdę mnie denerwowały. Dobrze, uczęszczały do liceum, może miały do tego prawo, ale chyba są pewne granice? Zresztą nie mogłam znieść także ich stylu życia, zachowania, sposoby bycia. Aż żal było mi tych osób, którym czasami dokuczały. W niektórych chwilach miałam wielką ochotę nimi potrząsnąć i wykrzyczeć, żeby się opanowały. Sam, czyli główna postać, irytowała mnie trochę mniej od swoich przyjaciółek, lecz i tak nie zapałałam do niej sympatią, nawet na końcu opowieści, kiedy podobno zachodzi w niej taka wielka przemiana, której, swoją drogą, wcale nie odczułam. 

Mimo wszystko, od czasu do czasu gdzieniegdzie pojawiały się lepsze sytuacje. Podobało mi się więź, jaka łączyła Sam z jej znacznie młodszą siostrą, Izzy. Tych siostrzanych momentów było naprawdę niewiele, ale kiedy już się pojawiały, były bardzo dobrze napisane. Dało się odczuć tę miłość, którą darzyły siebie nawzajem.

Całość fabuły w moim odczuciu wypada mdło i nijako. Rozumiem, że autorka chciała pokazać tę przemianę na lepsze, która dokonuje się w Sam, ale miernie jej to wyszło. Szkoda, bo zapowiadała się interesująca lektura.

7 razy dziś bez wątpienia mnie zawiodło. Spodziewałam się czegoś lepszego od tego, co dostałam. Gdyby autorka zrezygnowała z dużej ilości opisów, zmieniła nieco zachowanie bohaterek i skupiła się bardziej na duchowej przemianie Sam, mogłaby powstać z tego lepsza powieść. 

piątek, 8 kwietnia 2016

Tea Book Tag


(grafika mojego autorstwa)

Do tego tagu nominowała mnie Agnieszka :).

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam. 
Jeszcze nie było takiej książki, przy której bym zasnęła :D 

Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają. 
Przychodzi mi na myśl Ten jeden dzień Gayle Forman, aczkolwiek w Hobbicie bohaterowie chyba też dużo się przemieszczali?

Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi. 
Córka dymu i kości. Wydaje mi się, że jest taka nie za bardzo popularna, a uważam, że powinno być o niej zdecydowanie głośniej. 

Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna. 
Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to saga Zmierzch

Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła. 
7 razy dziś. Właściwie to przez pierwszą połowę książka wydawała mi się taka nudna i już myślałam, że nie dam rady jej dokończyć. Potem coś się zmieniło, przy końcówce powieść mnie troszeczkę wciągnęła. 

Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała. 
Z tego, co pamiętam, były to jakieś baśnie i wiersze Juliana Tuwima lub Jana Brzechwy. 

Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka. 
Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął. Naprawdę dobra powieść, polecam. 

Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach. 
W którymś momencie Strefa szaleństwa.

Rozlana herbata, czyli kogo taguję:
Wszystkich, którzy mają ochotę zrobić ten tag! ;)

wtorek, 5 kwietnia 2016

Wyniki rozdania ze "Strefą szaleństwa"


Przyszła pora ogłosić wyniki rozdania, które zakończyło się już jakiś czas temu. Przypominam, że do wygrania była książka "Strefa szaleństwa" Joy Fielding, a zwycięzca, wybrany drogą losowania, mógł być tylko jeden.

Nie przedłużając, "Strefę szaleństwa" wygrywa...

Just yśka! 

Serdecznie gratuluję zwyciężczyni, do której już wysłałam e-maila. Dziękuję także wszystkim pozostałym uczestnikom za udział i zapowiadam, że w przyszłości możecie spodziewać się podobnych konkursów :)